Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Rozmyte rysy kampanii

Robert Biskupski 09-11-2010, ostatnia aktualizacja 10-11-2010 11:47

W dniu wyborów samorządowych urzędnicy z Bemowa chcą przeprowadzić ankietę na temat inwestycji. „To niezgodne z prawem” – mówi Państwowa Komisja Wyborcza. Zastrzeżenia są też do prezydent miasta.

Art. 48. pkt 1. stanowi, że „W lokalu wyborczym oraz na terenie budynku, w którym lokal się znajduje, jakakolwiek agitacja wyborcza jest zabroniona”
autor: Seweryn Sołtys
źródło: Fotorzepa
Art. 48. pkt 1. stanowi, że „W lokalu wyborczym oraz na terenie budynku, w którym lokal się znajduje, jakakolwiek agitacja wyborcza jest zabroniona”
Włodzimierz Całka, Wspólnota Samorządowa Nasze Miasto:
autor: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa
Włodzimierz Całka, Wspólnota Samorządowa Nasze Miasto:
Jarosław Dąbrowski, burmistrz Bemowa
autor: Ryszard Waniek
źródło: Fotorzepa
Jarosław Dąbrowski, burmistrz Bemowa

Władze Bemowa wpadły na pomysł, by w dniu wyborów samorządowych postawić przed komisjami urzędników. Mają oni zapytać głosujących mieszkańców o najważniejsze dla dzielnicy inwestycje.

Dowiedz się więcej o wyborach samorządowych 2010!

– Nie chodzi o to, że miałoby je realizować jakieś konkretne ugrupowanie – zastrzega rzecznik Bemowa Krzysztof Zygrzak. – Urząd po prostu chce wiedzieć, co ludziom najbardziej jest potrzebne. A takie bezpośrednie badanie będzie o wiele dokładniejsze niż ankiety, w których udział bierze tylko kilkaset osób.

PKW się nie zgadza

W ankietach, które mieszkańcy mają otrzymać przy wejściach do lokali wyborczych na całym Bemowie, wypisane będą poszczególne kategorie inwestycji. Każdą pozycję trzeba będzie ocenić w skali od 1 do 10, przy czym im wyższy numer, tym lepsza nasza ocena danego przedsięwzięcia.

– Krótko mówiąc, jeśli np. bardzo chcemy szybkiej budowy Nowolazurowej, wpisujemy dziesiątkę, jeśli nie jest to dla nas w ogóle ważna ulica, dajemy jej jeden punkt – tłumaczy Krzysztof Zygrzak.

Kandydaci na radnych Wspólnoty Samorządowej Nasze Miasto zaskarżyli ten pomysł do Państwowej Komisji Wyborczej. Ta uznała, że ankieta łamałaby prawo. „Prowadzenie tego typu działań jest niedopuszczalne w sytuacji, gdy z inicjatywą plebiscytu wychodzi burmistrz dzielnicy jednocześnie kandydujący na radnego w przeprowadzanych w tym dniu wyborach” – napisał w uzasadnieniu jej przewodniczący Stefan Jaworski.

Władze dzielnicy jednak nie rezygnują. Mają zamiar złożyć komisji wyjaśnienia i przekonywać ją do zmiany zdania. – Nikt nas o tę sprawę nie pytał, a przecież to nie burmistrz organizuje ankietę, tylko urząd – tłumaczy Krzysztof Zygrzak.

PKW nie może dzielnicy niczego zabronić. Jeśli jednak ankieta zostanie przeprowadzona wbrew jej opinii, sprawa może skończyć się w sądzie.

Cztery lata w urzędzie

Prowadzenie zawoalowanej kampanii zarzucają kontrkandydaci także prezydent Warszawy Hannie Gronkiewicz-Waltz. Na stronach urzędu miasta stworzyła ona serwis „Cztery lata prezydentury”, w której chwali się swoimi osiągnięciami. – Naszym zdaniem, jest to strona typowo kampanijna, a zrobiona za miejskie pieniądze – mówi Piotr Mościcki, rzecznik sztabu Wojciecha Olejniczaka.

Podobne opinie można usłyszeć w innych sztabach. Samorządowcy przypominają słowa pani prezydent sprzed czterech lat. Atakowała ona wówczas Kazimierza Marcinkiewicza za to, że jego pozycja – jako urzędującego komisarza Warszawy – jest uprzywilejowana wobec innych kandydatów.

Miejscy urzędnicy w stworzeniu podsumowania prezydentury nie widzą nic dziwnego ani nowego.

– Każdy, kto obserwuje działalność ratusza przez dłuższy czas, powinien wiedzieć, że w taki sposób Hanna Gronkiewicz-Waltz komunikowała się już wcześniej. Podsumowania powstały również na dwu- i trzylecie kadencji – mówi Marcin Ochmański z biura prasowego ratusza. – Nie jest to serwis o charakterze kampanijnym. Nie pokazuje barw politycznych i nie namawia do głosowania na konkretne osoby.

Opozycja jednak jest nieprzekonana. – Nie mamy nic przeciwko temu, by kandydaci chwalili się osiągnięciami, ale za swoje pieniądze, a nie podatnika – mówi Piotr Mościcki.

Opinie:

Włodzimierz Całka, Wspólnota Samorządowa Nasze Miasto:

Władze Bemowa chcą złamać ciszę wyborczą, bo nie mają pomysłu, jak zwrócić na siebie uwagę. Jeśli naprawdę chciałyby zapytać mieszkańców o zdanie, zrobiłyby to rok temu i na tej podstawie przygotowałyby program wyborczy. Budżet dzielnicy jest mizerny, brakuje na oświatę i inwestycje. Ankiety są więc w myśl zasady „nikt nie da ci tyle, ile ja obiecam”.

Jarosław Dąbrowski, burmistrz Bemowa:

Badanie przeprowadzą apolityczni i niekandydujący urzędnicy. Nie będą namawiać do głosowania na konkretne osoby czy komitety. Kategorie są opracowane na tyle szeroko, by wyczerpać pomysły dla Bemowa i nie mają związku z jakimkolwiek programem wyborczym. W innym terminie nie byłoby szansy zebrania opinii kilkudziesięciu tysięcy osób.

Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy