Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Przestępcy z nienawiści

Grazyna Zawadka, Izabela Kacprzak 27-01-2018, ostatnia aktualizacja 27-01-2018 00:00

Sprawcom ataków stawiane są zarzuty, jednak działalność organizacji już trudniej rozpracować.

– Polski nie zalewa fala rasistów, a przestępstwa z nienawiści to zaledwie promil wszystkich przestępstw – podkreślał w Sejmie szef MSWiA Joachim Brudziński.

Dane policji potwierdzają, że liczba tzw. przestępstw z nienawiści jest niewielka. Za to przybywa osób, którym stawiane są zarzuty, co wskazuje, że śledczy aktywniej ścigają takie czyny.

Jednak reportaż „Superwizjera" TVN, który pokazał, jak faszyści świętują urodziny Hitlera, to dowód, że służby nie o wszystkich takich skandalicznych zdarzeniach wiedzą.

Trend spadkowy

Jak wynika z danych Komendy Głównej Policji, w 2015 r. stwierdzonych przestępstw z nienawiści było łącznie 791, rok później – 765 (o 26 mniej), a w roku ubiegłym – 726.

Największy zeszłoroczny spadek dotyczył czynów z art. 256 § 1 kodeksu karnego, który przewiduje karę za „publiczne propagowanie faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa lub nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych". O ile w 2016 r. liczba stwierdzonych przestępstw z tego artykułu wynosiła 373, o tyle w ubiegłym było ich o ponad 100 mniej (łącznie 271).

Spektakularny był przykład mężczyzn ze stowarzyszenia Duma i Nowoczesność, którzy urządzili 128. rocznicę urodzin Hitlera w lesie na Śląsku.

Inny, który odbił się głośnym echem, dotyczył Marszu Niepodległości w 2017 r. w Warszawie, na którym pojawiły się transparenty z hasłami typu „Europa będzie biała albo bezludna". Śledztwo trwa. – Monitoring pozwolił wyodrębnić wizerunki ośmiu osób. Ustalana jest ich tożsamość – mówi Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, po trzech miesiącach od marszu.

Śledczy z Katowic „rozliczają" zaś happening urządzony przez partie i stowarzyszenia narodowe (m.in. Młodzież Wszechpolską i ONR), którego elementem były szubienice obok zdjęć polityków PO, np. Julii Pitery. Śledztwo dotyczy stosowania gróźb z powodu przynależności politycznej wobec europosłów.

Bicie i wyzwiska

W stolicy pijani mężczyźni pobili Nigeryjczyka. Powód? „Wypili po 15 piw" i byli zaczepni. Przyznali się i poddali karze.

Tak jak mężczyźni, którzy latem 2017 r. w Białymstoku wyzywali imigranta z Bangladeszu pracującego w barze z kebabami i grozili mu nożem. Także tłumaczyli to alkoholem.

Co ważne, dane MSWiA i policji wskazują, że w ciągu pięciu lat trzykrotnie wzrosła liczba podejrzanych o przestępstwa związane ze zjawiskiem ekstremizmu – ze 126 w 2011 r. do 368 w 2017.

Śledczy zapewniają, że aktywniej ścigają sprawców takich ataków. Od sierpnia 2017 r. prokuratury regionalne, zgodnie z zarządzeniem prokuratora krajowego, muszą monitorować ilość wszczętych i umorzonych śledztw o przestępstwa z motywów rasowych, antysemickich i ksenofobicznych. Materiał analizują specjalnie wyznaczeni prokuratorzy. Także w policji są wyspecjalizowani w tej problematyce funkcjonariusze.

O ile na jaw wychodzą pojedyncze ataki, o tyle stowarzyszenia urządzające takie imprezy jak DiN trudniej namierzyć.

– Zwykle ich członkowie działają we własnym kręgu, spotykają się na zamkniętych imprezach – mówi dr Andrzej Barcikowski, były szef ABW. – Nie sądzę, aby w Polsce, która ma kulturę odległą od radykalizmu, takie organizacje były rzeczywiście groźne, choć powinny być zwalczane.

Co powinno być sygnałem alarmowym? – Pojawienie się charyzmatycznego przywódcy, który koncentruje zwolenników – ocenia Barcikowski.

– Znamy przykłady organizacji czy ruchów, które powinny być zdelegalizowane, ale nadal istnieją. Także ewidentne sprawy tzw. przestępstw z nienawiści są umarzane – mówi dr Anna Tatar ze Stowarzyszenia „Nigdy Więcej". Dodaje, że „manifestacje, koncerty, werbunek na stadionach, zbiórka pieniędzy na mordercę – to wszystko przedostaje się do przestrzeni publicznej, zarażając szerokie grono odbiorców takim sposobem myślenia". – Brak stanowczych reakcji napędza te zjawiska – podkreśla dr Tatar.

W III RP tylko raz zdelegalizowano organizację odwołującą się „do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu" (art. 13 Konstytucji RP). – Zrobił to w 2009 r. sąd w Opolu wobec ONR w Brzegu – wskazuje Anna Tatar. Uważa, że największy problem w Polsce to brak egzekucji prawa, które zakazuje tego typu praktyk.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorek: i.kacprzak@rp.pl, g.zawadka@rp.pl

PiS jak złodziej krzyczący „łapać złodzieja" - Jerzy Kozdroń, wiceminister sprawiedliwości w rządzie PO, wiceszef Trybunału Stanu

Rz: Szef MSWiA Joachim Brudziński powiedział w Sejmie, że „jeśli rząd PiS ma flirt z nacjonalistami, to PO miało romans". Zgadza się pan z tą tezą?

Jerzy Kozdroń: To nie nam sprzyjali nacjonaliści, to nie z naszym błogosławieństwem odbywają się Marsze Niepodległości, to nie my broniliśmy kiboli. Wreszcie to nie my składaliśmy za nich poręczenia w prokuraturze i sądzie, by uniknęli aresztowania. Przypomnę tylko, co działo się w sprawie słynnego przywódcy kibiców Legii Warszawa. Zrzucanie odpowiedzialności na PO to stary numer polegający na tym, że złodziej krzyczy „łapać złodzieja".

Może jednak rząd PO mógł zrobić coś więcej? W 2013 roku ówczesny szef MSW rzucił do skinheadów słynne „idziemy po was". Doszło co prawda później do zatrzymań w Białymstoku, ale problemu to nie rozwiązało.

Tamte słowa odebrałem jako element PR. Minister Bartłomiej Sienkiewicz chciał z jednej strony zyskać chwilową sławę, a z drugiej – postraszyć to środowisko. Prokuratura wzięła się do pracy, ale trudność przy ściganiu czynów związanych z faszyzmem polega na tym, że nie zawsze wypełniają one znamiona przestępstwa.

Czy dziś skrajne grupy są już zagrożeniem?

Jeśli ktoś na Górnym Śląsku manifestuje miłość do Hitlera, zaczyna mi się robić nieswojo. Jeśli nie postawimy stanowczej tamy, będziemy mieli zaraz faszyzm na ulicach i bicie ludzi jak w Republice Weimarskiej. Trzeba radykalnie się z tym rozprawić, zamiast awansować prokuratorów, którzy umarzali sprawy neofaszystów. A dzieje się to za rządów PiS.  

rozmawiał Wiktor Ferfecki

"Rzeczpospolita"

Najczęściej czytane