Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Wybory: jak przejąć stolicę

Izabela Kraj 25-10-2009, ostatnia aktualizacja 26-10-2009 17:15

Kto za rok powalczy o prezydenturę Warszawy? PiS nie ma jednoznacznego kandydata w stolicy, dlatego na razie sonduje szanse kilku. W Platformie Obywatelskiej sprawa jest oczywista, a SLD chce ogłosić kandydata w grudniu.

autor: Radek Pasterski
źródło: Fotorzepa
autor: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa

Walka Hanny Gronkiewicz-Waltz o reelekcję w stolicy wydaje się w jej partii niezagrożona.

Warszawski SLD ogłosił ostatnio wewnątrzpartyjne konsultacje, które mają zakończyć się w grudniu wyłonieniem kandydata. Poszukiwany jest taki, który mógłby zmierzyć się w przyszłorocznych wyborach z Gronkiewicz-Waltz. Personalne rekomendacje od tzw. „partyjnych dołów” – w miarę możliwości także po konsultacjach z mieszkańcami – mają spłynąć do szefa warszawskiego Sojuszu do 20 listopada. A pretendentów do startu już jest co najmniej trzech: Wojciech Olejniczak (zadeklarował, że mógłby wystartować), Katarzyna Maria Piekarska i Ryszard Kalisz.

A PiS? Nie zamierza uciekać się do aż tak demokratycznych metod jak lewica. 

– Oczywiście u nas trwają już rozmowy. Jest kilka mocnych nazwisk. Niektóre z nich już pojawiały się w mediach. Nie sądzę jednak, by kandydat był znany wcześniej niż na wiosnę przyszłego roku – mówi nam Mariusz Błaszczak, szef warszawskiego PiS.

Dlaczego dopiero wtedy? Bo nazwisko padnie po wyborach szefów regionów w partii.

Jarosław Kaczyński niedawno wystawił parę posłów: Elżbietę Jakubiak i Pawła Poncyljusza do wzajemnej rywalizacji w wyborach do europarlamentu. Mówiło się wtedy, że ten z lepszym wynikiem miałby większe szanse stać się za rok kandydatem PiS na prezydenta Warszawy. Ale obojgu nie udało się zebrać zbyt wielu głosów (Poncyljusz 20 tysięcy, Jakubiak bez kampanii 15 tys.) Tę dwójkę pokonał nawet Krzysztof Mularczyk, który dostał 53 tys. głosów (głównie zwolenników LPR i Radia Maryja). Dla porównania lider listy Michał Kamiński otrzymał w stolicy prawie 89 tys. głosów. Ucichły więc spekulacje na temat dwojga konkurentów.  

– Dobrych kandydatów u nas nadmiar, ale gdy się bliżej przyjrzeć, każdy ma jakiś feler – ocenia jeden z polityków PiS.

Według większości naszych rozmówców, najlepszym kandydatem PiS byłby obecny szef Kancelarii Prezydenta RP, były wiceprezydent Warszawy Władysław Stasiak.

– Jeśli miałbym dziś wskazywać prawdopodobieństwo startu, to w tej kolejności: Stasiak, Kluzik-Rostkowska i ktoś, kogo się na razie nie spodziewamy – ocenia spec od wizerunku politycznego Eryk Mistewicz. I wylicza atuty pierwszego: – Stasiak dobrze wypada w mediach. Wypowiada się rozsądnie. Potrafi zarządzać dużymi projektami politycznymi. Zna się na sprawach bezpieczeństwa i problemach miasta.

Doceniany jest także przez polityków PO. – W kampanii prezydenckiej byłby chyba najtrudniejszym rywalem „do zbicia“ dla Hanny Gronkiewicz-Waltz. Bo akurat w dziedzinach, którymi się Stasiak zajmował w mieście, udało się coś PiS-owi zrobić. Np. wydziały obsługi mieszkańców w dzielnicach, monitoring, realizacja paru pomysłów dotyczących bezpieczeństwa – mówią w warszawskiej Platformie. Ale... – Stasiak pozostanie lojalny wobec prezydenta – stwierdzają politycy z otoczenia Lecha Kaczyńskiego. – Przecież za rok najpierw odbędą się wybory na prezydenta kraju, a tuż za nimi samorządowe. Szef kancelarii będzie potrzebny prezydentowi. Nie odejdzie przecież z Pałacu Prezydenckiego w najgorętszym okresie kampanii, by zająć się swoją – wyjaśniają.

Jeśli nie Stasiak, to może inny prezydencki minister – Paweł Wypych? – Nie pomoże nawet zgolenie wąsów. Jeśli miałby to być ktoś z pałacu, to Stasiak jest od Wypycha bardziej rozpoznawalny – stwierdza Eryk Mistewicz. W PiS jest też grono zwolenników startu Joanny Kluzik-Rostkowskiej.

Jak słyszymy w Pałacu Prezydenckim, czarnym koniem może okazać się... obecny europoseł Zbigniew Ziobro.

– Powstał rzeczywiście taki pomysł, by wystawić go w Warszawie – przyznają nasi informatorzy. Ale pojawiają się też głosy krytyki: – Czasy społecznego zapotrzebowania na szeryfów w stolicy już chyba minęły. Teraz potrzebny jest ktoś, kto będzie budował, nie tylko kontrolował – to również głos z warszawskich szeregów partii.

Dla Platformy Ziobro – Krakus byłby też łatwym celem ataków. – Na wstępie kupilibyśmy mu mapę. Z życzeniami, by przed startem lepiej nauczył się Warszawy niż Kazimierz Marcinkiewicz (w 2006 r. kandydat PiS na prezydenta Warszawy), który nie wiedział, gdzie leży Ursynów – ironizuje rzecznik warszawskiego ratusza Tomasz Andryszczyk.

Sam Zbigniew Ziobro nie chce się w sprawie wyborów wypowiadać.

Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy