Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Imperium ojca Kolbego

Tomasz Krzyżak 07-01-2018, ostatnia aktualizacja 07-01-2018 11:02

W II Rzeczypospolitej skromny franciszkanin wybudował pod Warszawą wielki katolicki koncern medialny.

W 1938 r. „Rycerz Niepokalanej” wychodził w nakładzie miliona egzemplarzy
źródło: MATERIAŁY KLASZTORU W NIEPOKALANOWIE
W 1938 r. „Rycerz Niepokalanej” wychodził w nakładzie miliona egzemplarzy

W 1927 r. w szczerym polu pod Warszawą grupa kilku szaleńców zaczęła budowę klasztoru-wydawnictwa. Pierwsze budynki stanęły zaledwie w dwa miesiące. Gazeta, którą wydawali, miała nakład 60 tys. egzemplarzy. Dwanaście lat później – w sierpniu 1939 r. – klasztor-wydawnictwo zamieszkiwało ponad 700 osób, a gazeta miała milion egzemplarzy nakładu! Szaleńcom przewodził Maksymilian M. Kolbe, założyciel Niepokalanowa.

Wzór do naśladowania

Ojca Tadeusza Rydzyka, redemptorystę z Torunia i założyciela Radia Maryja oraz telewizji Trwam, określa się czasem twórcą wielkiego imperium medialnego. Trudno się z tym nie zgodzić. Mało kto pamięta jednak o tym, że 90 lat temu w Teresinie pod Warszawą skromny franciszkanin Maksymilian M. Kolbe wybudował potężny koncern, który w szczytowym okresie działalności wydawał kilka miesięczników, w tym „Rycerza Niepokalanej" (w milionowym nakładzie) oraz najpopularniejszy w latach 30. „Mały Dziennik", gazetę codzienną o nakładzie 300 tys. egzemplarzy.

Swoje dzieło ojciec Kolbe nazwał Niepokalanowem. Było to samowystarczalne miasteczko z własną piekarnią, strażą pożarną i elektrownią. W 1938 r. w Niepokalanowie uruchomiono pierwszą katolicką rozgłośnię radiową. Podjęto też próby uruchomienia telewizji, zainicjowano również budowę lotniska. Gwałtowny rozwój klasztoru przerwały wojna i męczeńska śmierć założyciela. Później władza ludowa nie dopuściła do odbudowy. I choć dzieła, które założył ojciec Kolbe, trwają, nie mają już takiej skali jak w II Rzeczypospolitej. Maksymilian jest jednak wzorem. Ojciec Rydzyk wprost mówi, że inspiracje czerpie z Niepokalanowa. Cofnijmy się zatem w czasie i zajrzyjmy do klasztoru-wydawnictwa.

Gazeta bez pieniędzy

Początków Niepokalanowa szukać trzeba w 1919 r. w Krakowie. W grodzie Kraka pojawił się młody, powracający ze studiów w Rzymie zakonnik – ojciec Maksymilian M. Kolbe. Wracał do Polski, która zaledwie rok wcześniej odzyskała niepodległość. Nie znał takiego kraju. Urodził się bowiem w zaborze rosyjskim. Potajemnie przeszmuglowany do Galicji uczył się we Lwowie, a potem w Rzymie. Tam – jak sam wspominał – zetknął się z brutalnymi atakami na papieża i Kościół. W Rzymie założył międzynarodowe stowarzyszenie – Milicję Niepokalanej – które w statucie miało m.in. ochronę papiestwa i szerzenie kultu Maryi Niepokalanej.

Po przyjeździe młodego zakonnika do Krakowa przełożeni zlecają mu prowadzenie wykładów z filozofii dla franciszkańskich kleryków. Praca naukowa idzie Maksymilianowi opornie. Chce ewangelizować. Wie, że najlepiej zrobić to przez media. Zdradza swoje plany przełożonym. Napotyka jednak opór. „Ze sceptycyzmem przyjęto wiadomość, że to o. Maksymilian chce wydawać pismo, bo to człowiek chory, nie ma fantazji, nie ma styczności z ludźmi, dopiero co przyjechał z zagranicy i nie zna naszych warunków" – wspominał ojciec Anzelm Kubit, pracujący wówczas w Krakowie.

Problemem były pieniądze. Pod koniec 1921 r. przełożeni zgodzili się na uruchomienie pisma, ale pod warunkiem, że ojciec Kolbe sam zdobędzie fundusze na jego wydanie. Pierwszy numer „Rycerza Niepokalanej", który ukazał się w styczniu 1922 r., powstał wyłącznie za pieniądze pochodzące od sponsorów. W artykule wstępnym do tego numeru Maksymilian pisał: „Z braku kapitału zapasowego nie możemy na razie upewnić P.T. Czytelników, że otrzymają regularnie »Rycerza Niepokalanej«. Zależeć to będzie od zebrania na czas gotówki (z wyprzedaży numeru lub ofiar) na nakład następnego numeru; inaczej bowiem zabrnęlibyśmy w długi".

Odzew czytelników zaskoczył ojca redaktora. Tłumaczył w numerze na luty: „Wyznamy szczerze, iż zabraliśmy się do wydawania go bez żadnych funduszów; ofiary czcicieli Niepokalanej to jedyny nasz kapitał. Po ludzku więc sądząc, miesięcznik skazany był na zupełne niepowodzenie. A jednak stało się inaczej: ofiary płynęły ustawicznie i dość obficie, tak że mogliśmy już w czasie drukowania pierwszego numeru powiększyć ilość zamówionych egzemplarzy z 3000 na 4000, a następnie dodać jeszcze tysiąc jeden i tak pierwszy nakład »Rycerza Niepokalanej« ukazał się w [nakładzie] 5000".

Ręczny druk

Sielanka nie trwała długo. Początkowo „Rycerz" drukowany był w krakowskich drukarniach. Ale dewaluacja marki polskiej powodowała, że wszystko drożało z dnia na dzień. Ojciec Maksymilian zaczął myśleć o zakupie własnej maszyny drukarskiej. Znalazł ją u sióstr w Łagiewnikach, ale nie miał miliona marek na jej zakup. Pieniądze podarował pracujący w USA zakonnik. Pod koniec 1922 r. prowincjał franciszkanów nakazał Maksymilianowi przeniesienie wydawnictwa do Grodna. Maksymilian opierał się, lecz w końcu uległ. Zespół redaktorsko-wydawniczy „Rycerza Niepokalanej" w Grodnie liczył zaledwie trzy osoby. Maszyna drukarska napędzana była ręcznie.

Brat Gabriel Siemiński wspominał swoje początki w wydawnictwie: „Drukowanie »Rycerza« o nakładzie 5 tys. egz. o objętości pół arkusza z okładką trwało około 8 do 10 dni. Na wydrukowanie 1 strony arkusza potrzeba było zrobić 4 obroty kołem, czyli nakład miesięczny »Rycerza« kosztował 40 tys. obrotów! Okładkę drukowano oddzielnie. Tu znów trzeba było 20 tys. obrotów, więc razem 60 tysięcy!".

We wrześniu 1924 r. ojciec Maksymilian wpadł na pomysł wydania kalendarza na rok następny. Czasu było bardzo mało. Zakonnicy pracowali po nocach. Maksymilian zapisał w pamiętniku pod datą 5 września: „Z braku więcej rąk do pracy sam kręciłem maszyną, a szła ciężko, bo panewki nowe nie najlepiej służą, więc pot aż kapał z czoła. Znowu też i nocy zarywać było trzeba, ale – cześć Niepokalanej – i to się dało zrobić i udało się na czas".

Nakład „Rycerza" rósł w tempie oszałamiającym – w lutym 1925 r. osiągnął 25 tys. egzemplarzy. Datki od ofiarodawców pozwoliły też na zakup nowej maszyny. Ponieważ nie było gdzie jej ustawić, zakonnicy wybłagali od władz klasztornych kawałek korytarza. Ale nie tylko ciasnota była problemem wydawnictwa. Do składu coraz większego „Rycerza Niepokalanej" brakowało czcionek. Ich zapas nie wystarczał na złożenie całego numeru. Brat Gabriel Siemiński pisał: „Trzeba było składać artykuły przeznaczone do »Rycerza Niepokalanej« dotąd, dopóki starczyło czcionek, złożone artykuły połamać na kolumny i drukować pierwszy półarkusz. Po czym czcionki z powrotem rozbierać i rozkładać do kaszt, by dopiero tymi czcionkami dokończyć składanie numeru".

W 1927 r. gazeta miała już 65 tys. egzemplarzy nakładu. Ciasnota w Grodnie zmusiła Kolbego do szukania miejsca na przeniesienie wydawnictwa. Nie było jednak pomysłu gdzie. Brakowało również funduszy.

Budowa klasztoru

Pomógł przypadek. W czerwcu 1927 r. zakonnicy dowiedzieli się, że książę Jan Drucki-Lubecki parceluje swój majątek w Teresinie nieopodal Warszawy. Na dodatek grunty są położone przy linii kolejowej. Ojciec Maksymilian dotarł do Eugeniusza Srzednickiego, administratora dóbr księcia, który spotkał się z zakonnikami. Obiecał, że przedstawi sprawę działki księciu. Brat Gabriel Siemiński wspominał: „Po upływie dwu tygodni zostaliśmy powiadomieni, że książę przyjechał do Grodna i chce się widzieć z o. Maksymilianem. Niezwłocznie też o. Maksymilian z o. Alfonsem udali się do zarządu dóbr, gdzie książę przyjął ich bardzo serdecznie i oświadczył, że ofiaruje pięć morgów pola w majątku Teresin".

Maksymilian Kolbe oglądał tereny pod przyszły klasztor w połowie lipca 1927 r. Książę Jan Drucki-Lubecki, ofiarowując teren pod klasztor, postawił jednak warunki. Między innymi chciał, by franciszkanie zobowiązali się do dożywotniego odprawiania mszy za jego ojca.

W tej sprawie ojciec Kolbe prosto z Teresina pojechał do Krakowa. Tam miał przedstawić sprawę przełożonym. Nie czekając jednak na ich decyzję, zarządził budowę kapliczki w Teresinie. 6 sierpnia 1927 r. w Święto Przemienienia Pańskiego odbyła się w Teresinie uroczystość poświęcenia figury. Teren wokół przyszłego klasztoru był praktycznie pusty. W okolicy stały zaledwie trzy domy.

Kilka dni po poświęceniu figury na Kolbego spadł cios. Przełożeni nie zgodzili się na warunki księcia. Franciszkanin pojechał więc do księcia Druckiego-Lubeckiego podziękować mu za życzliwość i dobre chęci. Brat Manswet Marczewski relacjonował: „Zdawało się, że wszystko się w nic rozwieje. Wtedy książę zapytał ojca Maksymiliana: A co z figurą? Na to o. Maksymilian: Niech zostanie. W takim razie – odrzekł książę – oddaję teren bez żadnych warunków. (...) Zaraz wyjechali br. Zeno Żebrowski i br. Karol Kowalski do Teresina, by zająć się budową".

Przedziwna to była budowa. Zakonnicy nie mieli nic. Dwa wagony desek na ogrodzenie podarował im książę Seweryn Czetwertyński, właściciel m.in. Hotelu Europejskiego w Warszawie. Największą rolę odegrał jednak brat Zenon Żebrowski, który gdzie tylko mógł, kwestował na nowy klasztor. Okoliczni gospodarze początkowo traktowali zakonników nieufnie. Z czasem zaczęli im bezinteresownie pomagać.

Podczas gdy brat Zenon Żebrowski przygotowywał w Teresinie grunt pod budowę i stawiał pierwsze budynki, w Grodnie trwał druk „Rycerza Niepokalanej". Po jego zakończeniu zapakowano maszyny do czterech wagonów kolejowych i wysłano do Teresina. Sami zakonnicy pod wodzą o. Maksymiliana ruszyli w drogę 20 listopada 1927 r. Następnego dnia byli w Teresinie. Tak opowiadał o tym brat Hilary Łysakowski: „Mroźny wiatr zacina śniegiem, który zaczyna z lekka pokrywać pola. W Teresinie jest już niemal biało. Wśród wiatru i tnącego w twarz i uszy śniegu dochodzimy do kilku nowo zbudowanych drewnianych baraków. Budynek mieszkalny bez okien, więc wiatr wygwizduje w nim różne melodie. (...) W takich to warunkach mamy rozpocząć pracę wydawniczą".

Posiłek dla zakonników przynieśli okoliczni mieszkańcy. Za stół służyły walizki podróżne. A za posłanie słoma rozścielona na ziemi. Niepokalanów wspominał o. Anzelm Kubit: „Początkowo bracia spali na strychu czy podłodze, ale i potem tylko na worach ze słomy. Domy były z leszu i niskie, zapadnięte z czasem w ziemię, lecz wiał z nich duch ubóstwa. (...) W celach (...) pułap z prostych desek. Stołki proste, piece własnej konstrukcji z blachy, w środku wyłożone cegłą, z niego prowadzi długa rura pod pułapem, by wykorzystać ciepło. Miednica leży pod łóżkiem, aby nie zajmowała miejsca, a myją się bracia zwykle na klęcząco".

Jako pierwszy budynek do użytku oddano kaplicę. Poświęcono ją 7 grudnia 1927 r. Życie w klasztorze zaczęło się powoli normować. W październiku 1929 r. klasztor zamieszkiwało już ponad sto osób. W grudniu 1928 r. nakład „Rycerza" osiągnął 140 tys. egzemplarzy.

Japoński epizod

W 1930 r. Maksymilian Kolbe wpadł na pomysł wyjazdu na misję. Wraz z czterema zakonnikami w marcu tegoż roku znalazł się w Japonii. Żaden z misjonarzy nie znał japońskiego. Mimo to już w maju w nakładzie 10 tys. egzemplarzy ukazał się pierwszy numer „Rycerza Niepokalanej" po japońsku – „Seibo no Kishi". Rozsyłany był z miejscowym pismem diecezjalnym. Wkrótce w Osace misjonarze kupili maszynę drukarską. Ojciec Maksymilian w sobotę 24 maja 1930 r. wysłał do Polski telegram: „Dziś wysyłamy »Rycerza« japońskiego. Mamy drukarnię. Cześć Niepokalanej".

Wkrótce pojawiły się problemy. Japońscy księża wycofali się z tłumaczeń artykułów dla „Rycerza". Wygórowane żądania zecerów zmusiły zakonników do rezygnacji z ich usług. Dodatkowo biskupi japońscy zarzucili misjonarzom, że działają nielegalnie. Na szczęście wszystkie problemy udało się dość szybko rozwiązać. Zakonnicy znaleźli profesora, który podjął się tłumaczenia na język japoński łacińskich tekstów pisanych przez Kolbego. Z brakiem zecerów poradzono sobie inaczej. Jeden z braci – Seweryn Dagis – zaraz po przybyciu do Japonii zaczął uczyć się języka. Sierpniowo-wrześniowy numer pisma postanowił złożyć sam. Po latach mówił: „Jest rzeczą nie do pomyślenia dla Europejczyka, ażeby móc złożyć choć parę zdań bez kilkuletniej nauki. Toteż praca podjęta była nadzwyczaj żmudna. Oczy mi wychodziły na wierzch ze zmęczenia, nie wiem, jakim sposobem złożyłem 16 stronic. (...) Było to pierwsze pismo w historii japońskiego drukarstwa całkowicie złożone przez przedstawiciela rasy białej".

Milionowe nakłady

Japoński epizod w życiu Maksymiliana Kolbego trwał do 1936 r. Gdy wrócił do Polski, by ponownie objąć władzę nad Niepokalanowem, nie był to ten sam klasztor, z którego ruszał na misję w 1930 r. Było to praktycznie samowystarczalne miasto. Do klasztoru doprowadzono także tory kolejki wąskotorowej. Przybyło też budynków i ludzi. Gdy na początku 1930 r. ojciec Maksymilian wyjeżdżał do Japonii, w klasztorze mieszkało nieco ponad stu zakonników. Według stanu z końca 1935 r. było ich 532. A pod koniec 1936 r. już 658.

Od maja 1935 r. w niepokalanowskiej drukarni powstawał też „Mały Dziennik", a od 1936 r. „Biuletyn Misyjny". W 1932 r. rozpoczęto druk wewnętrznego pisma Niepokalanowa „Zagroda Niepokalanej", które później zmieniło tytuł na „Echo Niepokalanowa". W 1937 r. drukowano je w 730 egzemplarzach. Pismo wychodzi do dziś. Pierwszy numer „Miles Immaculatae", czyli „Rycerza" w języku łacińskim dla kapłanów, ukazał się w nakładzie 5 tys. egzemplarzy w lutym 1938 r. „Rycerzyk Niepokalanej", kolejne pismo, pod koniec 1937 r. miało nakład 173 tys. egzemplarzy. Wydawano również pismo dla najmłodszych „Mały Rycerzyk Niepokalanej". W 1937 r. na wydrukowanie wszystkich pism zużyto ponad 1,6 tys. ton papieru i około 35 ton farby drukarskiej.

Ukazujący się od maja 1935 r. „Mały Dziennik" był przed wybuchem II wojny światowej jedną z największych polskich gazet codziennych. Jego nakład sięgał 300 tys. egzemplarzy.

Pierwsza katolicka rozgłośnia

W grudniu 1938 r. nakład „Rycerza Niepokalanej" osiągnął milion egzemplarzy. W tym samym roku ruszyła też rozgłośnia radiowa. Brat Manswet Marczewski wspominał: „Ojciec Maksymilian polecił mi zająć się tą sprawą. Zdobyć kwalifikacje na uzyskanie licencji technicznego prowadzenia radiostacji na falach krótkich. Przez cały rok jeździłem na specjalny kurs krótkofalarstwa zorganizowany przy Klubie Krótkofalowców w Warszawie. Byłem radiooperatorem technicznym i miałem już wszystkie potrzebne kwalifikacje i świadectwa. Brat Wawrzyniec był reżyserem. Nazwa naszej stacji S.P.3.R. N. razy były próbne audycje, o. Maksymilian przemawiał, były śpiew i odczyty".

Pierwszą próbną audycję nadano 8 grudnia 1938 r. Bracia na żywo śpiewali, grali na skrzypcach. Było również przemówienie założyciela. W tym samym czasie próbowano też uruchomić w Niepokalanowie telewizję oraz zbudować lotnisko. Plany te przerwała wojna.

W listopadzie 1940 r. ojciec Maksymilian dostał zgodę na jednorazowe wydanie „Rycerza Niepokalanej" w nakładzie 120 tys. egzemplarzy z zastrzeżeniem, że może być kolportowany jedynie w Warszawie i okolicach. „Rycerz" ukazał się na przełomie lat 1940 i 1941 r. jako numer podwójny. Był to ostatni numer miesięcznika zredagowany w całości przez Maksymiliana Kolbego. W lutym 1941 r. ojciec został wywieziony z klasztoru przez Gestapo. Trafił na Pawiak, skąd pod koniec maja przetransportowano go do Oświęcimia.

W lipcu 1941 r. zgłosił się dobrowolnie na śmierć, ofiarowując życie za współwięźnia. Zmarł w bunkrze głodowym 14 sierpnia 1941 r.

Bez dawnego rozmachu

Po zakończeniu wojny redakcja „Rycerza Niepokalanej" wznowiła działalność. Pierwszy numer ukazał się w nakładzie 25 tys. egzemplarzy już w lipcu 1945 r., a w grudniu dwa lata później nakład wzrósł do 700 tys. W maju 1948 r. ograniczono go do 80 tys. egzemplarzy. W następnym roku władze skonfiskowały maszyny drukarskie, a w 1952 r. wstrzymały wydawanie pisma. W 1971 r. udało się uruchomić „Rycerza Niepokalanej" we Włoszech.

Na działalność wydawniczą zezwolono dopiero w 1981 r. – kilka miesięcy przed kanonizacją założyciela pisma. Dziś miesięcznik ukazuje się w nakładzie 80 tys. egzemplarzy. W 1994 r. uruchomiono ponownie Radio Niepokalanów, słyszalne na obszarze województw mazowieckiego i łódzkiego. Nie udała się franciszkanom telewizja Niepokalanów, uruchomiona w grudniu 1995 r. Sześć lat później zmieniła nazwę na TV Puls. Dziś zakonnicy z Niepokalanowa telewizji już nie mają – odsprzedali swoje udziały prywatnemu inwestorowi, który całkowicie zmienił charakter stacji.

Sam Niepokalanów, choć mieszka w nim tylko nieco ponad stu zakonników, wciąż jest największym męskim klasztorem w Polsce. Do naszych czasów zachowała się zbudowana w 1927 r. drewniana kaplica klasztorna.

"Rzeczpospolita"