Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Chick Corea rozgrzał Warszawę

Adam Ciesielski 27-12-2010, ostatnia aktualizacja 28-12-2010 21:01

Legendarny amerykański jazzman dał w poniedziałek energetyczny koncert w archikatedrze św. Jana.

Fot. Darek Senkowski
źródło: Stołeczna Estrada
Fot. Darek Senkowski

Mimo sporego mrozu, występ znakomitego amerykańskiego pianisty i kompozytora jazzowego, wielokrotnie oklaskiwanego już w Warszawie, ściągnął do staromiejskiej świątyni komplet słuchaczy. Zebranych powitał proboszcz archikatedry, prałat Bogdan Bartołd, przywołując nastrój świąt odczytaniem fragmentu ewangelii św. Łukasza o narodzeniu Jezusa.

Zaraz potem wyszedł Chick Corea. Legendarny artysta, partner Milesa Davisa, szesnastokrotny laureat Grammy podszedł do fortepianu w ciepłej bluzie z kapturem, szaliku, nawet w rękawiczkach. Te zdjął, oczywiście, zaraz na początku, podobnie jak szal, z czasem pozbył się też bluzy i grał do końca w czerwonej koszuli.

Bohater wieczoru wprowadzał nas stopniowo w świat swych wczesnych muzycznych inspiracji. Słuchaliśmy więc jego interpretacji utworów Billa Evansa, Theloniusa Monka, Buda Powella i Aleksandra Skriabina. Po krótkiej przerwie, w czasie której na prośbę Corei instrumentem zajął się stroiciel fortepianów, słuchaliśmy już kompozycji samego bohatera wieczoru. Zagrał on niemal wszystkie, barwne i zróżnicowane rytmicznie utwory ze swego cyklu "Children's Songs", które wykonywał także (wraz z wibrafonistą Garym Burtonem) 30 lat temu, podczas swego pierwszego polskiego występu w Zabrzu.

Dalej były już nastroje znane z jego pionierskich płyt fusion, takich jak "My Spanish Heart". Reakcja była, co zrozumiałe, bardzo gorąca, więc uśmiechnięty Chick wciągnął do wokalnej współpracy całe audytorium. Na pożegnanie mieliśmy jeszcze bis, utrzymany w energetycznym, latynoskim klimacie. Żeby było nam ciepło w drodze do domu.

Życie Warszawy