Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Rondo Babka, czyli powracające nazwy

Rafał Jabłoński 10-03-2011, ostatnia aktualizacja 10-03-2011 19:45

Sympatycznie brzmiące rondo Babka zostało przed kilku laty przemianowane na rondo Zgrupowania Armii Krajowej „Radosław”. Nazwa częściowo przyjęła się, a ostatnio rozważano możliwość powrotu do Babki. Takiego żonglowania patronami ulic, placów i budynków mieliśmy w stolicy dziesiątki. Ale wielokrotnie oni powracali.

*Protest przeciw powrotowi nazwy rondo Babka. Niestety każda zmiana wywołuje emocje mieszkańców
autor: Przemek Wierzchowski
źródło: Fotorzepa
*Protest przeciw powrotowi nazwy rondo Babka. Niestety każda zmiana wywołuje emocje mieszkańców
*Znak czasu, czyli zapomniana tablica na „trasie Świerczewskiego”. Tu nie było do czego wracać, bo i ulicy w tym miejscu przed wojną nie mieliśmy
autor: Jakub Ostałowski
źródło: Fotorzepa
*Znak czasu, czyli zapomniana tablica na „trasie Świerczewskiego”. Tu nie było do czego wracać, bo i ulicy w tym miejscu przed wojną nie mieliśmy
*Dobry pomysł sprzed lat – przywrócono Wołoską,  a starą tabliczkę zostawiono  „dla przyzwyczajenia się”
autor: Jakub Ostałowski
źródło: Fotorzepa
*Dobry pomysł sprzed lat – przywrócono Wołoską, a starą tabliczkę zostawiono „dla przyzwyczajenia się”

Nigdy nie liczono się z interesem mieszkańców. Koniunkturalizm polityczny albo pomysły entuzjastów były najważniejsze. Dość powiedzieć, że na przestrzeni ostatnich dwóch stuleci ponad 600 razy zmieniano nazwy. Potem do niektórych wracano, ku zadowoleniu lokatorów, a zarazem ich utrapieniu, bo trzeba było znów pisać nowy adres w dokumentach.

Wyobraźmy sobie, że idziemy na spacer dawnymi trasami, na przykład Alejami Stalina, skąd skręcimy w ulicę Piusa XI. Aleje Stalina to Ujazdowskie przemianowane na sporym odcinku już w 1945 roku, potem przedłużone do Belwederu, a po roku 1956 przywrócone do historycznej nazwy. Natomiast Piusa XI to Piękna, nazwana tak w 1930 roku i niedostrzeżona przez ateistyczne władze aż do roku 1949, kiedy przywrócono dawne oznaczenie. Tak więc przez niemal cztery lata mogliśmy skręcać z alei generalissimusa, przywódcy Związku Radzieckiego, w ulicę

Pierwsza koniunkturalna zmiana nazwy ulicy miała miejsce w 1808 roku. Miodową przechrzczono na Napoleona. Nazwa przetrwała do 1814 roku papieża

Z doświadczenia wiem, że u ludzi utrwala się przeważnie ta nazwa, przy jakiej dorastali. A więc starsza generacja (nie zawsze akceptująca patronów) zna ulice Nowotki oraz Marchlewskiego, zaś młoda – Andersa i Jana Pawła II, choć cały czas są tam te same bruki i te same domy. Co ciekawe, w obu przypadkach nie istniała możliwość powrotu do dawnych nazw, gdyż wcześniej ulic tych nie było; wytyczono je w trakcie wyburzania pookupacyjnych gruzów.

Podobne zjawisko istniało w czasach zaboru rosyjskiego, kiedy obcymi nam nazwami chrzczono nowe ulice rozbudowującego się miasta. I nie było do czego wracać, więc wymyślano „niepodległe” nazwy, na przykład przy placu Teatralnym prapradziadowie chadzali uliczką hrabiego Kotzebue, wytyczoną za caratu. Ale ledwie z miasta wyszły wojska rosyjskie, w 1917 roku tabliczki z Kotzebuem zdjęto i znaleziono nowego patrona, jakże miłego Aleksandra Fredrę.

Polityczna poprawność

Po pozbyciu się nazw carskich polityczni zwycięzcy zaczęli utrwalać swych bohaterów. Legioniści wymogli w 1928 roku przemianowanie placu Saskiego na plac Józefa Piłsudskiego, mimo że patron jeszcze żył. Ta zmiana spowodowała wściekłość u przedstawicieli Narodowej Demokracji, którzy żądali powrotu do nazwy historycznej. Spór rozsądzili Niemcy, wynajdując nowego patrona. Warszawiacy nigdy jednak nie powiedzieli – idę na Adolf Hitler Platz, a mówili jedną albo drugą przedwojenną nazwę. Hitlerowskie pomysły nie zostały zaakceptowane, a po 1945 roku oczywiście od razu powrócono do dawnych nazw. Tylko że plac Saski wkrótce przemianowano na Zwycięstwa. Do Marszałka wrócono dopiero po upadku komuny.

Przed laty powiedziano mi, że w centrum miasta była ulica 1 Maja; zgadnijcie – gdzie? Otóż w roku 1947 ktoś wpadł na pomysł przemianowania... Królewskiej. Rzecz w tym, iż nie ma po tym śladu, bo ulica była z jednej strony całkowicie zniszczona w Powstaniu, a z drugiej mieliśmy Ogród Saski oraz plac, czyli prawie nie było tam mieszkańców. Sama zmiana przypadła na czas, w którym przestano wydawać plany miasta. Niektórzy uważają, że był to skutek stalinowskiej paranoi utajniania wszystkiego z powodów wojskowych. Inni, że po prostu nie widziano potrzeby drukowania spisu ulic. W każdym razie, jak twierdzili starzy warszawiacy, mieliśmy 1 Maja do roku 1950, po czym wróciła Królewska. Powojenne szaleństwa powodowały straszliwy galimatias – Aleje Szucha istniały po wyzwoleniu przez rok, po czym przekształciły się w 17 Stycznia; też na rok. Następnie przez dwa lata były tam Aleje Armii Polskiej, a do 1992 roku – 1. Armii Wojska Polskiego. Mimo tych częstych zmian warszawiacy przez długie lata mówili po prostu – Szucha.

O ryzyku politycznych patronów przypominał władzom przypadek ulicy Foksal. Przed wojną przemianowano ją na Pierackiego, ku pamięci ministra tam zamordowanego. Pierackiego istniała do 1947 roku, kiedy to upamiętniono czyn ekip odgruzowujących Warszawę i mieliśmy ulicę Młodzieży Jugosłowiańskiej. Aliści w cztery lata później przywódca tego kraju popadł w konflikt z Józefem Stalinem i... powrócono do starej, historycznej nazwy, czyli Foksal. Ta przynajmniej była bezpieczna. Najwięcej zamieszania w Śródmieściu poczyniono w 1950 roku, obdarzając trzy ulice nazwiskami komunistycznych rewolwerowców, rozstrzelanych w fosie Cytadeli w 1925 roku (pisaliśmy o tym w „ŻW” z 15 lipca 2010 roku). I tak Zgoda to była teraz Hibnera, część Złotej – Kniewskiego, a część Chmielnej – Rutkowskiego. Ta ostatnia nazwa szybko zapadła w pamięć mieszkańców, bo były tam najmodniejsze sklepiki z ciuchami i butami. A Złota oraz Chmielna istniały nadal, ale już z wysokimi numerami daleko na zachód, za Pałacem Kultury i Nauki. Sprawiedliwości dziejowej stało się zadość w roku 1990, przywrócono starych patronów, ale nazwa – Rutkowskiego – pokutuje wśród niektórych do dziś; o Hibnerze i Kniewskim już zapomniano.

Wspomniany Pałac Kultury, o czym mało kto pamięta, nosił imię Józefa Stalina i takoż to nazwano plac przed nim (ale co ciekawe – nieoficjalnie, bo nie było odpowiedniego aktu prawnego). I bardzo dobrze, bo w dwa lata po oddaniu pałacu do użytku, Stalin stał się „brzydki” i mieliśmy już tylko Pałac Kultury i plac Defilad. Te nazwy zostały do dziś, bo nie było do czego wracać. Natomiast kolejni entuzjaści chcieli uczynić tam place: Andersa, Chopina, Jana Pawła II, Reagana oraz Pileckiego.

Wraca nowe

Upadek komuny w roku 1989 zaowocował mnóstwem powrotów, z których najbardziej cieszył nowy-stary plac Bankowy, 38 lat zajmowany przez szefa sowieckiej bezpieki – Dzierżyńskiego. Nie ma sensu wyliczać wszystkich dawnych nazw, ale warto zwrócić uwagę na pewne roszady, a szczególnie jedną – otóż postać księdza Skorupki jest powszechnie znana. Tuż po wojnie bolszewickiej prawica postanowiła uhonorować go ulicą. Dziś mało kto wie, że była to polityczna decyzja dla zrównoważenia sławy Piłsudskiego, ale w naszym przypadku nie jest to najważniejsze. W każdym razie przemianowano ulicę Sadową. Nazwa pochodziła od dawnych sadów, chociaż przybysze z Czech i Austrii zachodzili w głowę, dlaczego ci Polacy uczcili bitwę pod Sadową z roku 1866? Wróćmy do księdza – był patronem do roku 1949, po którym miasto odzyskało Sadową, lecz tylko do upadku „jedynego słusznego ustroju”, po którym znów na plany zawitało nazwisko Skorupki. Ile tu było powrotów?

Po 1989 roku zrezygnowaliśmy nie tylko z lewicowych świętych, ale i późniejszych bohaterów. Pechowy kosmonauta radziecki Komarow stracił życie w 1967 roku, a my zaraz poświęciliśmy dla niego ulicę Wołoską. Co ciekawe, nazwa przyjęła się, lecz w ramach oczyszczania obcych wpływów Wołoską przywrócono.

Władza ludowa tępiła bohaterów przedwojennych, nie zawsze wiedząc – za co. I pewnie z tego bezwładu przemianowała ulicę Żwirki i Wigury na Rokitnicką. Na szczęście po pięciu latach ktoś się zreflektował i w roku 1960 wróciło stare. Teraz też doświadczamy działań entuzjastów, nie zawsze zgodnych z wolą mieszkańców. Tak było z historyczną ulicą Stołeczną, którą przemianowano na Popiełuszki. Wcześniej próbowano nazwać jego imieniem trzy inne ulice żoliborskie, ale w końcu padło na Stołeczną, co oprotestowali mieszkańcy, tworząc społeczny komitet. Sprawa oparła się o Naczelny Sąd Administracyjny, który Stołecznej jednak nie przywrócił.

A co z rondem Babka? To jedno z nielicznych miejsc, jakich nazwa powstała nie za biurkiem, a spontanicznie! Czy wróci? Proponowane są różne lokalizacje dla ronda Zgrupowania Armii Krajowej „Radosław”, ale najsensowniej wygląda wielki plac przed Arkadią, na którym zresztą stoi pamiątkowy kamień. A więc może to skwer Zgrupowania... Chyba wszyscy byliby usatysfakcjonowani. A to byłby rzadki przypadek pośród 600 warszawskich zmian, nieczęsto zakończonych powrotami.

Dodaj swoją opinię lub napisz do nas na czytelnik@zw.com.pl

Życie Warszawy