Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Co pod miastem ciecze

Rafał Jabłoński 13-11-2008, ostatnia aktualizacja 21-11-2008 19:43

Usiłowaliśmy odnaleźć rzeki starej Warszawy. Nie udało się – już ich nie ma. Ostatni ciek biegnie zapomnianym rowem i mało kto o nim pamięta.

źródło: Archiwum
źródło: Życie Warszawy

Rzeka Drna była niegdyś jedną z największych w mieście. W połowie zeszłego tysiąclecia stało nad nią pięć młynów, a w następnych stuleciach pojawiły się jeszcze różne małe manufaktury, w tym i szlifiernia. Musiało być tam więc sporo wody.

Swój bieg Drna zaczynała w rejonie Szczęśliwic, a później wzdłuż dzisiejszej Okopowej i koło Dworca Gdańskiego dochodziła do Cytadeli. Następnie spływała do jej fosy i dalej – ku Wiśle. Jeszcze na początku lat 70. w skarpie tejże fosy (na osi al. Wojska Polskiego) znajdowała się murowana komora (rewizyjna?), w której spodzie pluskał płynący ciek. Dalej znikał on z oczu i pojawiał się w obetonowanym korycie jako spokojna rzeczka. Komora została zasypana ziemią około 1973 roku podczas tworzenia tam parku.

Przed kilkoma miesiącami podczas przebudowy kolektora na ul. Śmiałej przerwano kanał Drny prowadzący w kierunku Cytadeli. Kanał ten, wybudowany przed ponad 100 laty, wpuszcza rzeczkę w głąb ziemi. Czy wyciekająca zeń Drna nie rozmyje fundamentów willi położonych po obu stronach alei Wojska Polskiego?

Plusk podmiejskiej wody

Dawna stolica była bardzo mokrym miejscem. Nalewki, Stawki, Topiel, Szeroki Dunaj – te nazwy mówią same za siebie. Niestety, dziś nie pozostał po nich ślad – poziom wód obniżył się, mokradła wyschły, a to, co pozostało, powpuszczano w kanały.

Wokół najstarszej Warszawy mieliśmy mnóstwo rzek i rzeczek. Tam, gdzie brała swój początek Drna, wypływał też Potok Służewiecki, kierujący się na południe. Z tego samego rejonu pochodziła też kolejna rzeczka, płynąca meandrami ku Okęciu, a dalej ku Wilanowowi. Jak podają współcześni, jej wody posłużyły do napełnienia stawów łazienkowskich, choć te nie leżą „po drodze”. Nieco bliżej Woli brała także swój początek Szadurka spływająca w stronę Służewca.

Z kolei ku północy toczyły się wody Rudawki wypływającej z Moczydła na Kole (już wiemy, skąd ta nazwa). Rudawka płynęła przez Powązki, które nie były jeszcze terenem cmentarnym, a dalej na Marymont, Kaskadę, Rudę (dziś to nazwy tylko historyczne) i w rejonie Podleśnej spływała ku Wiśle. Po drodze nawiedzała liczne stawy, w tym i te, jakie pozostały do dziś, ale mało kto wie, skąd się wzięły. Mowa o dawnych ogrodach przy Kolektorskiej na Marymoncie.

Rzeczka była rwąca i miała sporą siłę, bo w czasach napoleońskich stały nad nią dwa duże młyny. Ostatni raz dała o sobie znać podczas wielkiej powodzi 1934 roku, kiedy to w centrum miasta gigantyczne burze zalewały piwnice i partery domów. Woda wdarła się nawet do modnej restauracji Adria przy Moniuszki. Jej szef zmobilizował wtedy cały personel i nawet najął ludzi do jej czerpania z podziemnych sal.

W następnych dniach Rudawka zalała niżej położoną zabudowę Rudy (teren między Potocką a Podleśną), a nawet część Lasu Bielańskiego. Tuż przed wybuchem wojny wpuszczono ją w kanały.

Warto wspomnieć jeszcze o Polkówce, która dawniej płynęła obrzeżami miasta. Brała swój początek nieco na północ od dzisiejszej Arkadii i poprzez plac Wilsona spływała Potocką ku Wiśle. W II połowie XIX wieku zaczęła wysychać i z czasem zasypano jej koryto.

W najstarszej Warszawie

Staromiejską wyliczankę zaczynamy od ulicy Tamka, której nazwa pochodzi od małej tamy przegradzającej rzeczkę żłobiącą dolinkę w skarpie. Podobnie było z ulicą Książęcą, będącą jarem wypłukanym przez rzekę Żurawkę. A płynęła ona od placu Starynkiewicza i stąd wiemy, dlaczego mamy ulicę Żurawią. Prawdopodobnie w stawach, znajdujących się drzewiej koło jej źródeł, brodziły kiedyś te ptaki.

Ostatnio budowniczowie wieżowca u zbiegu Marszałkowskiej i Żurawiej podczas stawiania głębokich fundamentów natrafili na duży ciek wodny. Czyżby to była Żurawka?

Ulica Bednarska, na tyłach pomnika Mickiewicza, także została wyżłobiona; spływał nią ciek zwany niegdyś Jordanem. A i najstarsza część miasta była podmokła. Czy ktoś dziś uwierzy, że w rejonie Wąskiego i Szerokiego Dunaju znajdowały się bagienka, z których wypływał strumień o tejże nazwie, spływający dalej ku Mostowej?

Na Mariensztacie biło źródło (mamy tam dziś ulicę Źródłową!), które zostało obudowane kamienną kopułą. Pisaliśmy o niej w varsavianach traktujących o stołecznych lochach (17 lipca 2008 r.). To źródło dawało początek niewielkiemu ciekowi kierującemu się ku Wiśle.

I na koniec tej wyliczanki wspomnieć trzeba też o strumieniu, płynącym z bagna (nazwa ulicy!) koło pl. Grzybowskiego, oraz drugim, wypływającym z bagien na terenie Nalewek (też ulica!). Podobno oba łączyły się w rejonie Arsenału. Ten pierwszy płynął koło Ogrodu Saskiego ulicą Żabią. Ciekawe, co żyło w tamtejszych rozlewiskach? A tak na marginesie, Żabia poległa pod koniec lat 70. zeszłego wieku, kiedy wybudowano na niej dom kultury radzieckiej.

Lista stołecznych cieków jest bardzo długa, ale to już wyłącznie historyczna wyliczanka. Miasto stało się „suche”.

Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy