Na swoich stronach spółka Gremi Business Communication Sp. z o.o. wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

r e k l a m a

Pomoc dla kataryniarza

Janina Blikowska 26-12-2013, ostatnia aktualizacja 29-12-2013 14:52

Symbol Starówki, grający na katarynce Piotr Bot, jest ciężko chory.

Piotr Bot nie gra na Starówce na swojej katarynce już od wakacji
autor: Rafał Guz
źródło: Fotorzepa
Piotr Bot nie gra na Starówce na swojej katarynce już od wakacji

Nie wiadomo, kiedy jedyny w Polsce kataryniarz wróci na Stare Miasto. Czeka na przeszczep wątroby. – Takich symboli Warszawy nie wolno lekceważyć – uważa piosenkarka Magda Umer, członek Polskiej Fundacji Muzycznej, która włączyła się w pomoc dla pana Piotra.

Na Starówce nie ma kataryniarza już od początku wakacji. A był tam od 16 lat. – Straciłem pracę w supermarkecie, a że byłem już po czterdziestce, nie mogłem znaleźć nowej. To wziąłem od kuzyna Leszka Zmazy jego katarynkę i zacząłem na niej grać na Starym Mieście – wspomina Piotr Bot.

Na swojej stronie internetowej chwali się, że jest chyba czwartym pokoleniem powojennych kataryniarzy. Dodaje, że kiedy na Starówce po długiej przerwie pojawił się kataryniarz, spotkał się z miłym przyjęciem ze strony mieszkańców, turystów i władz miasta.

Jego katarynka ma w repertuarze blisko 150 utworów, m.in „Siekiera, motyka", „Marsz Mokotowa", „Warszawa da się lubić" i „Stary niedźwiedź mocno śpi".

Muzykowi nieodłącznie towarzyszy papuga ara, która wyciąga chińskie wróżby w cenie po 2 i 5 zł. I to one były przyczyną ubiegłorocznych kłopotów pana Piotra. W kwietniu funkcjonariusze straży miejskiej uznali, że kataryniarz nielegalnie handluje breloczkami czy diabełkami.

Strażnik nałożył 300 zł mandatu, ale muzyk go nie przyjął. Sprawa trafiła do sądu. Po pięciu rozprawach uznał on kataryniarza za winnego nielegalnego handlu, ale odstąpił od wymierzenia kary.

Trudno sobie nasze Stare Miasto bez niego wyobrazić – mówi stołeczna przewodniczka

– Doszło do przekroczenia pewnych norm, ale nie ulega wątpliwości, że kataryniarz wpisuje się w miejski folklor. To postać w sensie kulturowym związana z krajobrazem Warszawy – tłumaczył sędzia. Po wyroku Piotr Bot wyjechał do Gdańska. Tam jednak długo nie pograł. Odezwała się wątroba, z którą ma problemy od lat.

– Byłem tam dwa razy hospitalizowany. Ściągano mi wodę z brzucha, bo tak napuchłem – wspomina. Zaraz potem wrócił do Warszawy.

I znów na długie tygodnie trafił do szpitala. Najpierw Wolskiego, potem przy ul. Banacha. – Schudłem 15 kilogramów, byłem przypadkiem już beznadziejnym, nie dawano mi szans na przeżycie – opowiada. Podkreśla, że szpital na Banacha postawił go na nogi, ale wciąż czuje się źle. Cierpi bowiem na immunologiczne zapalenie wątroby. Czeka na przeszczep tego organu.

Ale to niejedyne problemy pana Piotra. – Z powodu ciężkiej choroby jest on w dramatycznej sytuacji materialnej. Nie ma środków do życia, dlatego rozpoczynamy zbiórkę, by mu pomóc – tłumaczy Tomasz Kopeć, prezes Polskiej Fundacji Muzycznej, która od dziesięciu lata pomaga muzykom w trudnej sytuacji i do tej pory przekazała już im 700 tys. zł.

Akcja pomocy dla stołecznego kataryniarza ma się rozkręcić po Nowym Roku. Wtedy w sieci pojawią się filmiki z gwiazdami grającymi na jego katarynce. Będą wśród nich m.in. Magda Umer i Kayah.

– Sporo jest chętnych do udziału w tych nagraniach. Chcielibyśmy, aby pan Piotr latem wrócił na Stare Miasto. Wierzę, że uda się pomóc kataryniarzowi – mówi nam prezes Kopeć.

Nie tylko muzycy myślą o pomocy panu Piotrowi. – Nawet nie wiedzieliśmy, że kataryniarz jest tak ciężko chory. Jest on naszą podporą i na pewno wielu z nas będzie chciało go wesprzeć w tych trudnych chwilach – mówi Beata Chabrowska-Kondeja z Przewodnickiego Biura Turystycznego Trakt. Zauważa, że pan Piotr z katarynką, papugą i swoimi gadżetami jest wizytówką Starego Miasta. To człowiek, który dogada się z turystami w wielu językach, unikat na skalę europejską. Choć Kraków czy Wrocław mają piękne starówki, to nie mają kataryniarzy. – Trudno sobie nasze Stare Miasto bez niego wyobrazić, zwłaszcza teraz, po remoncie – dodaje Chabrowska-Kondeja.

Przy Polskiej Fundacji Muzycznej uruchomiono specjalne subkonto, na którym gromadzone są środki niezbędne przed zabiegiem oraz w procesie rehabilitacji po jego wykonaniu: WARSZAWSKI KATARYNIARZ – 98 1440 1101 0000 0000 1647 3618.

Życie Warszawy