Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

W dzień targowy

Bartosz Klimas 29-12-2017, ostatnia aktualizacja 29-12-2017 10:30

Bazar Różyckiego dogorywa. O jego przyszły kształt spierają się spadkobiercy założyciela i władze miasta.

Handel na terenie dawnego, słynnego bazaru dziś dogorywa.
źródło: materiały prasowe
Handel na terenie dawnego, słynnego bazaru dziś dogorywa.

Po ćwierćwiecznej batalii potomkowie Juliana Różyckiego odzyskali własność, stanowiącą dwie trzecie terenu obecnego targowiska. Planują tu m.in. nowoczesny, podziemny pasaż handlowy z częścią gastronomiczną, przykryty szklanym dachem. Władze miasta, do których należy pozostała część obecnego bazaru (i które są oskarżane przez spadkobierców o doprowadzenie go do ruiny), stawiają na inną koncepcję architektoniczną i – tuż po podpisaniu aktu notarialnego sankcjonującego zwrot mienia – grożą rodzinie Różyckiego wywłaszczeniem. Obie strony powołują się na poparcie handlujących tu kupców, a Zarząd Dzielnicy Praga-Północ oferuje pomoc w charakterze mediatora.

W oczekiwaniu na nowy bazar pozostaje powspominać. Jest co, bo historia tego miejsca sięga roku 1901, kiedy na parcelach pomiędzy ulicami Targową, Ząbkowską, Brzeską i Kempną, należących do Juliana Różyckiego – inwestora, farmaceuty, właściciela pobliskich aptek – ruszył regularny handel. W tym czasie i miejscu zawiązuje się też akcja eksperymentalnej powieści dokumentalnej (pojawiają się też określenia: multimedialna, polifoniczna), opisującej dzieje bazaru aż do czasów współczesnych. Jej autorem jest Marek Miller, założyciel Laboratorium Reportażu, pracownik Katedry Antropologii Mediów Wydziału Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii UW.

Prace – z wydatnym udziałem kilkuset studentów dziennikarstwa – trwają od dekady, w tym czasie powieść przybrała postać czterech opasłych tomów. Nie mniej ważny od wersji papierowej będzie cyfrowy odpowiednik z linkami do materiałów audio i wideo. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, efekt końcowy ujrzymy w przyszłym roku.

"Rzeczpospolita"