r e k l a m a

Latające czworonogi polują na puste talerze

Anna Brzezińska 09-09-2010, ostatnia aktualizacja 16-09-2010 21:41

Dogfrisbee: najpierw aport, potem bieg i podskok. A na koniec – kilka ruchów ogonem i ciepły uścisk trenera. I pomyśleć, że początek tej dyscyplinie dał rzut... foremką do ciasta.

*Michał  w każdej wolnej chwili trenuje dogfrisbee. Jego prawdziwą pasją jest jednak wypasanie owiec. By móc się szkolić, hoduje nawet stado w  Konstancinie-Jeziornie
autor: Rafał Guz
źródło: Fotorzepa
*Michał w każdej wolnej chwili trenuje dogfrisbee. Jego prawdziwą pasją jest jednak wypasanie owiec. By móc się szkolić, hoduje nawet stado w Konstancinie-Jeziornie
Pokaz wypasania owiec był jednym z najżywiej oklaskiwanych
autor: Guz Rafał
źródło: Fotorzepa
Pokaz wypasania owiec był jednym z najżywiej oklaskiwanych
*By zachęcić psy do aportowania, warto potrenować szarpanie
autor: Guz Rafał
źródło: Fotorzepa
*By zachęcić psy do aportowania, warto potrenować szarpanie

Proszę nie podawać! Pies sam wyskoczy za balustradę i przyniesie dysk – oznajmia przez megafon Darek Radomski, koordynator zawodów Dog Chow Disc Cup 2010. Zanim jeszcze skończy zdanie, występujący przed publicznością pies wraca na arenę. Z dyskiem w zębach.

Latający talerz to nieodzowny atrybut każdego z ponad 60 czworonogów startujących w finałach zawodów. To najlepsi z najlepszych. Na Pole Mokotowskie zjechali nie tylko z Polski, ale Czech, Niemiec czy Węgier. – Sport ten w założeniu nie jest skomplikowany. Polega na chwytaniu przez psa latającego dysku – mówi Radomski, który jest jednym z czołowych propagatorów dogfrisbee w Polsce.

To stosunkowo młoda, bo licząca pięć lat dyscyplina. Moda przyszła z USA, gdzie początek dał jej przypadkowy rzut metalową formą do wypieku ciasta. – Popularność dogfrisbee nieustannie wzrasta, bo to doskonały sposób na pogłębianie relacji z psem – uważa Radomski i dodaje, że to sport dla każdego. – Już po kilku tygodniach przygotowań można startować w prostych konkurencjach. Na Polu Mokotowskim w ostatni weekend startowano w dwóch rywalizacjach: dystansowej oraz freestyle’owej.

Paula z Czech z czworonogim Jimim wygrała konkurencję dystansową. Rozgrywa się ona na niespełna 20 metrach. Konkurują pary. Zwycięża ta, której pies najszybciej przyniesie dwukrotnie aportowany dysk. – Zaczęliśmy, gdy Jimi miał kilka miesięcy – wspomina.

– Okazało się, że pies jest świetnym skoczkiem. Potrafi wyskoczyć w górę na dwa metry. To, co jednak najbardziej przekonuje Paulę do udziału w zawodach z jej border collie, to fakt, że mogą bawić się razem.

– Na co dzień i tak spędzamy dużo czasu – mówi. – Czasem nawet wspólnie chodzimy do pubu czy pracy – śmieje się. Z psem prowadzą też zajęcia dogoterapii dla dzieci i seniorów.

Z Pokerem rzadko rozstaje się Rafał. Razem wystartowali w kategorii freestyle, obejmującej prezentację dowolnych układów choreograficznych. Dwuminutowy występ duetu z Warszawy był okazją do podziwiania sprawności zawodników ekwilibrystycznych skoków i fikołków. Border collie, których na zawodach zawsze jest najwięcej, słyną nie tylko ze zwinności.

– To urodzona rasa pasterska – mówi Michał, który wraz z Niko zdobył już niejeden puchar. Specjalnością jego podopiecznego jest wypasanie owiec. I choć mieszka w centrum Warszawy, to by utrzymać formę, pod miastem hoduje stado. Ma 15 owiec. Stara się wypasać je każdego dnia. – To w końcu moja, hmm, nasza pasja – mówi, spoglądając na psa.

Życie Warszawy