Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Gargamel przy Okopowej postoi co najmniej rok

Monika Górecka-Czuryłło 15-05-2009, ostatnia aktualizacja 17-05-2009 13:27

Właściciel Czarnego Kota odwołał się od decyzji o jego rozbiórce. A miasto na rok przedłużyło mu dzierżawę gruntu.

autor: Radosław Pasterski
źródło: Fotorzepa
Grzegorz Buczek
autor: Seweryn Sołtys
źródło: Fotorzepa
Grzegorz Buczek

– Odwołaliśmy się w terminie, więc postanowienie powiatowego inspektora nadzoru budowlanego o rozbiórce czterech pięter nie ma już mocy prawnej – tłumaczy mecenas Zbigniew Gajczyk, przedstawiciel właścicieli tzw. Gargamela.

Dodaje, że jeśli mazowiecki inspektor utrzyma decyzję PINB-u, jest jeszcze droga sądowa. – A w 60 proc. takie postanowienia są uchylane – dodaje mecenas.

O nakazie rozbiórki wydanej przez PINB pisaliśmy jako pierwsi. Jak nam powiedział wówczas inspektor, obiekt nie miał dokumentów zezwalających na rozbudowę i użytkowanie ok. 2/3 powierzchni.

Właściciele hotelu twierdzą, że może on być w całości zalegalizowany, bo mogą wykazać, że spełnia on wszystkie wymogi bezpieczeństwa i norm budowlanych. Czy i kiedy złożone będą odpowiednie dokumenty, zdradzać nie chcą.

Nazwany przez warszawiaków Gargamelem Czarny Kot rozbudowuje się od 15 lat. Wieżyczki, przybudówki, łuki wyrastają dowolnie, zakłócając miejską przestrzeń. Ale nawet architekci przestali wierzyć w zburzenie obiektu. – Jest tendencja do legalizacji samowoli – twierdzą zgodnie.

W połowie maja wygasa umowa dzierżawy miejskiego gruntu, na którym stoi Gargamel. Władze stolicy mogłyby więc przejąć obiekt i go zburzyć. – Ale miasto musiałoby zapłacić za obiekt wzniesiony na działce – przypomina mecenas Gajczyk.

Miasto więc o rok umowę przedłużyło. – Była tak sformułowana, że nie wiadomo było, jak ją rozwiązać – tłumaczą urzędnicy w Biurze Gospodarki Nieruchomościami.

Grzegorz Buczek, urbanista: Już myślałem, że przyszła kryska na matyska. Niestety, skoro decyzja o rozbiórce nie jest ostateczna, to procedury mogą się ciągnąć. A nawet przy ostatecznych decyzjach rzadko dochodzi u nas do likwidacji samowoli. Jakoś się ją sankcjonuje, legalizuje. Stale powtarzam, że przestrzeń publiczną chronią tylko miejscowe plany. A tych brakuje.

Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy

Najczęściej czytane