Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Kobiety rozkładają parasolki i demonstrują

Joanna Ćwiek 23-03-2018, ostatnia aktualizacja 23-03-2018 10:25

Na piątkową manifestację wybierają się demonstrantki z całej Polski. Ma być 60 tys. osób.

„Jedziemy na Warszawę" – pod tym hasłem odbędzie się w piątek w stolicy demonstracja kobiet przeciwnych zaostrzeniu prawa aborcyjnego. W Sejmie toczą się obecnie prace nad tym, by z ustawy o warunkach przerywania ciąży wykluczyć tzw. przesłankę eugeniczną. Umożliwia ona terminację ciąży w przypadku, gdy została stwierdzona ciężka i nieodwracalna wada płodu.

– Wychodzimy znów na ulicę, bo uważamy, że nie można zmuszać kobiet do rodzenia dzieci skazanych na śmierć po urodzeniu. Każda kobieta powinna sama podjąć w tej sprawie decyzję – mówi Marta Lempart z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, który jest organizatorem piątkowej akcji. Dodaje, że usunięcie tego przepisu spowodowałoby w zasadzie zamknięcie kobietom drogi do aborcji – w 75 proc. przypadków dochodzi do niej z powodu wady letalnej płodu.

Kobiety chcą także zaprotestować przeciwko manipulowaniu harmonogramem Sejmu i danymi mówiącymi o przyczynach aborcji. – Nieprawdą jest stwierdzenie, że najczęściej dochodzi do tego, gdy zostanie zdiagnozowany zespół Downa. Kobiety najczęściej przerywają ciążę, gdy zostanie stwierdzona śmiertelna wada płodu – mówi Lempart. Czarne protesty odbywały się w Polsce już kilkakrotnie. Ten jednak różni się tym, że organizatorki nie nawołują do wychodzenia na ulicę własnych miejscowości, ale do jednej wspólnej demonstracji w Warszawie.

Protest rozpocznie się pod Sejmem, a następnie demonstranci przejdą na ulicę Nowogrodzką, pod siedzibę PiS. – Na naszym wydarzeniu utworzonym na Facebooku swój udział zadeklarowało już ponad 60 tys. osób – mówi Marta Lempart. Dwa lata temu, podczas pierwszego czarnego marszu na ulice 150 miast wyszło 200 tys. kobiet. – Tyle osób na pewno nie będzie mogło przyjechać do Warszawy, ale z pewnością będzie nas dużo – dodaje działaczka.

Organizatorki marszu zamówiły już 30 autokarów, które wyjadą ze wszystkich miast wojewódzkich w Polsce. Koszty dojazdu pokryte są z datków otrzymanych za pośrednictwem internetowej zrzutki. Organizatorki policzyły, że na pokrycie kosztów dojazdu, ulotki, nagłośnienie i noclegi potrzeba 150 tys. zł. Do czwartkowego popołudnia zebrano 146 tys zł.

Piątkowy protest mobilizuje także działaczy opozycji. – Mam nadzieję, że PiS się opamięta. Ta ustawa godzi w nasze podstawowe prawa. Ten protest pokaże naszą siłę. Wściekłość kobiet jest niesamowita – mówiła w programie #RZECZoPOLITYCE posłanka Nowoczesnej Monika Rosa. – Wolność decydowania kobiet o sobie to nie jest sprawa światopoglądowa. To podstawa praw człowieka. Mówimy o naszej godności, zdrowiu, życiu. Jesteśmy świadomymi obywatelkami, pracujemy, dokładamy się do PKB – podkreślała posłanka Nowoczesnej.

Organizatorki protestu, chociaż same zamierzają wystartować w najbliższych wyborach, nie mają nic przeciwko temu, by na ich demonstracji pojawili się także politycy. – Ta sprawa ma łączyć, nie dzielić – twierdzą.

"Rzeczpospolita"