r e k l a m a

Radni na sesjach bywają

Izabela Kraj 08-09-2010, ostatnia aktualizacja 09-09-2010 11:24

Najbardziej obowiązkowi miejscy rajcy opuścili zaledwie po dwa posiedzenia Rady Warszawy w ciągu czterech lat kadencji. Najsłabsi nie pojawili się na ponad połowie ze 112 posiedzeń rady. Najwięcej nieobecności jest w opozycyjnym klubie PiS.

źródło: Fotorzepa
Jarosław Szostakowski (PO) - 98,2 procent obecności na sesjach
autor: Darek Golik
źródło: Fotorzepa
Jarosław Szostakowski (PO) - 98,2 procent obecności na sesjach
Małgorzata Kobus - 98,2 procent obecności na sesjach
autor: Jakub Ostałowski
źródło: Fotorzepa
Małgorzata Kobus - 98,2 procent obecności na sesjach

Wybory samorządowe za pasem. Sprawdzamy zatem, jak w ciągu całej kadencji wybrani w 2006 roku radni spełniali jeden ze swoich głównych obowiązków – uczestniczenie w obradach Rady Warszawy.

Najlepiej pod względem frekwencji wypada największy klub rządzącej w mieście Platformy Obywatelskiej – prawie 91 proc. obecności. Najmniejszy klub Lewicy plasuje się w środku – 88,9 proc. Najsłabiej wypada opozycja, czyli PiS – 79,5 proc.

Od końca 2006 roku do tegorocznych wakacji odbyło się 85 sesji, rozłożonych na 112 posiedzeń, bywało bowiem, że jedna sesja trwała kilka dni.

Ciężko odsiedzieć swoje

Jednak nawet podczas najważniejszych w roku sesji budżetowych, na których rajcy decydowali o podziale pieniędzy, nie zawsze można było odnotować 100-procentową obecność. Najczęściej kogoś z jakiegoś powodu zabrakło. Spośród 60 radnych miasta 31 osób ma frekwencję wyższą niż 90 proc. 18 osób zmieściło się między 80 a 90 proc. Statystykę zaniża zdecydowanie pięcioro radnych, którym nie udało się osiągnąć nawet przyzwoitego pułapu 70 procent obecności.

Najgorzej wypada Barbara Zawadzka z PiS. Pojawiła się w ciągu całej kadencji tylko na 36 ze 112 posiedzeń rady (frekwencja 32,1 proc.). Radna jest jednak ciężko chora i nikt jej nieobecności nie komentuje ani nie potępia. Niektórzy nieoficjalnie sugerują tylko, że w takiej sytuacji powinna zrezygnować z mandatu. Następni w kolejności są jednak radni, którzy bez problemu mogliby uczestniczyć w obradach. Tymczasem ich nie ma.

Marcina Jastrzębskiego (PiS) tak pochłonęła praca biznesowa (m.in. w spółce paliwowej Sarmatia) i pełnienie innych ważnych funkcji (m.in. konsula), że na obowiązki radnego nie wystarczało już czasu. Nie pojawił się na ponad połowie obrad. Skutek – 45,5 proc. obecności.

– Gdybym miał normalną frekwencję, powiedziałbym, że jestem zniesmaczony tym, co PO zrobiła z samorządu, w którym dominują siłowe rozwiązania, a nie ma dyskusji merytorycznej z opozycją. Ale zdaję sobie sprawę, że przy moich nieobecnościach takie wyjaśnienie nie zabrzmi właściwie, choć to prawda – stwierdził radny Jastrzębski. Radny jeszcze nie wie, czy wystartuje w najbliższych wyborach samorządowych.

W PiS natomiast słyszymy, że osoby, które zaniżają statystyki w klubie, nie mogą liczyć na wysokie miejsca na listach. Po 40 nieobecności (64 proc. frekwencji) mają też Stanisław Wojtera (PiS) i Joanna Sasak (PO). Z różnych powodów.

Argument na dziecko

Wojtera zajął się pracą w telewizji, jest rzecznikiem TVP. Przyznaje, że jego grafik obecności w samorządzie daleki jest od zadowalającego, ale do końca kadencji jeszcze trochę „nadrobi“. – Natłok obowiązków uniemożliwiał mi czasem pojawianie się na radzie – wyjaśnia. – Ale na ważniejszych głosowaniach starałem się zawsze być.

Joanna Sasak zaś tłumaczy, że jedynym powodem jej absencji był fakt, że urodziła dziecko. – Z tego powodu przez ponad dwa miesiące siedziałam w domu. A później też zdarzało się, że obowiązki przy dziecku były istotniejsze niż sesje – tłumaczy radna. Zapytana, czy wystartuje w kolejnych wyborach, stwierdza, że nie jest to jeszcze przesądzone.

Jednak wiemy, że Platforma umieściła ją na ostatnim miejscu listy do Rady Warszawy w okręgu Bielany – Żoliborz. I statystyka obecności miała na to wpływ.

W trakcie tej kadencji dzieci urodziły też dwie inne radne – Anna Pabisiak (PO) i Katarzyna Munio (obecnie SD). I obie w podobnej sytuacji radziły sobie lepiej niż Sasak. Pabisiak (PO) odnotowała 74,4 proc. obecności, a Munio – mimo obowiązków matki – udało się osiągnąć nawet 91 proc.

Pozytywne przykłady

Na drugim biegunie uczestniczenia w sesjach jest czworo prymusów, którzy opuścili w ciągu czterech lat zaledwie po dwa posiedzenia rady miasta, czyli mają jednakowo po 98 proc. obecności.

W Platformie dobrym przykładem świecą szef klubu Jarosław Szostakowski i wiceprzewodnicząca rady Ligia Krajewska. W PiS z kolei najlepsi okazali się niefunkcyjni działacze: Małgorzata Kobus i Paweł Terlecki. – Cóż. Staram się po prostu odpowiedzialnie wypełniać swoje obowiązki – stwierdza krótko Terlecki.

– Nie traktuję tego jako nic nadzwyczajnego. Tak zostałam wychowana. Nie lubię się spóźniać, nie toleruję nieodpowiedzialności i lekceważenia – stwierdza Ligia Krajewska. – Praca w Radzie Warszawy jest rzeczywiście czasochłonna i specyficzna. Sesje mamy nawet co dwa tygodnie, częste posiedzenia komisji. Ale startując w wyborach, każdy musi się z tym liczyć – podsumowuje.

Nie przyjmuje argumentu, że komuś obowiązki w pracy przeszkadzają w sprawowaniu mandatu radnego. Każdemu radnemu przysługuje przecież na sesję dzień wolny od pracy.

Oczywiście bywanie na sesjach to tylko część obowiązków radnego miasta. Ważne są też inne formy aktywności – komisje, dyżury, interpelacje. Za każdą nieobecność na sesjach czy komisjach radnemu – który co miesiąc otrzymuje ryczałtem ok. 2,6 tys. zł – odlicza się odpowiednie kwoty od diety.

Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy