Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Handel z polówek do lamusa

Monika Górecka-Czuryłło 18-03-2009, ostatnia aktualizacja 20-03-2009 22:21

Wyprowadzka kupców ze Stadionu Dziesięciolecia czy spod Pałacu Kultury, próba uporządkowania targowiska przy Banacha i na Wolumenie – to pierwsze od wielu lat próby zapanowania nad handlem w mieście. Trochę późne, ale…

autor: Seweryn Sołtys
źródło: Fotorzepa

Najgorzej jest pod Stadionem Dziesięciolecia. Grzęznąc w błocie po kostki, trzeba zręcznie lawirować między stolikami ze skarpetami, polówkami z bluzkami i przepastnymi kramami z jeansem. Nie dać się zwieść rozłożystej Cygance, która „tylko powróży“, i sprytnie uskoczyć przed strumieniem deszczu, który właśnie chlusnął z dziurawej folii rozpostartej nad „handlowym pasażem“.

Na innych bazarkach jest lepiej, bo folia nad głową szczelniejsza, a trafiają się i pawilony. Na tym tle blaszak Kupieckich Domów Towarowych na pl. Defilad jawi się wręcz jako luksus.

Miasto od dawna zgłaszało chęć zmian i gdy wreszcie zabrało się za bazarowe porządki, zaczęły się schody. Zmianom ma ulec wizerunek wielu z 63 stołecznych targowisk. Często jednak racje oraz interesy kupców i ratusza zupełnie się rozchodzą.

Grzech opieszałości

Handlowe Eldorado w centrum miasta sięga początku lat 90. Wtedy to Stadion Dziesięciolecia, pl. Defilad z okolicami i wiele skrzyżowań głównych ulic zostały oblepione polówkami i stolikami. Potem – za przyzwoleniem władz miasta – zastąpiły je eleganckie „szczęki“. Na pl. Defilad stanęły tymczasowe blaszaki. Kupić tam można było wszystko: od żółtego sera i płynu do mycia naczyń, po futra czy markowe, jak zapewniano, adidasy.

Ale władzom miasta bałagan w centrum pomału zaczął doskwierać. Pod koniec lat 90. powstał program rozwoju handlu. Ograniczył się jednak do przeniesienia kupców ze „szczęk“ do wielkiego tymczasowego blaszaka. Potem kolejne ekipy samorządu już nie radziły sobie z bazarowym bałaganem. I choć np. pomysł likwidacji handlu na Stadionie pojawił się na długo przed Euro, skończyło się na pogróżkach.

A większość kupieckich protestów w obronie swoich miejsc pracy kończyła się tylko zamieszaniem. Ratusz przez kolejne kadencje samorządu, dla świętego spokoju, umowy z handlowcami przedłużał: tu o rok, tam o trzy miesiące albo chociaż o miesiąc. Decyzje i ich wykonanie wciąż odraczano.

Tu zajdzie zmiana

Ekipa prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz zapowiadała twardą politykę porządkowania bazarów. Przygotowania trwały długo. I choć wiceprezydent Andrzej Jakubiak od początku był przeciwny obecności zarówno blaszaka, jak i KDT na pl. Defilad, rozmowy z kupcami były prowadzone. – To nie były rozmowy o niczym. Proponowaliśmy kupcom inne rozwiązania. Nie skorzystali – wyjaśnia Jakubiak. Niektórzy miejscy urzędnicy twierdzą, że jeśli byłby konsekwentny, blaszaka KDT na pl. Defilad już by nie było. Kupcy nadal nie dają za wygraną. – Jesteśmy na pl. Defilad od 20 lat. Tu braliśmy sprawy w swoje ręce, tu powstawały sprawnie dziś działające nasze przedsiębiorstwa. Mamy mnóstwo klientów. Dlaczego miasto każe nam opuścić to miejsce? – zastanawiają się zwodzeni od lat handlujący.

Odpowiedź na wątpliwości kupców jest banalna – ratusz ma wobec pl. Defilad inne plany. Chce sprzedać ten najdroższy w mieście grunt za duże pieniądze.

I tutaj trzeba władzom przyznać rację. Niewykluczone, że z dobrodziejstwa dzierżawy atrakcyjnego gruntu skorzystaliby nie kupcy, ale możny deweloper. KDT same takiej inwestycji by nie udźwignęły. A za pieniądze ze sprzedaży gruntu miasto może wybudować np. nową ulicę.

Siła przyzwyczajenia

Argument zasiedzenia i przyzwyczajenia do miejsca handlu pojawia się na każdym targowisku, co do którego miasto ma inne plany. – Prawie zawsze nowe miejsce, które proponujemy kupcom, jest dla nich nieatrakcyjne – przyznaje szefowa miejskiego Biura Działalności Gospodarczej i Zezwoleń Joanna Tymińska. I podaje przykłady. – Kupcy z Różyckiego, który będzie zwrócony właścicielowi, mogli przenieść się na Bakalarską. Było tam miejsce też dla kupców z Banacha. Skończyło się odmową i awanturą. Bo przecież – jak mówią kupcy – bezduszny urzędnik nie zrozumie, że klienci przyzwyczajają się do miejsca handlu. Za kupcami nie pójdą, i bankructwo gotowe.

Ratusz jednak przypomina, że na pewno nie wszystkie bazary zostaną na swoich miejscach. – Już szukamy miejsca dla handlowców z Wałbrzyskiej, bo tam w planach są inwestycje. Zniknąć musi bazar z Czerniakowskiej, bo trzeba poszerzyć jezdnię. Budownictwo mieszkaniowe albo biura powstaną w miejscu bazaru przy Jaćwingów czy Gotarda – wylicza Tymińska. I trudno nie przyznać władzom stolicy racji. Planowy rozwój miasta, zrównoważona architektura i funkcjonalność są podstawą urbanistyki.

Światełka w tunelu

Szefowa miejskiej komisji gospodarki Zofia Trębicka twierdzi, że punktem przełomowym w modernizacji handlu w mieście było przekazanie kupcom gruntu przy Marywilskiej. Tam ma przenieść się handel ze Stadionu Dziesięciolecia.

Jest szansa na zmianę w wizerunku targowiska na Wolumenie. Miasto przedłużyło umowę na trzy lata, kupiecka spółka sama będzie prowadzić modernizację. Ma wstępny projekt. Podobnie może być rozwiązany problem bazaru przy Włościańskiej.

Ratusz jednak nie uniknie kłopotów. Punktem zapalnym jest bazar przy ul. Banacha. Pomysł, by TBS wybudował kupcom lokale handlowe, nie przypadł im do gustu. Domagają się targowiska miejskiego i preferencyjnych stawek czynszu. – Najlepiej, jeśli kupcy założą spółkę i sami wybudują hale lub dom handlowy – mówi Krystyna Kolba z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kupców. Jej spółka Nasz Rynek, która dzierżawi od miejskiej spółki grunt przy Bakalarskiej, buduje tam targowisko. Ale grupa kupców z Banacha twierdzi, że to nie jest czysty interes. Środowisko jest podzielone. – I takie podziały dodatkowo utrudniają rozmowy z kupcami – przyznaje Tymińska. – Jeden bazar, pięć ugrupowań. I z którym rozmawiać?

Trochę handlowej swobody

Bazary z miasta zniknąć nie powinny. – No, może z samego centrum – mówi socjolog Stanisław Nurek z uniwersytetu w Katowicach. – Są potrzebne nie tylko tym mniej zamożnym, ale i bogatszym. Każdy potrzebuje nieco swobody, naturalnych warunków, ludzkiej skali handlu. A tego nie dadzą centrum handlowe ani superelegancki sklep. Taki klimat zapewni bazarek. Ale oczywiście nie klepisko z polówkami.

Kupcy to wolni ludzie biznesu

prof. Bogdan Jałowiecki Uniwersytet Warszawski

Kupcy mówią: tu postawiłem 20 lat temu polówkę i tu teraz musi miasto mi zapewnić godziwe miejsce handlu. Czy to jakaś specjalna mentalność tej grupy społecznej?

prof. Bogdan Jałowiecki: Nie. To efekt 50 lat PRL i socjalizmu. Ci ludzie nadal wierzą, że muszą być chronieni jak dawniej klasa robotnicza. A czas się zmienił. Mamy kapitalizm, wprawdzie wilczy, ale taki jest dla każdej grupy społecznej. Dlaczego kupcy mieliby być uprzywilejowani? Przecież nie działają społecznie, charytatywnie. Są wolnymi ludźmi i prowadzą biznes.

To jak ratusz powinien uporządkować handel w mieście?

Powinien kierować się planem zagospodarowania przestrzennego, w którym mogą być też cywilizowane miejsca handlu. I powinien dbać o rozwój metropolii. Nie może zajmować się poszczególnymi grupami przedsiębiorców.

To znaczy, że jak w planie jest jakaś inwestycja: budynek mieszkalny, biurowiec, to bazar trzeba zlikwidować?

Oczywiście. Miasto powinno wypowiedzieć umowę najmu gruntu. A jeśli kupcy nie chcą terenu opuścić, to jest przecież komornik, odpowiednie służby. Na tym polega porządek prawny. Kupcy są przedsiębiorcami, którzy muszą liczyć na siebie. Jak większość z nas.

—rozmawiała Monika Górecka-Czuryłło

Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy

Najczęściej czytane