Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Klienci nie wiedzą, czy kupują dobre porcje

Michał Kosiarski 22-06-2009, ostatnia aktualizacja 23-06-2009 10:10

Letnie bary i restauracje nie podają dokładnych danych o cenach potraw i napojów oraz wielkości porcji. Ruszają kontrole Inspekcji Handlowej w tej sprawie.

autor: Darek Golik
źródło: Fotorzepa

Karczma dell Opera we Władysławowie serwuje pierogi z mięsem, ale ich cenę podaje na trzy różne sposoby. Na tablicy przy wejściu porcja za 9 zł liczy sześć sztuk, na ulotkach jadłodajnia ogłasza, że za tę samą cenę można dostać aż dziewięć sztuk. Jest też tabliczka, że porcje pierogów liczą po sześć sztuk.

– Proszę się nie przyzwyczajać do cen podanych w karcie – instruuje parę turystów sprzedająca posiłki w barze Oleńka w Jastrzębiej Górze. I rzeczywiście, płacą o 2 zł więcej niż wynika z menu.

Za takie praktyki restauratorom grożą kary od Inspekcji Handlowej, która właśnie rozpoczyna kontrole sezonowej gastronomii. – Przygotowujemy się do kontroli takich miejsc. Zaczną się w lipcu – mówi Anna Klecha z IH w Gdańsku.Aneta Styrnik z biura prasowego Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (któremu teraz podlega IH) podkreśla, że kontrolerzy starają się działać cyklicznie.

– Kontrole prowadzą głównie wojewódzkie inspektoraty w miejscowościach o nasilonym ruchu turystycznym, latem są to zwłaszcza tereny nadmorskie – zaznacza Styrnik. Inspektorzy nie ukrywają, że idąc na kontrole, sugerują się też skargami niezadowolonych konsumentów na nierzetelne jadłodajnie. Z przepisów wynika, że należy dokładnie informować o wielkości porcji i jej cenie. Bary, restauracje czy punkty fast food muszą przestrzegać rozporządzenia w sprawie szczegółowych zasad uwidaczniania cen towarów i usług oraz sposobu oznaczania towarów przeznaczonych do sprzedaży.

Chodzi m.in. o wywieszanie cenników. Muszą się znajdować na zewnątrz albo zaraz przy wejściu do lokalu. Z cennika klient musi się dowiedzieć o ilości nominalnej porcji potrawy, ilości głównego składnika (mięsa, drobiu, ryby), dodatkach uzupełniających, np. frytkach, surówkach. Ścisłe regulacje dotyczą też wyrobów garmażeryjnych.

– Te same zasady dotyczą placówek całorocznych i sezonowych – mówi Katarzyna Kielar z IH w Katowicach.

Trzeba też dokładnie informować o napojach, w tym drinkach – ile jest w nich alkoholu, a ile soku. Odpowiedni standard muszą mieć podawane kawy i herbaty.

– Powinniśmy wiedzieć, ile i za co płacimy – mówi Kielar.Na jadłodajnie łamiące przepisy IH może nałożyć mandaty, skierować sprawy do sądu.

– Niestety, od wielu lat sytuacja się nie poprawia – mówi Klecha.Skargi na nierzetelnych najlepiej kierować do IH. Anna Klecha przyznaje, że takie donosy się zdarzają.

– Odnoszę wrażenie, że skarg jest więcej, gdy nad morzem nie dopisuje pogoda – śmieje się. Tłumaczy, że wtedy turyści są generalnie mniej zadowoleni z wypoczynku, więcej też czasu spędzają w barach. Częściej więc zdarzają się konflikty z serwującymi jedzenie. Skargi na nieuczciwych albo nieznających przepisów trafiają też sporadycznie do rzeczników konsumentów. Tyle że oni zajmują się głównie przypadkami mieszkańców ze swoich okolic.

– Tymczasem na moim terenie podczas wakacji zdecydowana większość to przyjezdni, także wiele sezonowych placówek prowadzą podmioty z zewnątrz – mówi Aleksandra Łyczak, rzecznik konsumentów w powiecie lęborskim, w którym leży m.in. Łeba.

Życie Warszawy