Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Można było wcześniej dzwonić do Rabieja

Jacek Nizinkiewicz 09-11-2017, ostatnia aktualizacja 09-11-2017 08:49

Pomnik Lecha Kaczyńskiego na Powązkach wystarczy – uważa kandydat PO na prezydenta Warszawy

autor: Dudek Jerzy
źródło: Fotorzepa
autor: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa

Rz: Co pan zrobił, żeby przeciwdziałać nieprawidłowościom przy reprywatyzacji w Warszawie?

Rafał Trzaskowski, poseł PO, kandydat partii na prezydenta stolicy: W pytaniu zawarta jest teza, że powinienem.

Krytykuje pan dzisiaj to, co działo się ws. reprywatyzacji za rządów Hanny Gronkiewicz–Waltz.

Ja jednak nigdy nie miałem wpływu na tę sprawę. Nigdy nie pracowałem w ratuszu, nie byłem prezydentem, ostatnio nie byłem nawet posłem z Warszawy. Ale jestem warszawiakiem i znam panią prezydent.

Nawet odpowiadał pan za kampanię Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Właśnie dlatego po ukazaniu się w prasie artykułów na ten temat, spotkałem się z panią prezydent i powiedziałem jej, że ratusz musi być transparentny i musi wypalić proceder do cna.

Dlaczego pani prezydent pana nie posłuchała?

Nie wiem. Mogę tylko powiedzieć, że to najlepiej pokazuje, jaki miałem wpływ na to, co się działo w mieście w ostatnich latach. Na miejscu pani prezydent stanąłbym przed komisją Jakiego, nawet jeśli jest niekonstytucyjna. Trzeba się bić z PiS o prawdę.

Pan nie ma wpływu na prezydent stolicy, robiąc jej zwycięską kampanię wyborczą?

Siedem lat temu. W polityce to wieczność. Zresztą przypominam, że wtedy w przestrzeni publicznej nie istniał temat reprywatyzacji. Idąc tym tropem rozumowania, można powiedzieć, że bracia Kaczyńscy, będąc kiedyś najbliższymi współpracownikami Lecha Wałęsy, są odpowiedzialni za jego działania i decyzje. Wracając do samej reprywatyzacji, to wystarczy uchwalić dużą ustawę reprywatyzacyjną i problem zostanie uregulowany raz na zawsze. Nasza ustawa od ponad roku jest w Sejmie.

Ale nie ma pańskich wypowiedzi i starań, które piętnowałyby nieprawidłowości przy reprywatyzacji w stolicy.

Zgoda, tylko że ja się zajmowałem innymi sprawami i dziennikarze pytali mnie o zupełnie inne sprawy. Byłem europosłem, wiceministrem spraw zagranicznych, ministrem cyfryzacji. Jeżeli chodzi o Warszawę, podejmowałem interwencje w Komisji Europejskiej dotyczące unijnych funduszy, na przykład na oczyszczalnię ścieków Czajka.

Jakie ma pan kompetencje i przygotowanie do zajmowania się stolicą jako jej prezydent?

Mam wizję rozwoju tego miasta. Przez 45 lat mieszkałem w paru warszawskich dzielnicach i znam potrzeby mojego miasta. Poza tym przez ostatnie lata pełniłem odpowiedzialne funkcje. Nauczyłem się, jak zarządzać ludźmi. Potrafię delegować i nadzorować wiele projektów równocześnie. Potrafię ściągać fundusze europejskie i rozmawiać z inwestorami.

Pan nie zna się na problemie reprywatyzacji, w przeciwieństwie do Patryka Jakiego.

Na razie tego nie pokazał.

Odcina się pan od prezydentury Hanny Gronkiewicz-Waltz?

Nawet gdyby nie było dzisiejszych problemów i tak zapowiadałbym w Warszawie zmianę – priorytetów i spojrzenia. Mieszkam w tym mieście, rozmawiam z ludźmi. Wiem, czego dziś potrzebuje Warszawa – zmiany, ale mądrej.

Czy pan się nie śmieje warszawiakom w twarz, mówiąc o zamianie prezydent stolicy z PO na siebie?

Od dłuższego czasu mówię o zmianie, która jest potrzebna w PO, więc wydaje mi się, że jestem wiarygodny. Tak jak PO musi się zmieniać, tak samo musi zmienić się sposób zarządzania Warszawą. Są problemy, które nie zostały rozwiązane. Choćby problem smogu – zresztą znam go także z perspektywy Krakowa, skąd jestem posłem. Jest też problem nieładu w przestrzeni publicznej. Warszawa potrzebuje zmiany i spojrzenia reprezentowanego przez średnie pokolenie, które ma małe dzieci, rodzinę w stolicy, porusza się komunikacją miejską, rowerem, a nie tylko samochodem.

Pana były szef Jacek Saryusz-Wolski, z którym politycznie był pan blisko, dziś jednak stawia na Jakiego.

Saryusz-Wolski ma prawo do swojej oceny, tylko szkoda, że od miesięcy sprowadza się ona do klepania pisowskich przekazów dnia. Saryusz-Wolski zawsze miał zdolność głębokiego, analitycznego myślenia – dziś niestety powtarza partyjne slogany. Może w ten sposób chce się legitymizować w oczach PiS?

A nie jest tak, że Grzegorz Schetyna, wystawiając pana na prezydenta stolicy pozbywa się wewnętrznej konkurencji?

W interesie Grzegorza Schetyny i całej PO jest zwycięstwo w stolicy. Oddanie Warszawy PiS nie byłoby tylko moją porażką, ale też porażką nas wszystkich. Bitwa warszawska będzie najważniejszą bitwą wyborów samorządowych. Być może najważniejszą bitwą w najbliższym czasie dla całej opozycji, dlatego dziś cała opozycja musi skoncentrować swe wysiłki w walce przeciwko upartyjnieniu Polski i niszczeniu niezależności samorządów.

Jednak to nie PO, a Nowoczesna miała być partią zmiany.

Nowoczesnej zabrakło doświadczenia. O kolegach z partii Ryszarda Petru mogę powiedzieć same dobre rzeczy, ale oni również popełniają błędy. Platforma nie rozwiąże się tylko dlatego, że po ośmiu latach przegraliśmy wybory. PiS przegrywało wybory seryjnie, zacisnęło zęby, wyciągnęło wnioski i wygrało.

PO miała współpracować z Nowoczesną, a wystawiła ją do wiatru, prezentując własnego kandydata na prezydenta stolicy.

Nowoczesna kilka miesięcy temu wystawiła swojego kandydata, nie czekając na rozmowy z PO. A dziś w Warszawie często wpada w retorykę PiS. Kandydatem zjednoczonej opozycji powinien być ktoś, kto ma największą szansę na wygraną.

Nie zabrakło wcześniej rozmowy PO z Nowoczesną?

Mogliśmy zadzwonić wcześniej do Ryszarda Petru i Pawła Rabieja. Decyzja była podejmowana szybko. Nie można był dłużej czekać.

PO może nie mieć kandydata na prezydenta państwa. Czy gdyby udałoby się panu wygrać Warszawę, to niczym Lech Kaczyński wystartowałby pan też na prezydenta RP?

Myślę, że Lech Kaczyński, kandydując na prezydenta stolicy, nie zakładał, że będzie w przyszłości kandydował na prezydenta RP.

Będzie pan miał wpływ na kampanię w stolicy? Dostanie pan wystarczające pieniądze? Sam ułoży pan sobie sztab wyborczy?

3 x tak! To będzie ciężka i brudna kampania. Bez całkowitego wpływu na kampanię nie zgodziłbym się kandydować.

Kiedy przedstawi pan program dla Warszawy?

Za kilka miesięcy. Program będzie pisany przede wszystkim w konsultacjach z mieszkańcami stolicy.

Będzie pan kandydatem hipsterów i warszawki?

Będę rozmawiał ze wszystkimi. Przede mną sporo trudnych rozmów, bo wiem, że jako kandydat wystawiony przez partię polityczną będę się musiał natrudzić, żeby przekonać do siebie ruchy miejskie i aktywistów. Jako europoseł miałem przenośne biuro i rozmawiałem zarówno z ludźmi z Bemowa, Targówka, Pragi, jaki i Ursynowa czy Śródmieścia. Często jeżdżę metrem czy tramwajem. Dalej rozmawiam z ludźmi. Jestem normalnym warszawiakiem.

Z placu Zbawiciela i Teatru 6. piętro?

Ze Starówki, a obecnie z Kabat. Ale bywam i tam.

Jako prezydent Warszawy będzie pan zabiegał o przywrócenie tęczy na placu Zbawiciela?

Chciałbym, żeby ona tam wróciła. Była fajnym, pozytywnym symbolem i urozmaicała stolicę.

Postawi pan pomnik smoleński i Lecha Kaczyńskiego na Krakowskim Przedmieściu?

Warszawiacy powinni wypowiedzieć się na temat pomników w referendum. Osobiście uważam, że pomnik na Powązkach wystarczy. Nie chciałbym, żeby w całej stolicy były stawiane pomniki Lecha Kaczyńskiego. I nie chodzi o Lecha Kaczyńskiego, którego szanowałem. Chodzi o wizję tego miasta.

Według prezydent stolicy, mieszkańcy już się wypowiedzieli.

To był sondaż, nie referendum. Niech mieszkańcy stolicy zdecydują, czy chcą w Warszawie pomnika Lecha Kaczyńskiego i pomnika smoleńskiego.

Zezwalałby pan na marsze ONR w stolicy?

Uważam, że ONR powinien zostać zdelegalizowany! Już raz podpisałem taki wniosek. Prawo do manifestowania w Warszawie powinna mieć każda organizacja, pod warunkiem że nie szerzy nienawiści i nie propaguje symboli zakazanych przez polskie prawo.

Zburzyłby pan Pałac Kultury, czego chce Radek Sikorski?

Gdyby pozbyć się socrealistycznych ozdobników PKiN wyglądałby jak Empire State Building. Mnie nie drażni sam pałac, tylko jego otoczenie, które trzeba zagospodarować, ale na pewno nie nowymi drapaczami chmur. Za dużo Mordorów w stolicy. Wczoraj w konkursie ogłoszono kilka koncepcji zagospodarowania placu. Wszyscy będziemy o nich rozmawiać i wybierać.

Wolałby pan konkurować z Patrykiem Jakim czy Stanisławem Karczewskim?

Trzeba szanować wszystkich konkurentów, ale wydaje mi się, że żaden hunwejbin PiS nie powinien rządzić naszym miastem. Taktyka PiS jest jasna: marszałek Karczewski będzie statecznym kandydatem, który się nie unosi, a Patryk Jaki gryzącym szeryfem. Karczewski ma być dobrym, a Jaki złym gliniarzem w walce o Warszawę. Myślę, że warszawiacy nie dadzą się na to nabrać.

"Rzeczpospolita"