DRUKUJ

Pałace wielkiego kina

Andrzej Bukowiecki 15-05-2008, ostatnia aktualizacja 18-05-2008 22:06

„Kino Palace” to nie tylko tytuł nowego spektaklu w teatrze Lalka. To także nazwa autentycznego przedwojennego kina – jednego z kilkunastu wielkich „zeroekranów” stolicy.

źródło: Życie Warszawy
autor: Gardziński Robert
źródło: Fotorzepa

Kino Palace było jednym z najbardziej eleganckich w międzywojennej Warszawie. Mieściło się przy ul. Chmielnej 9. To w nim jesienią 1926 r. odbyła się premiera „Trędowatej” z Jadwigą Smosarską. Teraz powraca ono w niezwykłym spektaklu w teatrze Lalka, więc od niego zacznijmy naszą wędrówkę po ówczesnych reprezentacyjnych kinach stolicy.

Wielkie zeroekrany

Mieczysław Fogg z sentymentem wspominał w piosence seanse „w małym kinie”, mistrz Ildefons pisał w wierszu, że „najlepsze te małe kina”, tymczasem w dawnej Warszawie tak naprawdę liczyło się tylko 16 największych, zwanych zeroekranami, w których rozpoczynały się – i nierzadko kończyły – kinowe kariery wszystkich filmów krajowych oraz zagranicznych. 16 spośród około 70 warszawskich sal kinowych, według stanu z 1 września 1939 r.

Niemal wszystkie przedwojenne zeroekrany znajdowały się w Śródmieściu, ściślej – w prostokącie zamkniętym Alejami Jerozolimskimi, Marszałkowską, Świętokrzyską i Nowym Światem. Kino Palace (przypomnijmy: Chmielna 9) otworzyło podwoje w roku 1920. Odziedziczyło schedę po kabarecie Akwarium, który w tym samym miejscu zabawiał publikę w sezonie 1918/1919. Nowy przybytek X muzy szybko zyskał renomę jednego z najbardziej prestiżowych kin stolicy. Trudno się dziwić: na widowni mogło zasiąść jednocześnie – bagatela – 1200 osób (dla przykładu w Multikinie w Złotych Tarasach mieści się 777 osób), a projekcjom jeszcze niemych filmów towarzyszyła własna orkiestra pod dyrekcją Józefa Wanta, licząca 21 muzyków. Co najciekawsze, ewakuacja publiczności trwała, nawet przy stuprocentowej frekwencji, dwie minuty. Było to niezwykle ważne z uwagi na łatwopalność ówczesnych taśm filmowych: groźny pożar strawił w tamtych latach niejedno kino.

Mniszkówna na gali

W reprezentacyjnym kinie Palace odbyło się zapewne wiele uroczystych premier „wielkich” filmów. 5 listopada 1926 r. rozpoczęła tam swój ekranowy żywot pierwsza niema ekranizacja „Trędowatej” Heleny Mniszkówny, w reżyserii Edwarda Puchalskiego i Józefa Węgrzyna, z „królową polskiego kina” Jadwigą Smosarską w roli Stefci Rudeckiej.

– Pamiętam tę premierę – mówiła córka Mniszkówny, a jej wspomnienie spisała Barbara Wachowicz w artykule zamieszczonym w 1971 r. w piśmie „Ty i ja” (przytaczam je za prawnukiem pisarki Michałem Raźniewskim, A. B.): „Pojechałam z matką (do Warszawy). Zamieszkałyśmy w hotelu Royal na Chmielnej, skąd było kilka kroków do kina Palace. Ale wyszłyśmy późno, matka szła wolno, zdążyłyśmy, kiedy już przygasły światła. W przerwie otoczyła nas rodzina z gratulacjami. Matka uciszała ich błagalnym głosem. Za nic nie chciała zdradzić swego incognito”.

Inną ciekawostką związaną z kinem Palace jest primaaprilisowy żart Antoniego Słonimskiego i Juliana Tuwima. W pastiszu „Dodatku Nadzwyczajnego” do „Kuriera Polskiego” z 1 kwietnia 1924 r. dwaj skamandryci pokpiwali z poziomu ówczesnego repertuaru filmowego takim oto anonsem: „Kino Palace. Chmielna 6 (omyłka czy również żart: szóstka jako odwrócona dziewiątka? – przyp. aut.). Pocz. o godz. 5 rano. Dramat komiczny w 72 aktach „Żona, która zdradziła męża”.

Mimo tych uszczypliwości w międzywojennej warszawce wytworzył się snobizm na chodzenie do Palace. Hołdują mu, jak pisze Janusz Stefańczyk, na portalu Culture. pl, młodzi bohaterowie wczesnych powieści Adma Ważyka – „Epizodu” i „Mitów rodzinnych”: kino przy Chmielnej 9 to jedno z tych miejsc w „eleganckiej dzielnicy”, w których „zachłannie przesiadują”.

Nie tylko Palace

Wspomnijmy o choćby kilku innych zeroekranach. Tylko przy Nowym Świecie przechodniów nęciło – nie licząc byłego Majestic – pięć obiektów tej klasy: Colosseum, Studio, Europa, Pan i Casino. Olbrzymie, jak sama nazwa wskazuje, Colosseum miało w 1939 r., po ostatnich przeróbkach architektonicznych zmniejszających widownię, 1700 miejsc. Europa wyróżniała się usytuowaniem widowni na pierwszym piętrze budynku.

Studio mieściło się tam, gdzie dziś jest galeria ZAR, a przez wiele lat po wojnie było związkowe kino Świat. Na miejscu wybudowanego jeszcze w latach I wojny światowej, specjalizującego się w wyświetlaniu filmów polskich Pana, stanęło w PRL, obecnie też już nieistniejące, kino Skarpa. Drugą pod względem ilości zeroekranów arterią śródmiejską była Marszałkowska. Filmy polskie oglądało się tu w Capitolu, który na kilka lat odrodził się pod tą samą nazwą w latach 90. Na pozostałe chadzano do Victorii, do słynącego z ambitnego repertuaru Światowida, do Imperialu, czyli późniejszej Polonii, gdzie obecnie mieści się teatr Krystyny Jandy bądź do najstarszego warszawskiego zeroekranu – Stylowego (otwarcie w 1912 r.).

Prestiżowe kina istniały także w innych częściach Śródmieścia. Kinoteatr Hollywood przy Hożej poprzedzał seanse filmowe rewiami taneczno-kabaretowymi. Dodatkową atrakcją pokazów w liczącej 1100 miejsc sali katolickiej Romy przy Nowogrodzkiej były koncerty na organach Wurlitzera. Ostatnie nowe luksusowe kino przed wojną – Napoleon na placu Trzech Krzyży – oddano do użytku w marcu 1939 r.

Po Palace – Bałtyk

Wróćmy jednak w pobliże Chmielnej. Przy Złotej otworzono jesienią 1937 r. Palladium, najwytworniejszy ze wszystkich dotychczasowych zeroekranów w Warszawie. Sama Chmielna szczyciła się także – i szczęśliwie szczyci do dziś – kinem Atlantic. Natomiast Palace zostało w 1935 r. przemianowane na Bałtyk. Inżynierowie Ludwik Krakowski i Maksymilian Kon jeszcze bardziej powiększyli widownię, która mogła od tamtej pory pomieścić 1242 osoby! Pod względem ambicji repertuarowych stare-nowe kino skutecznie rywalizowało ze Światowidem. W Bałtyku warszawiacy po raz pierwszy obejrzeli m.in. trzy słynne role Grety Garbo: w dźwiękowej „Annie Kareninie”, „Damie kameliowej” i „Pani Walewskiej”, a także francuskie arcydzieło Jeana Renoira „Towarzysze broni”.

Przez cztery ostatnie przedwojenne sezony Bałtyk godnie kontynuował tradycję kina Palace. Dziś w tym miejscu stoi inny budynek, po tamtym – jak napisał historyk filmu Tadeusz Pacewicz w artykule „Zeroekrany przedwojennej Warszawy” („Kwartalnik Filmowy Iluzjon”, nr 1 z 1989 r.) – nie został kamień na kamieniu.

Życie Warszawy