Na swoich stronach spółka Gremi Business Communication Sp. z o.o. wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

r e k l a m a

„Łosia” pokażą w muzeum

Marek Kozubal 05-11-2011, ostatnia aktualizacja 06-11-2011 10:52

W Wólce Radzymińskiej miłośnicy historii wykopali szczątki legendarnego bombowca „Łoś”. 11 listopada jego fragmenty zostaną pokazane w Muzeum Wojska Polskiego.

Wojciech Krajewski, starszy kustosz Muzeum Wojska Polskiego, z cylindrem silnika „Łosia”.
autor: Danuta Matloch
źródło: Fotorzepa
Wojciech Krajewski, starszy kustosz Muzeum Wojska Polskiego, z cylindrem silnika „Łosia”.
Jak wyglądał bombowiec przed II wojną światową, można  zobaczyć  na zdjęciach  ze zbioru MWP
autor: Danuta Matloch
źródło: Reprodukcja
Jak wyglądał bombowiec przed II wojną światową, można zobaczyć na zdjęciach ze zbioru MWP

Wyciągnięte z mokradła pod Radzyminem elementy samolotu znajdują się w tej chwili pod opieką konserwatorów. Niektóre z nich umieszczone są w specjalnych wannach, inne leżą na pakowej folii. Na razie elementy samolotu nie są skatalogowane.

Dla przypadkowych osób to poskręcane rury i metalowe elementy, które mogłyby wylądować w skupie złomu, ale dla miłośników historii wojskowści to istne cacka.

– Są w bardzo dobrym stanie – uważa  Marek Rogusz, inżynier lotnictwa z grupy pasjonatów Lotnicza Warszawa.

„Szczeniak" i... pisuar

– Udało się wydobyć m.in. cylinder silnika, okrągłe magazynki i karabin maszynowy „Szczeniak" – mówi Wojciech Krajewski, starszy kustosz działu historii wojskowości Muzeum Wojska Polskiego.

– Koronę kolekcji stanowi goleń podwozia, ale mamy też ciekawostkę – pisuar pilotów – dodaje Marek Rogusz.

Szczątki legendarnego bombowca PZL-37 B „Łoś" będą eksponowane w namiocie na dziedzińcu muzeum. Choć przed wojną wyprodukowano ich ok. 120, do dzisiaj nie zachował się w całości prawdopodobnie ani jeden egzemplarz. Historycy łudzą się jeszcze, że być może gdzieś w magazynie na terenie Rumunii lub Rosji jest jakaś rozebrana taka maszyna. Tam trafiło kilkadziesiąt bombowców w czasie kampanii wrześniowej.

Pewne jest, że ani jedno muzeum na świecie nie może pochwalić się takim eksponatem. A zaledwie trzy placówki w Polsce, poza MWP, posiadają jakieś jego elementy: Muzeum Lotnictwa w Krakowie, Muzeum Lotnicze w Łasku oraz Muzeum Regionalne w Bełchatowie. W Warszawie „Łosia" jest najwięcej.

– Jego elementy pokażemy 11 listopada na specjalnej wystawie. Obok znalezionych części będą stanowisko grupy eksploracyjnej, które od niedawna działa przy muzeum, oraz kącik modelarski, aby każdy mógł zobaczyć, jak wyglądał ten samolot – mówi Wojciech Krajewski.

Na tropie „Łosia"

„Łoś" spadł na podmokłą łąkę w Wólce Radzymińskiej 7 września 1939 r. – Tego dnia po godz. 15 klucz trzech samolotów wystartował z lotniska w Popielewie. Leciały w kierunku Łodzi, by zbombardować niemiecką kolumnę pancerną – opowiada Wojciech Krajewski. W rejonie Radzymina nasi piloci zauważyli niemieckie bombowce, które wracały znad Warszawy, za nimi nadleciały samoloty myśliwskie Me 110 Luftwaffe.

Polskie maszyny zostały zestrzelone. Odnaleziony teraz „Łoś" eksplodował. Zginęła w nim czteroosobowa załoga: ppor. pil. Wacław Cierpiłowski, ppor. obs. Władysław Kołdej, kpr. strzel. rtg. Karol Pysiewicz, kpr. strzel. rtg. Kazimierz Wielgoszewski.

Szczątki poległych lotników zostały pochowane na cmentarzu w Radzyminie.

– Polscy żołnierze, który zjawili się w miejscu katastrofy, obłożyli samolot minami i wysadzili go – dodaje kustosz MWP.

– Mieszkańcy okolicznych miejscowości pamiętali, że w tym rejonie zostały zestrzelone trzy samoloty. Ale nie mieliśmy konkretnej lokalizacji, gdzie spadły – wspomina Grzegorz Jeleń, nauczyciel historii w Szkole Podstawowej nr 1 w Radzyminie, który pomagał w poszukiwaniach.

Historyk nie ukrywa, że wspierali go uczniowie, którzy pytali bliskich o samoloty.

– Rok zajęły nam badania archiwalne i rozmowy z ludźmi. Chodziliśmy od domu do domu – wspomina Marek Rogusz.

Kolejny rok to gromadzenie dokumentacji pozwalającej na badania archeologiczne pod nadzorem konserwatora. Przeprowadzono też specjalistyczne badania geomagnetyczne, aby sprawdzić, czy coś jest pod ziemią.

Miłośnicy lotnictwa otrzymali wsparcie od dziennikarza Adama Sikorskiego z TVP. Pod koniec września rozpoczęły się prace wykopaliskowe. Efekty poszukiwań będzie można teraz zobaczyć na wystawie w muzeum.

– Wszystko robiliśmy bezpłatnie, w czasie wolnym, bo to nasza pasja – zaznacza Marek Rogusz. Jeszcze tej jesieni prace będą kontynuowane. Być może uda się wydobyć inne elementy „Łosia".

–Ustaliliśmy miejsca, gdzie spadły dwa inne bombowce – dodaje Wojciech Krajewski.

Znajdź czołg albo samolot

Osoby, które wiedzą o miejscach, w których została ukryta stara broń lub gdzie w czasie wojny spadł samolot bądź został zatopiony czołg, mogą to zgłosić do Muzeum Wojska Polskiego. W placówce tej działa grupa eksploracyjna, która zajmuje się poszukiwaniami militariów. Odzyskała już m.in. broń ukrytą przez żołnierzy polskich w 1939 r. na terenie Łazienek Królewskich czy na ulicy Targowej na Pradze, przeszukiwała miejsce bitwy pod Maciejowicami, gdzie znalazła nawet kule armatnie. Wydobyte uzbrojenie poddawane jest konserwacji. Zabytki nie trafiają do magazynów, ale pokazywane są publiczności.

Można kontaktować się z Wojciechem Krajewskim, tel. 22 629 52 71 wew. 125, e-mail: wkrajewski@muzeumwp.pl.

Życie Warszawy