Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Cała historia w znaczkach

Jolanta Gajda-Zadworna 24-06-2010, ostatnia aktualizacja 01-07-2010 20:48

Najstarszy i najcenniejszy warszawski znaczek wygląda niepozornie. Ot, niebiesko-czerwony prostokącik. A jednak przyprawia o szybsze bicie serca niejednego kolekcjonera. „Polska nr 1” przyleciała z Wiednia. Od jutra można ją oglądać w Zamku Królewskim.

*Zbigniew Mikulski pokazuje w Warszawie część swojej znanej na świecie kolekcji
autor: Danuta Matloch
źródło: Fotorzepa
*Zbigniew Mikulski pokazuje w Warszawie część swojej znanej na świecie kolekcji
źródło: zyciewarszawy.pl
źródło: zyciewarszawy.pl

Kiedy Stanisław Zbigniew Mikulski (dziś używający tylko imienia Zbigniew) mieszkał jeszcze w Warszawie – a było to w latach 50. i 60. – zdarzało mu się dostawać kwiaty. Na ulicę Mokotowską znosiły je wielbicielki znanego aktora. Panowie nigdy się nie spotkali.

W sobotę kwiatów też nie zabraknie. Pojawią się na otwarciu wyjątkowej wystawy. Ukrytej w zamkowej piwnicy – by nie docierało do niej zabójcze słońce – ustawionej na niewielkiej przestrzeni, a mimo to liczącej około 1,5 tysiąca obiektów. Wystawy bardzo cennej – także dlatego, że w miniaturowej formie pokazuje historię Warszawy i Polski.

Znaczek od Stempla

Słońce szkodzi farbie sprzed 150 lat. – Wystarczą cztery godziny i wszystko wyblaknie. Będzie biała plama – mówi Zbigniew Mikulski, właściciel największej na świecie kolekcji polskich obiektów filatelistycznych i pocztowych z XVIII i XIX wieku.

Dlatego „Polska nr 1” – jak nazywają ją kolekcjonerzy – musi być przechowywana i wystawiana w szczególnych warunkach. Podobnie jak inne znaczki, listy i koperty ze stemplami, prezentowane od soboty na Zamku Królewskim. Wymagają one oświetlenia specjalnymi lampami i mikroklimatu. „Polska nr 1” to dla jednych cenne polonicum, dla innych obiekt pochodzący z carskiej prowincji, a dla mieszkańców stolicy – varsavianum. Poszukiwane dziś przez filatelistów znaczki wydrukowano na papierze pochodzącym z zakładów w Jeziornie.

– Maszyna, na której powstawały, była bardzo dobrze pomyślana, nanosiła od razu dwa kolory, na dodatek liczyła arkusze, ale nie dorównywała precyzją choćby maszynom rosyjskim. M.in. dlatego te pierwsze znaczki polskie są tak nietrwałe – opowiada kolekcjoner.

Maszynę skonstruował warszawski mechanik i wynalazca Izrael Abraham Staffel. Dwie drukarskie matryce – do każdej barwy osobną – wykonał znany w stolicy grawer Henryk Majer. Emisja odbywała się w drukarni Banku Polskiego, zwanej Fabryką Stempla.

Największy zbiór „Polski nr 1” miał Peter Carl Fabergé, rosyjski jubiler i autor słynnych zdobionych jaj. – Połowa moich znaczków pochodzi z jego kolekcji – zdradza Mikulski.

Ponieważ filateliści znad Wisły przez lata PRL-u na międzynarodowym rynku nie istnieli, o co cenniejsze obiekty z początków poczty polskiej bił się więc na aukcjach z Rosjanami, którzy Królestwo Polskie traktowali jak carską prowincję.

– Jeden z tamtejszych zbieraczy koniecznie chce kupić moje varsaviana. Mówi: „Mam już dwie stolice: Sankt Petersburg i Moskwę, brakuje mi Warszawy” – opowiada Mikulski.

Czego tak pożąda kolekcjoner z Moskwy, można już zobaczyć na Zamku Królewskim. Są tu unikatowe wersje pierwszego polskiego znaczka: sześcioblok (sześć połączonych znaczków), czworoblok i dwie parki. Wszystko nieskasowane, bez stempla, więc tym cenniejsze.

Pokazano też koperty poczty miejskiej obowiązujące w Warszawie w 1858 roku.

Z 1200 wydanych wtedy egzemplarzy z nadrukowanym znaczkiem zachowało się osiem. Pięć jest w kolekcji Mikulskiego.

Z jego zbiorów pochodzą również listy, stemple i pieczęcie lakowe przesłane w XVIII w. polską Pocztą Królewską oraz korespondencja dowódców Legionów Polskich we Włoszech. Wszystko można zobaczyć na wystawie „150 lat polskiego znaczka pocztowego. Wystawa zbiorów filatelistycznych Zbigniewa Mikulskiego”.

Listy z Powstania

Nie trafiła teraz do Warszawy część zbiorów poświęcona Powstaniu Warszawskiemu. – Mam największą kolekcję poczty z tego okresu – zapewnia Mikulski. Powstańcy, którzy szli do niewoli, zabierali ze sobą zdjęcia i listy. Ogromna ich część znalazła się na Zachodzie, zwłaszcza w Londynie. Mikulski trafiał na nią w czasie międzynarodowych licytacji oraz podczas ekspertyz, których dokonywał jako ceniony, międzynarodowy znawca przedmiotu.

Do tej części zbiorów podchodzi w szczególny sposób. – Jestem AK-owcem ze Stanisławowa (obecnie Iwano-Frankowsk) – podkreśla. Ale nie tylko wojskowa przynależność wywołuje w nim emocje. – Nie można pozostać obojętnym, kiedy czyta się kartkę, na której matka pisze, że wczoraj zginęło jej dziecko – mówi.

Zbiór z Powstania pokazał kilkadziesiąt lat temu w Londynie. – Mam zdjęcie, na którym gen. Anders wręcza mi nagrodę za wystawę – opowiada. Korespondencję z 1944 roku chciał przekazać Muzeum Powstania Warszawskiego. Miał jednak warunek: osobne pomieszczenie do prezentacji z wymienionym nazwiskiem ofiarodawcy. Stronom, niestety, nie udało się dojść do porozumienia. Być może w przyszłym roku ten fragment kolekcji zostanie pokazany na czasowej ekspozycji w Muzeum Wojska Polskiego.

Klaser za karabin

– Filatelistyka jest nie tylko pasją. To uczuciowe powiązanie z pewnymi faktami. A także rozległa dziedzina wiedzy – podkreśla Mikulski.

Jednak od potrzeby gromadzenia, „chomikowania” – jak mówi – zaczęły się przed laty jego imponujący dziś zbiór i doceniana w środowisku wiedza. Miał 13 lat, kiedy za dwumiesięczne kieszonkowe kupił na poczcie w rodzinnym Stanisławowie blok, czyli kilka połączonych znaczków, i wysłał go do samego siebie. Był rok 1938.

Wtedy interesowały go przede wszystkim znaczki rosyjskie. Zresztą wciąż je ceni. W kolekcji ma m.in. album ostatniego cara z próbnymi odbitkami serii wydanej w 1913 roku, na 300-lecie dynastii Romanowów, a przedstawiającej władców Rosji.

W 1944 roku nie myślał jednak o rozbudowywaniu kolekcji. Już jako żołnierz AK sięgnął do swojego klasera, by kupić dodatkową broń.

– Miałem dwa bardzo drogie znaczki rosyjskie, a ponieważ przez Stanisławów szły oddziały włoskie, zamieniłem się z pewnym wojskowym lekarzem na dwie pepesze, amunicję i zastrzyki morfiny – wspomina. Po wojnie mieszkał najpierw na Śląsku. Z wykształcenia jest inżynierem górnictwa. Potem przeniesiono go do Warszawy. W 1964 roku, razem z żoną lekarką, wyjechał do Szwajcarii, gdzie mieszka do dziś. Bardzo ceni sobie ten kraj, ale w jego imponujących zbiorach wiele jest nawiązań do Polski. Ma m.in. kolekcję pasów słuckich.

– Chętnie o nich porozmawiam – mówi.

*pierwszy znaczek

Pierwszy znaczek na terenie Królestwa Polskiego wprowadzono do obiegu 1 stycznia 1860 roku. Przypominał wzory znaczków rosyjskich i przedstawiał dwugłowego orła.

Dwa lata wcześniej na terenie Królestwa pojawiły się koperty z okrągłym, drukowanym stemplem, który zawierał podobiznę carskiego orła i dwa napisy, u góry rosyjski „10 kop. za łót” i u dołu po polsku „Za łót kop. 10”. Łut, wówczas pisany przez „ó”, oznaczał ok. 12,8 g.

Polskie znaczki wycofano z obiegu 13 kwietnia 1865 roku. Następne ukazały się dopiero po pięćdziesięciu trzech latach.

Życie Warszawy