Na swoich stronach spółka Gremi Media Sp. z o.o. wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Mijają się w drzwiach

Piotr Żelazny 07-01-2017, ostatnia aktualizacja 07-01-2017 10:48

Powrót Artura Jędrzejczyka i prawdopodobne przyjście Daniela Chimy Chukwu. Ale są też odejścia.

Oni też będą mieli swoje święto
autor: Grzegorz Rutkowski
źródło: Fotorzepa
Oni też będą mieli swoje święto

Za nieco ponad miesiąc Legia zagra z Ajaxem Amsterdam w 1/16 finału Ligi Europejskiej, tymczasem przy Łazienkowskiej ruch jak w godzinach szczytu na Marszałkowskiej. W obie strony – w drzwiach klubu mijają się piłkarze, którzy do Legii przychodzą na testy medyczne i podpisać umowy, z tymi, którzy wyruszają do kolejnych etapów swoich karier.

Bartosz Bereszyński we wtorek poleciał na badania do Sampdorii Genua, a w środę oficjalnie podpisał kontrakt. Legia zarobi na prawym obrońcy, który znalazł także uznanie w oczach Adama Nawałki, około 2 mln euro.

Pierwszy odszedł Nemanja Nikolić – że tak się stanie, wiadomo było już od jakiegoś czasu. Serb z węgierskim paszportem pozostawia po sobie imponujące statystyki i wielką pustkę w ataku. Nikolić do Legii trafił przed poprzednim sezonem, w 56 meczach ligowych strzelił 40 goli, a w pierwszym roku gry w ekstraklasie został królem strzelców rozgrywek. Uczestnik Euro 2016 w sylwestra skończył już 29 lat i był to dla niego ostatni moment, by podpisać lukratywny kontrakt. Za 3 mln dolarów trafił do Chicago Fire.

Na kibiców Legii padł jednak blady strach, gdy tuż przed końcem roku z klubem pożegnał się też drugi z napastników – Aleksandar Prijović. Strzelec dwóch goli w meczu z Borussią Dortmund w Lidze Mistrzów oświadczył na łamach „Super Expressu", że „jego misja w Warszawie dobiegła końca" i że myśli już tylko o transferze do Chin. Problem w tym, że Prijović wyszedł przed orkiestrę z tą wypowiedzią.

Legia, owszem, dostała ofertę w wysokości 1,5 mln euro, ale z transferami jak z małżeństwem – muszą chcieć obie strony. Tymczasem mistrz Polski absolutnie nie ma zamiaru oddawać napastnika za tak niską sumę. Owszem, w Warszawie znają zasadę, że z niewolnika nie ma pracownika, ale też nie mają zamiaru ulec szantażowi ze strony Prijovicia. Jak udało się dowiedzieć „Rz", sprawa odejścia Serba ze szwajcarskim obywatelstwem wciąż jest otwarta i rozmowy z jego menedżerem są toczone. Ale nikt go z drużyny mistrza Polski za mniej niż 3 mln euro nie ma zamiaru się pozbywać.

9 stycznia zespół Jacka Magiery wznawia treningi i niemal na pewno Prijović nie weźmie udziału w pierwszym obozie przygotowawczym w Hiszpanii. Ale to dlatego, że niedawno złamał obojczyk (nie grał w ostatnim meczu rundy jesiennej) i dopiero dochodzi do zdrowia.

Ale do Legii też przychodzą piłkarze. Na prawą obronę w miejsce Bereszyńskiego pozyskany został Artur Jędrzejczyk, który w środę oficjalnie podpisał umowę. Wykupienie go z Krasnodaru kosztowało Legię ponad milion euro. Luka w defensywie została załatana bez szwanku dla drużyny.

Prawdopodobnie w ciągu następnych kilku godzin podjęta zostanie także próba zasypania wyrwy po Nikoliciu. Do Warszawy na badania i finalizację rozmów przyjechał w środę Daniel Chima Chukwu.

To nie jest postać anonimowa dla kibiców Legii – pamiętają oni doskonale, jak blisko cztery lata temu (latem 2013 roku) w meczach z norweskim Molde w kwalifikacjach Ligi Mistrzów Nigeryjczyk siał zamieszanie w obronie zespołu z Warszawy. W pierwszym spotkaniu w Norwegii strzelił zresztą gola. Chukwu ma dziś 25 lat i za sobą epizod w drugiej lidze chińskiej, ale jeśli jednokrotny reprezentant Nigerii nie zaniedbał się w Szanghaju, powinien być wzmocnieniem.

Bogusław Leśnodorski nie wyklucza, że jeszcze jakiś piłkarz przyjdzie albo ktoś odejdzie. Jak bowiem zaznacza, rozmowy wciąż trwają, a menedżerowie pukają do drzwi gabinetu z ofertami właściwie codziennie. Prezes skupia się na finalizowaniu transferów, ale ma też świadomość, iż najważniejsza rozgrywka przy Łazienkowskiej odbędzie się, gdy okno zostanie już zatrzaśnięte. Na przełomie lutego i marca ma się rozstrzygnąć, czy to on z Maciejem Wandzlem zostaną w klubie, czy lepsza okaże się oferta Dariusza Mioduskiego i Legia w pełni stanie się jego własnością.

"Rzeczpospolita"