r e k l a m a

Randki nad „smródką”

Dominika Węcławek 10-09-2009, ostatnia aktualizacja 24-09-2009 20:38

Zamiast Starówki gazownia na Woli. Zamiast Wilanowa pustostany na Tarchominie. Tomek Wódkiewicz i Olga Czerwonik, autorzy internetowego przewodnika po stolicy, opowiadają o swoich miejscach. Z autorami portalu warsawsun.pl spaceruje Dominika Węcławek.

*Tomasz Wódkiewicz  i Olga Czerwonik podczas penetrowania okolic parku Morskie Oko
autor: Radek Pasterski
źródło: Fotorzepa
*Tomasz Wódkiewicz i Olga Czerwonik podczas penetrowania okolic parku Morskie Oko

Na Trakt Królewski puszczam znajomych, jeśli nalegają. Ja po latach szkolnych wycieczek już wymiękam – mówi Tomek.

– Kiedy ostatnio zwiedzałam Muzeum-Pałac w Wilanowie, po dwóch godzinach miałam dosyć oglądania XVIII-wiecznych tłuściochów. Wolę inne obrazki – przyznaje Olga.

Nie tylko pałac

Ona pochodzi z Gdańska, on mieszka w Warszawie od szóstego roku życia. Oboje od kilku lat zapuszczają się w najdziwniejsze rejony stolicy, by wynajdywać miejsca tajemnicze, zapomniane, z charakterem i atmosferą. Takie, o których nie znajdzie się wzmianki w żadnym oficjalnym przewodniku.

– Najbardziej podobają mi się miejsca opuszczone, takie, w których widać jeszcze ślady ludzkiego życia, choć nikt już z nich nie korzysta – mówi Wódkiewicz. Kolejne punkty rozsiane po całym mieście odwiedza, fotografuje i zamieszcza wraz z opisem na portalu Warsawsun.pl.

Poleca m.in. pustostany przy ul. Sobieskiego i "szkieletor" na Tarchominie. – Na Sobieskiego kiedyś mieszkali komunistyczni dygnitarze. Zostały po nich jedynie puste butelki i meblościanki – opisuje. Jednak najwięcej niesamowitych budowli odkryli na Woli. Tu już w sobotę rozegrają się przygotowane przez nich podchody.

Nie udało się natomiast uzyskać pozwolenia na wstęp do ich dwóch ukochanych wolskich lokacji: rotundy gazowni i dawnej Fabryki Lamp im. Róży Luksemburg. Nawet protekcja władz dzielnicy, które wsparły „Podchody na Woli” finansowo, nie pomogła.

– Właściciel zasłania się wysokim stężeniem rtęci. Tyle że wcześniej nie przeszkadzało mu udostępniać to miejsce paintballowcom – mówi Tomek.Oboje przekonują też, że aby docenić niezwykłość miasta, wystarczy spojrzeć na nie z innej perspektywy. Nawet widok na centrum może być ciekawy. I niekoniecznie trzeba go podziwiać z 30. piętra Pałacu Kultury. – Z dachu budynku PAST-y rozciąga się niesamowity pejzaż Warszawy. Nie ma siatek czy słupów ograniczających widoczność. I ten piękny taras... – chwali Tomek.

Zaułki i magia

Wódkiewicz wychował się na Bródnie. Panoramę osiedla i jego zaułki zna doskonale.

– Sentymentalnie jestem związany z okolicami Toruńskiej. Dużo czasu spędzałem nad „smródką”, czyli Kanałem Bródnowskim. Płynął nim sam szlam, w zasadzie nie było nurtu. Zabierałem tam pierwsze dziewczyny. Łaziliśmy po niedokończonych blokach, gigantycznych osiedlach jednorodzinnych domków – wspomina Wódkiewicz.

I przywołuje w pamięci jeszcze jedno magiczne miejsce – Dom Kultury Świt, a w zasadzie jego zaplecze. – Tam była parowozownia: wielkie hangary dla lokomotyw i obrotowa zwrotnica , która ustawiała pociąg na właściwy tor. Niestety, została zburzona – mówi ze smutkiem.

Ale nawet w jego rodzinnym bloku nie brakowało atrakcji. Pod tym samym adresem mieszkał bowiem Paweł Althamer. Tomek więc miał okazję uczestniczyć w akcjach artysty, choćby w projekcie „Bródno 2000”, kiedy światła w mieszkaniach blokowiska ułożyły się w milenijną datę.

Życie wieczorowe

Olga i Tomek eksplorują stołeczne szlaki kawiarniane. Miejsca polecane na Warsawsun.pl najczęściej sami wielokrotnie przetestowali. Na liście znajdują się lokale o niezmiennie wysokim poziomie, jak mokotowska Regeneracja, gdzie zawsze jest pełno gości i dostatek wrażeń.

Niestety, niektóre miejsca odkryte przez Tomka i Olgę w ciągu kilku miesięcy zmieniły się diametralnie. Choćby leżąca nieopodal Regeneracji kafejka w Morskim Oku, uruchomiona w dawnym „grzybku”.

– Tu była atmosfera, trochę szalona obsługa, kruk w klatce, niestety, właściciel zmienił pracowników i lokal opustoszał – mówi Tomek.

– Ja z kolei niezdrowo podniecam się knajpkami eko- i wegetariańskimi – dodaje Olga. Oboje tropią też miejsca przyjazne zwierzętom. Od trzech tygodni są właścicielami czworonoga i sami są zaskoczeni, jak bardzo nieprzyjazne może być dla psów miasto.

Jak sami podkreślają, nie jest jednak tak, że znają każdą dzielnicę na wylot. Na odkrycie czekają wciąż przedmieścia.

– Nie mamy wielu informacji, a wolimy opierać się na wiadomościach z pierwszej ręki. Czekamy więc na informatorów z odległych dzielnic – zachęcają alternatywni przewodnicy.

Życie Warszawy