Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Kosztowne skutki zamiany

Agata Sabała 26-03-2009, ostatnia aktualizacja 30-03-2009 18:27

W czwartek 2 kwietnia sąd zdecyduje, czy Skarb Państwa zapłaci za błąd personelu szpitala przy Niekłańskiej. 25 lat temu ktoś, wydając dzieci, rozdzielił bliźniaczki. Tylko czy ponad 2 mln złotych jest w stanie wyprostować pokrzywione życie dwóch rodzin...

*Dla Andrzeja Ofmańskiego sprawa jest prosta. Wszystkie trzy dziewczyny  to jego córki. Mężczyzna wziął też na siebie kontakt z mediami. Nina, Kasia  i Edyta nie chcą już rozmawiać o całej historii. Nie życzą też sobie, by pokazywać ich twarze
autor: Gardziński Robert
źródło: Fotorzepa
*Dla Andrzeja Ofmańskiego sprawa jest prosta. Wszystkie trzy dziewczyny to jego córki. Mężczyzna wziął też na siebie kontakt z mediami. Nina, Kasia i Edyta nie chcą już rozmawiać o całej historii. Nie życzą też sobie, by pokazywać ich twarze

Kiedy Edyta miała 17 lat, chciała iść na sylwestra do Legionowa. Nie pozwoliliśmy jej, ale moja koleżanka zaproponowała, żeby poszła na inną imprezę urządzaną przez bliźniaczki. Pamiętam, że ją tam zawieźliśmy. Dobrze się bawiła, później opowiadała nam, że tak fajnie byłoby mieć siostrę. A pół roku później okazało się, że ma sobowtóra...

Nina

Nazwisko: Nina Ofmańska. Teraz nosi nazwisko męża.

Wiek: 25 lat.

Zawód: ekonomistka.

Na salę sądową wchodzi z dzieckiem na ręku. – Bądź grzeczna. Kiedy ty w końcu będziesz grzeczna? – Nina uspokaja córkę. Odwraca się plecami, nie patrzy w oczy. Niska drobna. Spuszcza głęboko osadzone oczy. Charakterystyczny, długi nos.

Sędzia prosi o opuszczenie pomieszczenia – mogą tu przebywać tylko osoby pełnoletnie. Po chwili Nina wraca na przesłuchanie, dziecka pilnuje Elżbieta Ofmańska.

– Jak wygląda dziś pani sytuacja życiowa?

Nina nie wygląda na 25 lat. Blond włosy związane w zwykły kucyk, dziecięca grzywka. Bez makijażu. Brzoskwiniowa bluzka, zwykłe, proste dżinsy. Mówi cicho, ma dziecięcy głos.

– Wyszłam za mąż, urodziłam dziecko, teraz czekamy na mieszkanie, ma być za dwa miesiące.

Z obiema rodzinami mam dobry kontakt. Z Kasią też. Z Edytą się nie znamy. Tylko z widzenia. Nie rozmawiamy ze sobą.

Nina z mężem i dzieckiem co niedziela odwiedzają mamę i tatę. Co środa jeżdżą do Haliny i Aleksandra. Edyta zamyka się wtedy w swoim pokoju albo wychodzi z domu. – Nie odbiera telefonów.

W wakacje były chrzciny mojego dziecka, chciałam ją zaprosić, ale nie mogłam się z nią skontaktować. Nie rozmawiam o tym z rodzicami. – Jak zmieniło się pani życie?– Po zamianie nie zmieniło się, było jak dawniej. Zmieniło się po ślubie. – Kto jest twoją mamą? – Elżbieta. – A tatą? – Andrzej. – Ile masz sióstr? – Kasię. – Co powiesz dziecku, kiedy zapyta o dziadków? – Powiem, że mam dwie pary rodziców.

Kasia

Nazwisko: Katarzyna Ofmańska.

Wiek: 25 lat.

Zawód: handlowiec.

Spóźnia się na rozprawę. Niska, bardzo drobna. Długie włosy w kolorze słomy, mocna opalenizna. Ubrana w modne rurki, kozaki. Wszystko dopasowane kolorystycznie. Przez gmach sądu przebiega, zasłaniając twarz czapką. Na sali siedzi prosto, wygląda na pewną siebie. Pracuje, myśli o drugich studiach.

– Moje życie przed zamianą było w porządku. Teraz jest gorzej, dzieją się nieszczęścia: mama zachorowała, trzeba było pilnować jej, żeby nie zrobiła sobie krzywdy.

Czy masz żal, że nie wychowywałaś się z rodzoną siostrą? – Nie wiem, jak to jest, nie chciałabym być całe życie bliźniaczką. Dobrze, że nie jesteśmy z Niną podobne do siebie. Z Edytą nie mam kontaktu. Rodzice ciągle męczą mnie o to, wszyscy pytają dlaczego, przecież mogłybyśmy być siostrami. Ja nie będę miała z nią relacji. Wszyscy myślą, że bliźniaczki się jednoczą, a ja nie czuję takiej potrzeby.

– Chciałabym wrócić do tego, co było. Życie potoczyłoby się inaczej. Nie mogę się z tym pogodzić i jestem zmęczona. Najchętniej wyprowadziłabym się i zapomniała o wszystkim. – Kto jest twoją siostrą? – Nina.

Halina

Nazwisko: Halina Wierzbicka. Mama jedynaczki.

Wiek: 58 lat.

Zawód: cukiernik, na emeryturze.

Niska, krótkie włosy farbowane na rudo. Głęboko osadzone oczy, charakterystyczny długi nos. Przed rozprawą stanęła przy parapecie na sądowym korytarzu, na którym Nina trzyma małą córeczkę. – Jak Nina coś przy dziecku robi, to patrzę na nią i widzę siebie – mówi. Nina nie patrzyła, jak mama opiekowała się nią, kiedy była mała. Poznały się dziewięć lat temu.

Halina pamięta długą kolejkę do lekarza na Niekłańskiej. Był styczeń, córeczka miała kilka tygodni. Ludzie czekali na korytarzu. Mała strasznie płakała. Halina pamięta ten płacz. Ktoś ją odebrał i podłączył kroplówkę. Diagnoza: zapalenie płuc. Przez miesiąc ogląda dziecko przez szybę, podłączone do igieł i rurek. Odbiera je w małym gabineciku. Pielęgniarka przynosi niemowlę, rodzice ubranka. Matka nie pamięta, czy podpisała jakieś dokumenty. Niewyleczone dziecko trafiło następnego dnia do Centrum Zdrowia Dziecka. Tu okazało się, że oprócz zapalenia płuc ma jeszcze chorą nóżkę.

– Lekarz to był wyrocznia – Halina bawi się obrączką, kiedy opowiada o wydarzeniach sprzed 25 lat. – Nie pytałam, skąd ta chora noga. Kazano mi, to rehabilitowałam dziecko.

Dziewczynka z chorą nóżką nadal z nią mieszka. Ale nie jak matka z córką. Nie odzywa się. – Bardzo późno chodzi spać, wstaje po południu. Kiedyś telefon się urywał, dziś nikt nie dzwoni. Edyta czyta książki, kontaktuje się z ludźmi przez Internet. Zresztą nie wiem, nic mi nie mówi. Nie pracuje. Była naszym oczkiem w głowie, dobrze się uczyła. Teraz słyszę tylko: nie wtrącaj się w moje życie.

Dziewczynka, którą zaniosła do szpitala na Niekłańskiej, przyjeżdża na obiady w środy ze swoim mężem i małą córeczką. – Kto jest pani córką?– Kiedy słyszę słowo „córka“, widzę Edytę i Ninę.

Andrzej

Nazwisko: Andrzej Ofmański.

Wiek: 52 lata.

Zawód: dekorator wnętrz, pracuje nad scenografiami w telewizji.

– Zanim Kasia spotkała się z Edytą, żona była zdrowa, pracowała, córki dobrze się uczyły. Wszystko się układało, aż nachodziła mnie myśl: jest za dobrze.

Przez 17 lat wiele razy przejeżdżał często obok szpitala na Niekłańskiej. Teraz nie może. Nawet dźwięk karetki przypomina mu o wszystkim. Nie ma dnia, żeby o tym nie myślał. Odkąd dowiedział się, że jedna z jego córek mieszkała u innej rodziny, stał się nerwowy. – Nie mam z nią kontaktu. Był tylko jeden taki dzień, myślałem, że będziemy rodziną. Po sierpniowej rozprawie Edyta się otworzyła. Poszli razem do restauracji, kawiarni, nad wodę. Kiedy pozamykano lokale, trafili do nocnego klubu. – Żona już zasypiała, a Edyta chciała jeździć dalej. Rozmawialiśmy o wszystkim, o życiu, o planach. Chciała pisać bloga o zamianie. Nie było tematów tabu. Kto jest pana córką?– Wszystkie trzy.

Aleksander

Nazwisko: Aleksander Wierzbicki.

Wiek: 61 lat.

Zawód: elektronik.

Niski, starszy człowiek. Na twarzy widać zmęczenie. Jego ukochana, wyczekana córeczka, przylepa, która spędzała z nim każdą chwilę, mieszka w pokoju obok. Ale ojca prosi tylko o pieniądze. Ambitna, inteligentna, dziś nie pracuje, siedzi w domu.

– Zastój, marazm, apatia. Gdyby mieszkała u nas sublokatorka, przynajmniej mówiłaby „dzień dobry“ i „do widzenia“. Odnosi się do nas wulgarnie. Składam to na karb choroby, bo nie była taką osobą. Ona potrzebuje natychmiastowej pomocy. – Kto jest pana córką?– Edyta, Nina. To są moje dzieci.

Elżbieta

Nazwisko: Elżbieta Ofmańska.

Wiek: 51 lat.

Zawód: ekonomista.

Puszysta blondynka. Lekko zadarty nos i rozchylone usta, takie same jak siedzącej na ławce Katarzyny. Spokojna, na silnych lekach przeciwdepresyjnych. Leczy się od siedmiu lat. Wcześniej nie miała problemów ze zdrowiem. Wcześniej nie miała powodu, żeby obwiniać się, że jest złą matką. – Cały czas myślę o tym, dlaczego ja tych dzieci nie poznałam. Pytałam lekarza, dlaczego córki są do siebie niepodobne. Ale powiedział mi, że to bliźnięta dwujajowe.

Do szpitala na Niekłańskiej zimą 1984 roku przyniosła malutkie bliźniaczki. Jedna miała chorą nóżkę. Szpital nie wyleczył dziewczynek z biegunki, rehabilitacja pomogła jednak na wadę nerwu. Dziewczynka z chorą nogą przez następne 17 lat mówiła „mamo“ do Haliny. Teraz nie chce rozmawiać z żadną z kobiet.

Jak to możliwe, że nie zauważyła, że dzieci się różnią?– Miały przepuklinę, biegunkę, odparzenia. W szpitalu zakładano im tak twarde kaftaniki, że dzieci miały obtartą skórę na szyi. Kiedy usłyszałam, że u córki był rehabilitant i powiedział, że z nogą wszystko w porządku, pobiegłam do teściowej. Tak się ucieszyłam, że przynajmniej jedno szczęście w tym całym nieszczęściu.

Elżbieta ma nadal dwie córki: Kasię i Ninę. Odnaleziona Edyta nie odbiera telefonu. Elżbiecie pęka serce, że siostry bliźniaczki nie chcą ze sobą rozmawiać. – Córki są zazdrosne, bo mówię o Edycie, martwię się o nią. Ale przecież nie przestałam ich kochać. Chciałam rodzinnych spotkań. Teraz Edyta wychodzi z domu, kiedy przyjeżdżamy do państwa Wierzbickich. – Kto jest pani córką?– Wszystkie są moimi córkami. Kasia i Nina mają siostrę. Kiedyś się ucieszyłam, że Edyta się znalazła, że ją poznam. A teraz...

Edyta

Nazwisko: Edyta Wierzbicka.

Wiek: 25 lat.

Zawód: socjolog.

Życie Warszawy