Skarb, czyli rzeczy ukryte pod Kopernikiem
W grudniu 2006 na placu, gdzie wkrótce wyrosnąć miało Centrum Nauki Kopernik, Krzysztof „Semp” Bielecki zakopał skrzynkę pełną pamiątek. Teraz napisał książkę, w której podpowiada, jak ją znaleźć.
„Semp” to znany stołeczny aktywista. Kilka lat temu jako pierwszy wprowadził do Polski gry miejskie. Spopularyzował je, wciąż pozostając w ich temacie niekwestionowanym ekspertem. Zrealizował też wiele innych akcji, którymi wprowadzał pewien nieład na warszawskie ulice.
„Kod, czyli rzeczy, które zauważasz w mieście, gdy wpatrujesz się w nie odpowiednio długo” to druga publikacja na jego koncie. We wrześniu 2008 wydał „Miasto to gra”, w której opisał zrealizowane przez siebie gry miejskie. „Urban Playground” – bo tak nazywał się projekt – był zamkniętą całością, a książka stanowiła jego finał.
- Jej motywem przewodnim były gry, rozgrywki i wszystko co z nimi związane. Tym razem postawiłem na kody, sekrety, intrygi i to, co ukryte – mówi Krzysiek.
Łańcuch zagadek
Tak jak wtedy, tak i tym razem chce zachęcić czytelnika do innego niż zwykle spojrzenia na otoczenie, na Warszawę. W tym celu zebrał wiele zrealizowanych do tej pory projektów.
Książka zaczyna się od przewodnika po mieście. Przewodnika bardzo nietypowego. - Opisuję miejsca, w które raczej nie zabierzemy wizytującej stolicę cioci. Każde z nich jest dość enigmatycznie opisane. Wspominam o wielkiej górze, tajemniczym pasażu technicznym, kanale. Nie mówię jednak, gdzie się one znajdują – mówi Krzysiek. Jak więc w nie trafić? Trzeba – jak to zwykle u „Sempa” bywa – rozwikłać zagadkę. – Pod każdym z opisów znajdują się wskazówki. W ich rozwiązaniu pomocna jest reszta książki, a więc raporty z kolejnych projektów, jakie razem z warszawiakami realizowaliśmy – wyjaśnia.
Ale to nie koniec. Jedna łamigłówka prowadzi bowiem do drugiej. – Gdy już trafimy w te dziewięć miejsc, w każdym z nich znajdziemy elementy większej łamigłówki. Nie ja je tam zastawiłem. To elementy nieusuwalne, np. metalowy pręt, wzniesienia – tłumaczy Krzysiek. – Mam pewność, że za pół roku czy jeszcze później wciąż tam będą.
Po szybkim przerzuceniu ponad 500 stron książki (- To o 10 więcej, niż „Miasto to gra” – z dumą zauważa „Semp”) narzuca się pytanie, kto jest jej adresatem. – To próba zainteresowania może nie każdego, ale wielu różnych środowisk. Miłośnicy Warszawy potraktują ją jako przewodnik, który pozwoli im poznać nowe miejsca. Robią wrażenie, bo są bardzo nieprzewodnikowe. Poza tym to szansa na zyskanie nowego spojrzenia na miasto, dostrzeżenia rzeczy nietypowych tam, gdzie zwykle nie patrzymy – kontynuuje. – Z trzeciej strony książka może być źródłem inspiracji dla agencji marketingowych, które coraz częściej zajmują się działaniami w przestrzeni miejskiej. To podręcznik robienia projektów tego typu. Zbiór case’ów, przykładów.
Oto pierwszy z brzegu. Pod koniec 2006 roku Krzysiek zebrał od zaproszonych do udziału w projekcie „Kapsuła czasu” przedmioty, które obiecał wysłać w przyszłość. Do skrzynki trafiły m.in. film na DVD, mapa stołecznej komunikacji miejskiej, notatki z geografii, bilet do kina i egzemplarz „Życia Warszawy”. Wszystko zostało zakopane pod ziemią w miejscu, na którym wkrótce miała ruszyć budowa Centrum Nauki Kopernik. Kilka lat później „Semp” wrócił w to miejsce. – Robotnicy pracujący na budowie nie znaleźli skrzynki. Ja nie mogłem tam wejść, bo teren był zagrodzony, nie dostałem na czas zgody, a potem przyszła powódź, która okolice Kopernika zalała – opowiada. – Budynek stoi obok miejsca, w którym zakopałem pudełko z pamiątkami. Trzeba przyjść, porównać zdjęcia z książki z rzeczywistością. Może komuś uda się znaleźć nasz skarb? – pyta, uśmiechając się tajemniczo. I dodaje, że pracownicy Kopernika podobno wiedzą o tajemniczej skrzynce, która spoczywa na terenie inwestycji. – Nie ma w niej miliona dolarów, ale może ktoś w nocy się zjawić z łopatą – ostrzega.
Stołeczne Himalaje
Jednym z miejsc, w które „Semp” zaprasza ze swoją książką, jest „wielka góra”. Co ciekawe, taki był też roboczy tytuł „Kodu...”. – Folder na komputerze, w którym trzymałem plik z tekstem, nazywał się „książka 2”. Nie chciałem, żeby ktoś mi przez ramię podejrzał, że pracuję nad drugą książką, bo utrzymywałem ten fakt w tajemnicy. Zmieniłem więc nazwę na „K2”, a to jeden z najwyższych szczytów na świecie. Góra stała się więc kryptonimem książki, a równocześnie do niej trafiła.
„Kod...” jest pozycją nietypową, nie do końca wiadomo więc, jak ją czytać. – Można wyrywkowo, od deski do deski, można fragmentami, analizując poszczególne projekty miejskie. Najbardziej zachęcam jednak do wzięcia jej w rękę i pójścia w teren. Dzięki temu doświadczymy tego, co jest w niej opisane. Jeśli ktoś podejdzie do tematu zadaniowo i będzie chciał jak najszybciej rozwikłać wszystkie zagadki, pominie wiele ciekawostek. Droga na skróty nie zawsze się opłaca – kończy.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.



DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook