Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Trawa jest dla ludzi

Krzysztof Rawa 15-05-2018, ostatnia aktualizacja 15-05-2018 10:09

Mija 25 lat od powrotu golfa na polskie ziemie. Bilans tego ćwierćwiecza może wygląda skromnie, ale pola i mniejsze obiekty treningowe są już niemal wszędzie.

Pole Binowo Park powstało na skraju Puszczy Bukowej pod Szczecinem.
autor: Dariusz Gorajski
źródło: Rzeczpospolita
Pole Binowo Park powstało na skraju Puszczy Bukowej pod Szczecinem.

To była praca od podstaw. Przekazy mówią wprawdzie o przedwojennych polach golfowych w Warszawie (przy dzisiejszej ul. Bartyckiej, potem w Powsinie), Łańcucie, Szczawnie (Bad Salzbrunn), Wrocławiu, Gdańsku (są także wskazówki, że w Sopocie), Głogówku (Oberglogau) i Katowicach-Giszowcu, ale trudno o mocne więzi z przeszłością, kiedy czas wojny i powojnia oznaczał definitywne zniknięcie golfa z Polski na kilka dekad.Można uznać, że odrodzenie starej szkockiej gry nad Wisłą było i jest z wielu względów zadaniem trudnym. Golfowi nadal ciążą liczne mity i przekłamania – że wyjątkowo kosztowny, niedostępny i elitarny, że nie ma walorów sportowych („tylko dla starszych panów"), że bywa nudny i niezrozumiały, nawet że zagraża środowisku naturalnemu.

Wiosną 2018 roku w Polsce działa jednak 20 pełnowymiarowych (czyli 18-dołkowych) pól mistrzowskich, niemal drugie tyle pól 9-dołkowych, kilka 6-dołkowych i jeszcze kilkadziesiąt obiektów szkoleniowych, przez które rozumieć należy tzw. strzelnice golfowe („driving range"), komputerowe symulatory golfa pod dachem, obszary puttowania („putting green") i dołki treningowe (oraz twórcze połączenia wymienionych elementów). Słychać wciąż o nowych inwestycjach.

W Polskim Związku Golfa zarejestrowało się ponad 70 klubów, stowarzyszeń i organizacji członkowskich. W każdym województwie jest ośrodek golfowy, choć na mapie widać, że są regiony (Mazowsze, całe Pomorze, Małopolska i Śląsk), w których takie obiekty pojawiają się gęściej. Golf powrócił na igrzyska olimpijskie. W telewizorach pojawił się całodobowy Golf Channel Polska. Są powody, by wierzyć, że golf wychodzi z niszy.

Piramida rozwojowa

Zainteresowani dobrze wiedzą, że polska droga do reaktywacji golfa nie jest jednak prosta. W krajach, w których tradycje tego sportu są znacznie dłuższe i bogatsze od polskich, ukształtowała się przez lata klasyczna piramida rozwojowa: na samym szczycie są duże, niekiedy ekskluzywne pola mistrzowskie, nieco niżej widać atrakcyjne pola 9-dołkowe, jeszcze niżej są ogólnodostępne pola komunalne i akademie golfa (zwykle z 3–6 dołkami), u podstaw leżą bardzo liczne strzelnice golfowe, miejskie ośrodki nauczania i rekreacji, dostępne niemal wszędzie.

Polska zaczęła powrót do golfa od drugiej strony – budowania wierzchołka piramidy, czyli komercyjnych pól 18-dołkowych. Powód można zrozumieć – z jednej strony mocny impuls dały zmiany gospodarcze po 1991 roku, byli tacy, którzy w braku golfa nad Wisłą zobaczyli dużą szansę biznesową. Z drugiej – mając wreszcie wolność podróżowania, Polacy ruszyli w świat i niektórzy szybko dostrzegli grę pasjonującą miliony. Zarażeni jej urokiem, chcieli grać również u siebie, od razu na prawdziwych dużych polach, w pełnym wymiarze, bez kompromisów.

Zagraniczny kapitał plus polski zapał, rozmach, bez oglądania się na braki doświadczenia, sprzętu, menedżerów i trenerów – to był pierwszy przepis na pole golfowe w Polsce.

Nadrabianie w ten sposób kilkuset lat szkockiej tradycji miało pewne wady. Wszystkie mistrzowskie pola w Polsce, dziś niektóre naprawdę dobre (nawet wedle wysokich norm europejskich), to inwestycje prywatne. Wiele z nich wciąż należy do obcokrajowców, były budowane w celu oczywistym – przynoszenia zysku.

Źródła przychodów początkowo nieco się różniły. Szwedzki przedsiębiorca Erik Jacobsson, którego firma zarabiała na wyposażaniu wnętrz statków w polskich stoczniach, zbudował na początku lat 90. pierwsze w kraju (choć są też opinie, że drugie, po polu Amber Baltic w Kołczewie) podwarszawskie pole w Rajszewie pod wpływem namowy polskiej żony i przyjaciół. Plan był taki, żeby dołki były w miarę blisko stolicy, by wypełnić zarówno rosnące golfowe potrzeby polskich entuzjastów dyscypliny, jak i wielu obcokrajowców mieszkających i pracujących w Warszawie. Z naciskiem na obcokrajowców.

Ten pomysł przyniósł pewien sukces – nadwiślańskie pole w Rajszewie, powstałe w zasadzie na dzikim wysypisku śmieci, zamieniło się w atrakcyjny obszar podmiejski, skupiło uwagę mediów na golfie, potwierdziło wkrótce, że można już w Polsce organizować międzynarodowe turnieje, ale pokazało też, że z nagłym rozwojem dyscypliny wcale łatwo nie będzie. Pole Amber Baltic obok Wolińskiego Parku Narodowego powstało z pomysłu Austriaka dr. Franza Jurkowitza, budującego w Międzyzdrojach hotel Amber Baltic. W tym przypadku wykorzystano dość klasyczny model biznesu golfowego, powielany potem w innych miejscach nadmorskich: pole miało przyciągać do hotelu turystów ze Skandynawii i Niemiec.

Kolejne pionierskie pole powstało na terenach byłej żwirowni w Postołowie. Też było pomysłem szwedzkim – inwestycję zaczął leśnik Matti Idman, który założył, że ściągnie rodaków pod Gdańsk, łącząc zalety gry z odkrywaniem turystyki promowej i uroków okolic.

Nowe pola na mapie

Wszystkie te inwestycje przetrwały do dziś, choć nie bez trudu i znaczących zmian własnościowych. W Rajszewie Szwed sprzedał pole Koreańczykom (w Korei Płd. właśnie zaczynał się boom na golfa), ale zmiana nie okazała się dobra dla pola. Po Azjatach nastał czas obecnego właściciela, dewelopera Nimroda Taviego, nowojorczyka z izraelsko-amerykańskimi korzeniami.

W Postołowie pole przejął i udanie rozwinął przybyły z Niemiec polski przedsiębiorca, broker z Hamburga William Siwek. Zasłużony klub Amber Baltic, miejsce, w którym rozegrano pierwsze otwarte mistrzostwa Polski i pierwsze mistrzostwa Polski amatorów, po przejęciu od Austriaków przez polskiego biznesmena był na krawędzi bankructwa, dopiero od niedawna dzięki zaangażowaniu członków klubu odzyskuje blask.

Pomysły na budowanie 18-dołkowych pól mieli też inni i rok po roku można było dodawać: Binowo Park na skraju Puszczy Bukowej pod Szczecinem (ponownie kapitał szwedzki), Gradi GC niepodal Prusic pod Wrocławiem – prywatny kapitał Krzysztofa i Marzeny Gradeckich (sieci supermarketów Eko Holding) – golf powstał obok odrestaurowanego i zamienionego na stylowy hotel pałacu Brzeźno.

Polscy golfiści dostali duże pola pod Krakowem (Kraków Valley), koło Częstochowy (Rosa Private GC to oryginalne przedsięwzięcie golfowego pasjonata Arkadiusza Musia, jednego z najbogatszych Polaków, producenta szyb zespolonych, właściciela firmy Press-Grass), nieopodal Choszczna (chwalony powszechnie za urodę projekt pola Modry Las firmuje sława światowego golfa Gary Player).

Na mapie pojawił się Sierra Golf Club koło Wejherowa, Sand Valley koło Pasłęka (kapitał z Finlandii), Mazury Golf and Country Club (także z bogatą historią przekształceń). Warszawa zyskała Lisią Polanę na północy i Sobienie Królewskie na południu – oba to inwestycje krajowe. W pobliżu Kamienia Pomorskiego pojawiło się pole Kamień Country Club, w Lubuskiem Kalinowe Pola, pod Wrocławiem prężny klub Toya.

Wspólnym mianownikiem tych inwestycji jest zwykle spory rozmach oraz częste łączenie budowy dużych pól ze stawianiem obok nieruchomości, domków, apartamentów, hoteli, spa, obiektów szkoleniowo-konferencyjnych, które mają pomóc odzyskiwać nakłady.

Warto naśladować Szkotów

Niekiedy nie wszystkie cele udawało się osiągnąć. Golf, mimo wszystkich zalet, był odległy od zainteresowań Polaków. Także w sensie dosłownym, ze względu na odległość największych pól od większych miast. Nie sposób znaleźć odpowiedni teren (pełne 18-dołkowe pole golfowe wymaga ok. 60–80 ha) w zasięgu transportu lokalnego. Pola mistrzowskie, choć piękne i dające grającym wiele satysfakcji, każą do kosztów uprawiania golfa doliczyć koszty długich dojazdów.

Inny problem – zagraniczna turystyka golfowa nie rozwijała się w tempie gwarantującym duże zyski, Polska jest golfowym rynkiem wschodzącym, ale golfowa Europa weszła na początku XXI wieku w okres pewnej stagnacji.

Pierwszych ambitnych inwestorów łączyło początkowo przekonanie, że w tak dużym kraju jak Polska zwrot kapitału nie będzie sprawą trudną, współpraca z władzami samorządowymi też rozwinie się łatwo.

Nie zawsze tak było. Taka uroda polskiego golfa, że nie sprzyjały mu przepisy podatkowe, regulacje prawne, w regionach budowy pól lokalna społeczność nie wszędzie widziała potencjalne korzyści.

Najważniejsza sprawa – tak naprawdę brakowało też polskich golfistów, bo nie było bardziej dostępnych i tańszych miejsc, w których mogliby szybko i sprawnie uczyć się, poznawać grę oraz przekonywać się do niej.

Na tę niezbyt zgodną z wzorcem strukturę pól golfowych w Polsce zwróciła uwagę kilka lat temu pani Vivien Saunders, zasłużona golfistka brytyjska, która oprócz wybitnych sukcesów sportowych wśród amatorek i profesjonalistek od lat pisze książki edukacyjne i na wiele sposobów popularyzuje golf dla zwykłych ludzi, nie tylko u siebie. Jest też przewodniczącą angielskiego stowarzyszenia właścicieli pól golfowych (AGCO).

Pani Saunders podczas wizyty kilka lat temu w Warszawie przypomniała, że masowe zainteresowanie golfem budują małe, łatwo dostępne obiekty publiczne, w których między grającymi nie widzi się różnic innych niż poziom umiejętności.

Zachęcała do naśladowania małych szkockich miejscowości, w których niemal w każdym parku można zobaczyć kilka dołków z chorągiewkami. Każdy mieszkaniec może wziąć z domu kij, piłkę i grać podczas zwykłego spaceru. Wspominała o aranżacji prostych obiektów w środku miast, takich, które sprzyjają postrzeganiu golfa jako rozrywki taniej, zwykłej, dostępnej dla całej rodziny niemal natychmiast, gdy przyjdzie ochota.

Gra na wysypisku

Wzory brytyjskie, także amerykańskie, gdzie golf zdemokratyzował się bardzo szybko i stał się masowym sportem rekreacyjnym klasy średniej, zaczęły przemawiać do polskiej wyobraźni jednak dość opornie. Dopiero kilka lat temu zaczęto dostrzegać dość oczywistą właściwość pól golfowych – mogą zajmować nieużytki, tereny podmokłe, gleby wyjątkowo nieurodzajne, piachy, skałki, w bardziej ekstremalnych (ale znanych już w kraju) przypadkach wysypiska śmieci, nawet hałdy i inne obszary w znaczący sposób zdegradowane.

Sens budowy pól i mniejszych ośrodków golfowych zauważono także dlatego, że inwestycja oznacza tworzenie miejsc pracy, że region z polem golfowym zyskuje wizerunkowo (choć wciąż nie wszyscy w to wierzą). Wbijanie piłek do dołków może stać się kolejnym walorem turystycznym, pobudzić lokalną przedsiębiorczość (w okolicy rośnie zapotrzebowanie na usługi powiązane z rozwojem golfa), z czasem staje się motorem wzrostu wartości pobliskich terenów i nieruchomości. Zyskują też lokalne szkoły, dzieciaki ciekawe golfa mogą się nim zająć, nawet mieć lekcje wuefu na polu (systemy szkolenia w tym sporcie zawsze uwzględniają ulgi dla młodzieży). W końcu sukces pola oznacza także rosnące wpływy podatkowe oraz może mniej mierzalną, ale widoczną promocję regionu, innych atrakcji pobliskiego miasta albo zalet okolicznej przyrody, lasów i jezior.

Kilka lat temu w sens nieco skromniejszych inwestycji w golf uwierzyły wreszcie niektóre polskie miasta i gminy. Pojawiły się pierwsze efekty.

W Siemianowicach Śląskich społeczny komitet budowy pola golfowego (członkowie wywodzili się głównie spośród pracowników Uniwersytetu Śląskiego, niektórzy z nich próbowali ambitnie grać w golfa już w latach 80.) doprowadził w 1997 roku do budowy własnym sumptem czterech dołków na wydzierżawionych od miasta terenach po byłym PGR.

Inwestycję podzielono na etapy. Dołek po dołku pole rosło w miarę zdobywania funduszy. Pierwszą połówkę pola dokończono dzięki grantowi z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska. W 2007 roku pole osiągnęło pełny rozmiar – 18 dołków – i stało się przykładem, jak zbudować obiekt, korzystając przede wszystkim z pracy społecznej członków klubu, dziś: Śląskiego Klubu Golfowego.

Ważny przełom przyszedł w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie powstało w pełni publiczne pole na byłym wysypisku śmieci. Na rekultywowanych hałdach odpadów o grubości sięgającej 20 m stworzono 9 dołków. Inwestorem był Zakład Utylizacji Odpadów, spółka należąca do miasta. Mieszkańcy zdecydowali, że obiekt będzie się nazywał „Zawarcie".

Pole na 30 ha, zbudowane w dwa lata od daty wydania pozwolenia, ruszyło w 2013 roku. Kosztowało niespełna 4 mln zł, około 37 procent nakładów pokryła preferencyjna pożyczka z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, reszta to środki własne przedsiębiorstwa miejskiego.

Obiekt działa, stał się wizytówką Gorzowa Wlkp. i choć jego utrzymanie nie jest tanie (ok. 1 mln zł rocznie), trwa. Przykład jest budujący także dlatego, że w pobliże pola można w kilka minut przyjechać z centrum miejskim autobusem. Kilka miesięcy po otwarciu Zawarcia działalność golfowa ruszyła w Bytomiu. Wprawdzie Srebrne Stawy to pole (9 dołków) prywatnego inwestora, ale wszyscy wiedzą, że powstało w dzielnicy Szombierki na terenach pokopalnianych, że udany projekt rewitalizacyjny (połączony z budową domów mieszkalnych) znacząco zmienił postrzeganie golfa w okolicy.

Istniejące od 2002 r. Towarzystwo Sportowo-Rekreacyjne Golfstok – Białostocki Klub Sportowy w ciągu kilkunastu lat doprowadziło do budowy w stolicy Podlasia czterech ćwiczebnych dołków, strzelnicy golfowej, budynku klubowego i postawiło dwa symulatory gry w golfa. Projekt został sfinansowany przez miasto Białystok z udziałem funduszy unijnych z Programu Regionalnego – Narodowa Strategia Spójności – Podlaskie.

Dzięki pomocy Brukseli

Kolejny pozytywny przykład dała gmina Lublin. Nad Zalewem Zembrzyckim na rzece Bystrzycy, na terenach Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji powstało 6-dołkowe pole typu pitch & putt (co można przetłumaczyć jako „uderz pod flagę i wbij do dołka", w praktyce chodzi o to, że dołki są krótkie), obok jest driving range z oświetleniem i symulator golfa. I znów się okazało, że można sfinansować takie przedsięwzięcie dzięki połączonym pieniądzom miasta i Unii Europejskiej – ze środków Regionalnego Funduszu Rozwoju, w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Lubelskiego na lata 2007–2013.

Na obszarze 4 ha za niecałe 3 mln zł (Unia dała ok. 700 tys.) Lublin zyskał miejsce do golfowej rekreacji, ale też budynek edukacyjny i konferencyjny, także miejsce do organizowania niebanalnych lekcji wychowania fizycznego.

Fundusze z Unii Europejskiej udało się także wydobyć na inwestycję w Głogowie Małopolskim, 12 km od Rzeszowa, na skraju Puszczy Sandomierskiej. Firma NTB zbudowała tam NTB Active Club, którego główną atrakcją (choć zdecydowanie niejedyną) jest 9-dołkowe pole pitch & putt, a także driving range.

Ze środków publicznych powstała Zamkowa Akademia Golfa w Baranowie Sandomierskim. Na obszarze 4 hektarów w północnej części parku powstał oświetlony driving range i obok stylowo odrestaurowanej oranżerii (pełni rolę biura i zaplecza dla akademii golfowej) pojawiły się cztery krótkie dołki.

To na razie może niewiele, ale są wreszcie chętni do naśladowania. Polski Związek Golfa, dostrzegając rosnące zainteresowanie samorządowców budową obiektów golfowych, wydał w 2016 roku z pomocą Ministerstwa Sportu i Turystyki książkę autorstwa Jerzego Dutczaka „Pola golfowe dla wszystkich. Poradnik inwestora".

Ponad 2500 egzemplarzy poradnika przekazano za darmo do urzędów marszałkowskich i wszystkich gmin w Polsce. PZGolf przygotował również dedykowany tej sprawie portal: www.poradnikinwestora.pzgolf.pl, z którego można pobrać, także nieodpłatnie, wersję elektroniczną książki.

Podręcznik jest szczegółowy, podpowiada wiele, również to, że można czynić śmielsze inwestycje samorządowe w formule partnerstwa publiczno-prywatnego. Dróg, by golfową piramidę budować od podstaw, jest tak naprawdę wiele, choć niemal każda jeszcze wymaga odwagi i wyobraźni, by pokonać uprzedzenia i niewiedzę.

Na razie, po 25 latach od rozpoczęcia działalności pierwszych pól golfowych w powojennej Polsce, możemy stwierdzić, że wciąż jest zasadna nadzieja na znacznie więcej. W mniejszych Czechach i na Słowacji gra w golfa kilka razy więcej osób niż w Polsce. W Niemczech jest ok. 750 pól. W Szwecji ponad 400.

Golfowy rozwój Polski, wedle własnego lub europejskiego wzorca, jeszcze przed nami. Można jednak co roku zobaczyć, jak to jest z zapałem Polaków do poznawania golfowych przyjemności. Już za niepełna dwa tygodnie, w niedzielę 27 maja, odbędzie się kolejny ogólnopolski dzień golfa. Wszędzie wstęp wolny, atrakcji dużo. Trzeba tylko czerpać radość z faktu, że jest się w dołku, i uwierzyć, że trawa jest dla ludzi.

"Rzeczpospolita"