r e k l a m a

Pożegnanie z akademią

Anna Brzezińska,Katarzyna Czarnecka 05-11-2009, ostatnia aktualizacja 12-11-2009 16:53

Obchody historycznych rocznic coraz częściej odchodzą od sztampy. Niebawem czekają nas w Warszawie zburzenie muru, zabawa niepodległościowa i instalacja przypominająca o kładce między gettami.

*„(...)” – to instalacja, która w listopadzie pojawi się na Chłodnej
źródło: materiały prasowe
*„(...)” – to instalacja, która w listopadzie pojawi się na Chłodnej
*Studenci Akademii Sztuk Pięknych pracują w Sulejówku nad repliką muru berlińskiego, który w niedzielę   ma runąć na... Krakowskim Przedmieściu
autor: Gardziński Robert
źródło: Fotorzepa
*Studenci Akademii Sztuk Pięknych pracują w Sulejówku nad repliką muru berlińskiego, który w niedzielę ma runąć na... Krakowskim Przedmieściu

Będzie miał ponad 3,5 metra wysokości, 1,5 szerokości i 30 centymetrów grubości. – Dokładnie tyle, ile mur berliński, który w rocznicę jego obalenia i my chcemy symbolicznie zburzyć – mówi Jakub Wojdecki z Polskiej Fundacji im. Roberta Schumana, która wraz ambasadą Niemiec organizuje poniedziałkowy happening „Nigdy więcej murów”.

A mury runą, runą, runą

Wykonana z karton-gipsu konstrukcja stanie na Krakowskim Przedmieściu, nieopodal pomnika Kopernika. Będzie składać się z pięciu części o łącznej długości 7,5 metra. Autorom – studentom Akademii Sztuk Pięknych i uczniom m.in. z Polski, Hiszpani, Łotwy i Bułgarii – oraz przechodniom posłuży za „płótno”.

– Z pomocą farb czy sprayów każdy będzie mógł zostawić na murze swój ślad – zachęca Wojdecki.

Punktem kulminacyjnym happeningu z okazji rocznicy wydarzeń 9 listopada będzie zburzenie repliki budowli oryginalnie stworzonej z 45 tys. elementów zbrojonego betonu rozciągających się na 155 metrach.

– Po pociągnięciu przymocowanych do muru linek w jednym momencie całość runie z impetem w dół – zdradza Wojdecki. – Bo jak dziś mówić o historii muru? Tylko go burząc – dodaje. 

I mówić o tym głośno w przestrzeni publicznej, w jednej z najbardziej uczęszczanych części miasta.

Ukoronowaniem całej akcji będzie wzniesienie toastu za wolność Polaków i Niemców – W ten sposób zostaniemy zauważeni i wzbudzimy refleksję nad istotą demokracji – dodają pomysłodawcy akcji.

Zostać zauważonym – ten właśnie cel przyświeca coraz częściej organizatorom  obchodów rocznic historycznych. Można już mówić o wyścigu nietypowych pomysłów. Zaledwie dwa dni po happeningu ulicami Śródmieścia – w tym Krakowskim Przedmieściem – przejdą „nowi odkrywcy” historii.

Czego będą poszukiwać?– Śladów Haliny i Ignacego, głównych bohaterów naszej zabawy – mówi Gabriela Sierocińska-Deć z Muzeum Historii Polski, autorka scenariusza „Wojną połączeni – wojną rozdzieleni”.

Gracze prześledzą losy fikcyjnej rodziny od 11 listopada 1918 r., po wybuch II wojny światowej. Będą świadkami nie tylko najważniejszych wydarzeń międzywojnia.

– Doświadczą też kryzysu oraz skutków zamachu majowego, odkryją nieznaną Warszawę z tamtych lat – podkreśla Sierocińska-Deć. – Gra miejska to popularna i lubiana forma, po którą sięgają rożne instytucje zajmujące się przybliżaniem historii. Z jednej strony jest zabawą, z drugiej – nauką.

Sztuka w służbie historii

Szlak nieoczywistego sposobu mówienia o historii, czasem równie nieoczywistej, przetarło Muzeum Powstania Warszawskiego, które – by upamiętnić bohaterów 1944 r. – zaczęło sięgać po nietypowe formy. Artyści związani ze street artem malowali murale, powstawały widowiska teatralne i projekty muzyczne. Właśnie płyta „Powstanie Warszawskie” grupy Lao Che – wydana rok po otwarciu muzeum – okazała się fenomenem i kierunkowskazem pokazującym, jak mówić młodym ludziom o historii.

Nic dziwnego, że muzeum poszło za ciosem, wydając m.in. album poświęcony twórczości Tadeusza Gajcego oraz – ostatnio – żołnierzom wyklętym, który nagrało De Press.

Co ciekawe, artyści, zapraszani na koncerty rocznicowe, raczej kojarzeni są ze środowiskiem alternatywnym. I tak najbliższe obchody Święta Niepodległości uświetni koncert zespołu Pustki. Grupa zagra pod hasłem „Przystanek Niepodległość” w specjalnym namiocie ustawionym nieopodal kościoła św. Anny.

– Niczego specjalnego nie przygotowujemy, nie mamy też patriotycznych pieśni w repertuarze – mówi Radek Łukasiewicz z Pustek, dodając, że to ich pierwszy występ od czasu wydania nowej płyty – „Kalambury”, po materiał z której na pewno sięgną. – Dobrze, że odchodzi się od akademii i sięga po formy, które przyciągną młodych i mogą bardziej zainteresować danym tematem.

Wielokropek

Aktywnie na polu niekonwencjonalnych działań ku pamięci działa Muzeum Historii Żydów Polskich. W drugiej połowie listopada zrealizuje pomysł Anny Baumgart i Agnieszki Kurant – projekt o tytule „(...)”.

– Jest to kolejny artystyczny eksperyment muzeum, dotykający pamięci o traumie. Chcemy używać języka sztuki, by mówić o tym, co trudne i bolesne. Jesteśmy przekonani, że taki język ma szansę otworzyć szeroką społeczną dyskusję, a także umożliwić bardziej osobisty kontakt odbiorcy z historią. Historią, którą najchętniej i najłatwiej w przestrzeni publicznej opowiada się pomnikami. „(...)” jest kontrpomnikiem – mówi koordynatorka projektu Karolina Sakowicz z MHŻP.

„(...)” będzie zbudowaną z pięciu srebrzystych balonów instalacją, która na miesiąc zawiśnie nad ul. Chłodną – w miejscu, w którym do 1942 roku przebiegała kładka łącząca małe i duże getto. Projekt nie jest jednak sposobem na upamiętnienie dzielnicy żydowskiej czy w ogóle tragedii Holocaustu.

– Nasza rzeźba jest czysto konceptualna – mówi Baumgart. – Sama w sobie nie niesie znaczeń. Odzwierciedla, odbija konflikt zewnętrzny w środowisku, w którym się znajdzie. „(…)” może się pojawić wszędzie tam, gdzie istnieją nierozwiązywalne problemy i trudne do wypowiedzenia tematy. To znak interpunkcyjny oznaczający opuszczenie, pominięcie w tekście, przerwanie myśli, brakujący element.

Dlatego instalację zamierzają później umieścić m.in. w Dreźnie – mieście, w którym mieścił się obóz koncentracyjny dla homoseksualistów i które w lutym 1945 roku zostało bardzo poważnie zniszczone w wyniku alianckich nalotów. I w miasteczku Juarez na granicy amerykańsko-meksykańskiej, w którym wielkie korporacje wykorzystują ciężko harujące w fabrykach kobiety.

To, co w Warszawie interesuje Baumgart i Kurant, to „świadomość Polaków, że na ich oczach dokonała się zagłada Żydów. Niewypowiedziane traumatyczne doświadczenie, które do dziś rzuca cień na relacje Żydów i Polaków”.

Instalacja nie zostanie opatrzona żadnym komentarzem.– Chciałybyśmy, aby uruchamiała nowe, nieprzewidywalne sytuacje społeczne – mówią artystki.

Dopuszczają więc myśl, że większość osób w ogóle nie skojarzy rzeźby z gettem, a potraktuje ją jako np. część jakiejś kampanii reklamowej. Ale nie boją się tego.

– I takie pierwsze zrozumienie naszej pracy może oglądającego zdestabilizować – mówi Anna Baumgart. – Ale kiedy później dowie się, jaka jest prawdziwa idea, może sprowokuje go to do refleksji.

Jakiej? Tego artystki zakładać nie chcą. Z tym większą ciekawością będą uczestniczyć w zaplanowanym przy okazji instalacji cyklu debat publicznych, poświęconych m.in. pamięci i sposobach upamiętniania historii w przestrzeni miejskiej.

Gorącym zwolennikiem takich niestandardowych działań jest prof. Tomasz Nałęcz z Uniwersytetu Warszawskiego. Historyk zaznacza jednak, że przy wymyślaniu coraz to nowszych form obchodów należy pamiętać o szacunku dla ofiar oraz dbać o jakość ich wykonania.

– Najgorszą przepowiednią dla historii są oficjalne akademie, przemowy. Do jej poznawania lepiej zachęcać przez zabawę, odwołując się do nowych form komunikacji. Nowe pokolenia wychowane na obrazie przyzwyczajone są do krótkich, spektakularnych przekazów – mówi, dodając przy tym, że gra czy happening to dla jednych często jedyny kontakt z historią, dla  drugich – okazja do pogłębiania zainteresowań.

Nie wszystkie obchody można jednak traktować podobnie.– Mamy spory kłopot z powracaniem w nowej formie do najtragiczniejszych wydarzeń w naszej historii, np. Holocaustu – zauważa historyk. Dlatego pomysłu „(...)” nie chce na razie komentować. – Trzeba najpierw zobaczyć rzeźbę, bo  artysta przemawia przede wszystkim do serca, wyobraźni.

Cegła a sztuka reklamy

Nietypowa forma obchodów to z jednej strony sposób na przyciągnięcie odbiorców, z drugiej – na przebicie się przez  natłok informacji o innych wydarzeniach kulturalnych. Jaka jest więc granica między sztuką a „sztuką reklamy”? – Tu ważne są i sztuka, i marketing, choć ten drugi to tylko  wartość dodana – uważa Szymon Gutkowski, dyrektor generalny DDB, firmy zajmującej się m.in. kreowaniem wizerunku. – Rocznice zmieniają formę, bo i historia nie jest martwą wiedzą – powinna inspirować lub być przestrogą na przyszłość.

Zdaniem prof. Grzegorza Karasiewicza, kierownika katedry marketingu na Wydziale Zarządzania UW, taki efekt można osiągnąć, tylko angażując potencjalnego odbiorcę w działania.

– Do niewielu przemawiają już sztampowe wydarzenia. Ludzie chcą przyjść, dotknąć, zobaczyć. Wtedy dopiero odczuwają  satysfakcję – podkreśla.A Gutkowski dodaje: – I nieważne, czy to burzenie muru czy rzeźba zachęcająca do refleksji  nad historią getta. Obie formy dostarczają emocji pozwalających wyciągnąć wnioski z własnych przeżyć.

Życie Warszawy