Na swoich stronach spółka Gremi Business Communication Sp. z o.o. wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

r e k l a m a

Dożywocie za cztery zabójstwa

NK 02-04-2014, ostatnia aktualizacja 02-04-2014 15:37

Dożywocia zażądał prokurator przed Sądem Okręgowym w procesie o cztery zabójstwa, w którym nie odnaleziono ciała żadnej z ofiar.

Podejrzani o zabójstwo
autor: Nowak Piotr
źródło: Fotorzepa
Podejrzani o zabójstwo

Obrońca chce żądać uniewinnienia. Jego mowa - za tydzień.

Sąd zakończył ten proces, rozpoczęty w 2012 r. 33-letniemu dziś Mariuszowi B. zarzucono uduszenie czterech osób - męża i córki swej kochanki, uczestnika kursu tańca, który tańczył w parze z tą kochanką oraz warszawskiego księdza, który przed laty miał dopuścić się wobec Mariusza B. czynów o charakterze seksualnym.

Oprócz czterech zabójstw Mariusza B. oskarżono też o to, że wspólnie ze swym kuzynem Krzysztofem R. usiłował wyłudzić 50 tys. zł od rodziny jednej z ofiar i posługiwał się kartami kredytowymi należącymi do zamordowanych. Krzysztof R. miał też zacierać ślady zbrodni. Oskarżyciel chce dla niego kary łącznej 8 lat więzienia.

- To nietypowy proces. Poszlakowy, dotyczący czterech zabójstw, nie mamy ciał ofiar i wielu innych dowodów, które zwykle bywają. Sprawa jest też nietypowa dlatego, bo fałszywego alibi oskarżonemu dostarcza matka i żona ofiar, która od początku z oskarżonymi się solidaryzuje - podkreślił w mowie oskarżycielskiej prok. Przemysław Nowak wnosząc o wymierzenie Mariuszowi B. kary dożywocia za każde z zabójstw, a łącznie - dożywotniego więzienia z zastrzeżeniem, że skazany może się ubiegać o warunkowe zwolnienie z reszty kary nie po 25, a po 35 latach.

Mariusz B. to z zawodu technik mechanik i niedoszły absolwent psychologii. Prokurator wskazał, że oskarżony poznał małżeństwo Małgorzaty i Zbigniewa D. na początku lat 90. jako ministrant jednej ze stołecznych parafii. Z czasem zamieszkał z małżonkami i został kochankiem kobiety. Jest też ojcem drugiej córki Małgorzaty D.

Oskarżono go o to, że w kwietniu 2006 r. uprowadził Zbigniewa D. i zmusił do podpisania polisy ubezpieczeniowej na rzecz żony. Kilka dni później miał ponownie uprowadzić mężczyznę oraz jego 18-letnią córkę i udusić ich w okolicach Pułtuska.

Po roku Mariusz B. miał uprowadzić innego mężczyznę - Henryka S., z którym Małgorzata D. tańczyła tango w znanym stołecznym klubie tańca. Ten motyw oraz sprawy finansowe były według prokuratury powodem zbrodni. Porwany miał być przetrzymywany w okolicach Mławy. Mariusz B. chciał go zmusić do podania numerów PIN kart bankomatowych i wyłudzić od jego rodziny 50 tys. zł.

Ostatnią ofiarą oskarżonego, według śledczych, był zamordowany w okolicach Pułtuska, w grudniu 2008 r., ksiądz. Duchowny miał kilka lat wcześniej pracować w kościele, gdzie ministrantem był oskarżony.

Prokurator Nowak wskazał, że w ustaleniu ciągu poszlak pomogły billingi oraz dane teleinformatyczne, takie jak informacje o stacjach bazowych, w których logowały się telefony oskarżonych - w tym używane przez nich tylko do przestępstw aparaty na karty prepaid. "Miejsca logowań ich telefonów prywatnych i +bojowych+ były tożsame" - zauważył oskarżyciel.

Odniósł się on też do dwóch przesłuchań Mariusza B. z 14 i 15 września 2009 r., gdy przesłuchiwali go policjanci - to wówczas podejrzany miał się przyznać do dokonania zabójstw, a następnie przed prokuratorem i sądem odwołał te wyjaśnienia i twierdził, że został do nich zmuszony.

- Istnieją pewne wątpliwości co do tego, czy oskarżeni 14 i 15 września 2009 r. przyznając się do winy w wyjaśnieniach, mieli swobodę wypowiedzi. Ja te wątpliwości podzielam - dodał prokurator przypominając, że istnieje zakaz dowodowy korzystania z dowodów uzyskanych przy użyciu gróźb lub przemocy. Zaznaczył, że jego słowa nie oznaczają, iż jest udowodnione, że funkcjonariusze stosowali groźby lub przemoc wobec przesłuchiwanych.
- Nie oceniam prawdziwości tych wyjaśnień. Wobec wątpliwości ja je po prostu eliminuję i rezygnuję z tych dowodów, a swoje oskarżenie opieram na innych dowodach. Istotą tego procesu nie jest, czy funkcjonariusze policji bili Mariusza B., lecz poczwórne zabójstwo. Oskarżeni mogą być jednocześnie sprawcami zabójstwa i pokrzywdzonymi przez policję - to się nie wyklucza - dodał.

Oskarżyciel przypomniał, że biegli psychologowie i seksuolog stwierdzili u Mariusza B. osobowość psychopatyczną, tendencję do kłamania, niskie poczucie winy i skłonność do narzucania innym swej woli. Tymczasem u jego wspólnika Krzysztofa R. - osobowość neurotyczną, uległość, niską samoocenę i potrzeba akceptacji. - To bardzo dobrze pokazuje ich role w zbrodni i potwierdza wersję prokuratury - dodał prok. Nowak i zakończył swe wystąpienie pytaniem: czy naprawdę jest możliwy taki zbieg okoliczności, że giną cztery osoby w podobnych okolicznościach, a jedynym wspólnym mianownikiem są osoby Mariusza B. i Małgorzaty D.?

Pełnomocnicy rodziny zabitych Henryka S. oraz księdza poparli akt oskarżenia i dołączyli do niego żądanie zasądzenia zadośćuczynień za doznane krzywdy na łączną sumę około 350 tys. zł. Pokrzywdzoną w sprawie jest też Małgorzata D. - jako że zabity został jej mąż i córka. Kobieta nie uczestniczy jednak w procesie. - Tak samo jak nie poszukiwała swej córki - zauważył prokurator.

W najbliższy wtorek mowę końcową ma wygłosić obrońca oskarżonych, mec. Jan Woźniak. Powiedział on, że zamierza wnieść o uniewinnienie swych mocodawców. Na wyrok sądu trzeba będzie poczekać prawdopodobnie kolejny tydzień.

PAP