Na swoich stronach spółka Gremi Media Sp. z o.o. wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Rajska wyspa na lotnisku

Michał Cessanis 27-05-2011, ostatnia aktualizacja 27-05-2011 10:50

Na największym niegdyś lotnisku wojskowym w byłej NRD przez cały rok świeci słońce, a tysiące plażowiczów popijają drinki, wylegując się na leżakach pod palmami. Tropical Islands pod Berlinem to największy park rozrywki i wypoczynku w Europie.

*Kąpieliska w Tropical Islands przypominają lagunę  na wyspie Bali  i Morze Południowe
autor: Michał Cessanis
źródło: Życie Warszawy
*Kąpieliska w Tropical Islands przypominają lagunę na wyspie Bali i Morze Południowe

Wyspa zajmuje powierzchnię ośmiu boisk piłkarskich. Zmieściłoby się tu pięć Bram Brandenburskich, położona wieża Eiffla i stojąca Statua Wolności. A wszystko pod dachem gigantycznej hali,w której Niemcy próbowali znów budować sterowce.

Ale po nieudanym eksperymencie i bankructwie inwestora największą na świecie samonośną halę zbudowaną w 1998 roku kupili Malezyjczycy. I siedem lat temu na byłym wojskowym lotnisku stworzyli rajską wyspę. Temperatura nie spada tu poniżej 26 st. C, a z uroków tropików można korzystać przez całą dobę.

W Tropical Islands posadzono ponad 50 tys. roślin. Kąpieliska przypominają lagunę na wyspie Bali i Morze Południowe. Turyści mogą odpoczywać w namiotach tipi, opalać się na piaszczystej plaży, zrelaksować się w saunach lub odbyć lot balonem. Z myślą o turystach z Polski, których tu niemało, przewodniki po wyspie wydrukowano w języku  polskim.

Palmy, kanarki i golasy

Na wyspę docieram podmiejskim pociągiem z Berlina ze stacji kolejowej Brand. Po 40-minutowej podróży turystów odbiera autobus, który bezpłatnie dowozi na wyspę w Krausnicku.

Hala, w której zbudowano wyspę, z zewnątrz przypomina olbrzymi blaszany kort tenisowy. Wystarczy jednak wejść do środka, by przekonać się, że jest niezwykła.

Po wykupieniu całodniowego biletu i przejściu przez bramki kasowe wchodzę do „raju” – tak wyspa reklamowana jest w folderach. W drodze do przebieralni mijam tłumy golasów. Roznegliżowane, roześmiane towarzystwo swoim wyglądem zachęca, by zrzucić z siebie ubranie.

Po chwili, już w kąpielówkach, wchodzę do tropikalnej wioski. Budowle są tu oryginalne, wykonane na Bali, na Borneo i Samoa. W lesie tropikalnym podziwiam drzewa bananowe, kakaowce, paprocie i palmy. Dojrzewają banany, papaje, karambole czy chlebowce.

Przemierzam las kilometrową ścieżką zatopioną w zieleni. Podziwiam egzotyczną florę. Nad bagnem wznosi się most. Żyje tu wiele gatunków ryb – gupiki, zbrojniki, pielęgnice, bagrowate, paku czarnopłetwy z Amazonii, azjatyckie arowany. W wodzie pływają też żółwie czerwonolice. Na wierzchołkach drzew tropikalnych i w cieniu gęstego porośla mieszkają ptaki. Dostrzegam papugi, przepiórki, bażanty i kanarki.

Rajski krajobraz

Docieram nad wody Morza Południowego. Trudno znaleźć wolny leżak, na plaży tłok. Właśnie od strony morza ściany hali pokryte są specjalną folią przepuszczającą promienie słoneczne. Każdy chce „złapać” pierwszą opaleniznę...

Samo Morze Południowe jest tak duże jak trzy pływalnie olimpijskie. Płytka strefa ze zjeżdżalnią, wiaderkami do zabawy i fontanną jest idealna dla najmłodszych. Woda ma tu temperaturę 28 stopni, a sztuczny horyzont na brzegu basenu sprawia, iż ma się wrażenie, że właśnie spędza się urlop w dalekich krajach. Ech, gdyby nie ten dach...

Po krótkiej kąpieli i odpoczynku w barze Aloha wyruszam nad lagunę Bali. Jest wtopiona w rajski krajobraz, z wodospadem i grotą. Zażywając  kąpieli, obserwuję drewniane domki. Tam w hamakach odpoczywają mieszkańcy wyspy. Bo tu można zamieszkać. I to nie tylko w namiotach tipi, ale także w luksusowych bungalowach.

Wieczorami nad laguną zapala się romantyczne światło. Dwie balijskie chaty, szum wodospadu i widok na lagunę wprowadzają w inny świat. Stworzył ją Made Wijaya (nazwisko rodowe: Michael White). W 1973 roku, jeszcze jako student architektury, ów rodowity Australijczyk wyjechał na Bali i mieszka tam do dzisiaj. Zaprojektował ponad 600 ogrodów na całym świecie, przede wszystkim tropikalnych. I wyspę pod Berlinem.

Relaks w świątyniach i nocne variétés

Ale na wyspie są nie tylko plaże, kąpieliska czy tropikalny las. Po dniu spędzonym nad wodą warto wybrać się do egzotycznej strefy saun. Otoczona jest świątyniami wzorowanymi na zabytkach zaliczanych do światowego dziedzictwa kultury, jak chociażby na kambodżańskim kompleksie świątyń Angkor Wat. W tym zbudowanym na tropikalnej wyspie znalazła się jednak kamienna sauna Vishnu.

A wzniesiona tu świątynia Elefanty jest kopią pochodzącej z VIII wieku skalnej indyjskiej świątyni z wyspy niedaleko Bombaju. Znajdującą się tutaj łaźnię Trimutri ozdobiono szlachetnymi kamieniami – ametystem, kryształem górskim i różowym kwarcem, z których każdy oznacza inny obszar saun. Łagodna temperatura w łaźni parowej (od 42 do 45 stopni) i wilgotność powietrza prawie 100 proc. działają oczyszczająco na drogi oddechowe.

Zaś kanion Alcantara wzorowany na sycylijskim kanionie, który swą nazwę zawdzięcza płynącej w nim rzece, tworzą czarne skały bazaltowe oraz osobliwe struktury jaskiń skalnych. Ukryto w nim m.in. grotę solną Gunung Mulu – w Malezji to park narodowy z największym systemem jaskiń.

Wchodzę do sauny drzewnej Salasaca (nazwa od mieszkańców południowoamerykańskich wyżyn), gdzie pocę się w temperaturze 95 stopni i wdycham aromatyczny napar z wiśni i wanilii, pobudzający układ krążenia. Na koniec funduję sobie masaż całego ciała. Skorzystać można także z biczy wodnych, kąpieli kwiatowych, jacuzzi i balijskich rytuałów relaksacyjnych.
W drodze na nocne „Tropikalne variétés” na  scenie Wayang na skraju lasu tropikalnego zatrzymuję się w restauracji Palm Beach, w której kosztuję pieczonych ziemniaków z ziołowym twarożkiem i sałatki z pieczonym kurczakiem. Po kulinarnych doznaniach mogę obejrzeć przedstawienie.

Na estradzie występuje międzynarodowa plejada artystów z Kenii, Rosji, Ukrainy, Francji i Niemiec. Podniebne cyrkowe akrobacje zapierają dech w piersiach, a uwodzicielskie tańce sprawiają, że czuję się jak na prawdziwej tropikalnej wyspie. Ech, gdyby nie ten dach...

Życie Warszawy