Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Inwestorzy stoją w kolejkach

Aneta Gawrońska 15-02-2017, ostatnia aktualizacja 15-02-2017 10:42

Transakcje z ceną powyżej ofertowej nie należą do rzadkości.

Klienci wyciągają oszczędności z nisko oprocentowanych lokat i decydują się na inwestowanie w mieszkania
źródło: 123RF
Klienci wyciągają oszczędności z nisko oprocentowanych lokat i decydują się na inwestowanie w mieszkania

Niespełna 24 godziny zajęła sprzedaż dwupokojowego mieszkania na gdańskim Przymorzu. Klient kupił lokal, nawet go nie oglądając. Jak opowiada Adam Świrgoń z agencji Północ Nieruchomości, po mieszkanie zgłosiło się w ciągu doby kolejnych 12 chętnych.

– Takie transakcje trafiają się i na rynku mieszkań na sprzedaż, i na wynajem – mówi Robert Sulma, ekspert agencji NowodworskiEstates. – Bez oglądania kupowane są najczęściej lokale z rynku pierwotnego. To zupełnie naturalne. Mieszkania od dewelopera wybiera się m.in. na podstawie wizualizacji, rzutów powierzchni, prospektów informacyjnych.

Podbijanie cen

Na rynku wtórnym, jak mówi Robert Sulma, o błyskawiczne transakcje bez oglądania nieruchomości jest coraz trudniej. – Klienci chcą mieszkanie zobaczyć, sprawdzić sąsiedztwo, porozmawiać o kosztach utrzymania – mówi ekspert NowodworskiEstates. – Zdarza się jednak, że po niewielkich negocjacjach cen kupujący wpłaca zaliczkę albo zadatek, a spotkanie ze sprzedającym w mieszkaniu jest już właściwie tylko formalnością. Takie transakcje dotyczą głównie lokali z okazyjną ceną – dodaje.

Robert Sulma wspomina, że sam sprzedał mieszkanie, zanim klient je zobaczył. – Cena lokalu, niższa od cen innych mieszkań w okolicy, nie była celowo zaniżona. To ceny innych lokali były zawyżone – opowiada. – Klient znał okolicę, wiedział, ile są warte nieruchomości, stąd tak szybka decyzja – wyjaśnia.

I podaje przykłady szybkich transakcji. Za 185 tys. zł sprzedało się 30-metrowe mieszkanie w nowym bloku przy ul. Bochenka w Krakowie. Podobne lokale w okolicy były oferowane po 215 tys. zł. Lokal z miejscem parkingowym przy ul. Tuchowskiej zmienił właściciela za 470 tys. zł. Porównywalne nieruchomości w tej części Krakowa były wystawiane z ceną 520 tys. zł.

Na szybkie zakupy wskazuje także Filip Duda z gdańskiego oddziału Freedom Nieruchomości. – Klienci wyciągają oszczędności z nisko oprocentowanych lokat i decydują się na inwestowanie w mieszkania – tłumaczy. Na celowniku inwestorów są mieszkania od 40 do ponad 80 mkw.

– Takie transakcje dotyczą lokali w określonych budynkach. Najlepiej, by było to pierwsze piętro w czteropiętrowym budynku z wielkiej płyty. Jeśli cena jest jednak dobra, kupujący decydują się na lokale i w dziesięciopiętrowych blokach – zauważa Filip Duda.

Inwestorzy muszą się spieszyć z zakupami mieszkań na dobrze skomunikowanych z uczelniami osiedlach. W cenie są także lokale niedaleko morza. Za pośrednictwem Freedom Nieruchomości sprzedało się 36-metrowe jednopokojowe mieszkanie na gdańskim Śródmieściu. Cena ofertowa to 220 tys. zł, a transakcyjna – 240 tys. zł. – Nieruchomość była warta ok. 265 tys. zł. Inwestor zjawił się po dwóch godzinach – opowiada Filip Duda.

Rozgrzani emocjami

Ekspert Freedom Nieruchomości zwraca uwagę, że inwestorów przybywa z miesiąca na miesiąc. – To dobry czas na inwestowanie w mieszkania, bo wciąż możemy mówić o deficycie lokali na wynajem – twierdzi ekspert Freedom Nieruchomości.

Także Robert Sulma ocenia, że dziś jest świetny moment dla inwestorów. – Po czterech latach ceny nieruchomości wyraźnie idą w górę – zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym. Czy błyskawicznych transakcji będzie przybywać? Trudno powiedzieć, bo to zależy od wielu czynników – mówi.

Pytana o szybkie zakupy Joanna Lebiedź, pośredniczka z agencji Lebiedź Nieruchomości, zapewnia, że zdarzają się one zawsze. – I w dołku, i w panice, i na stosunkowo stabilnym rynku – zauważa. – W każdym czasie znajdzie się kupujący, który decyzję o zakupie podejmie natychmiast, już podczas oglądania nieruchomości albo zanim tę nieruchomość zobaczy. Jako pośrednik nieraz miałam do czynienia z takimi transakcjami – podkreśla.

Zdaniem Joanny Lebiedź błyskawiczne zakupy są uzasadnione w czasie rynkowej paniki. – Nabywca ma świadomość, że na upatrzoną przez niego nieruchomość ma chrapkę co najmniej kilkunastu, jeśli nie kilkudziesięciu klientów, równie rozgrzanych emocjami i lękiem, że oferta im przepadnie – opowiada.

Dodaje, że w spokojniejszych czasach takie decyzje są podejmowane przeważnie z przyczyn osobistych: ktoś musi szybko sprzedać, ktoś musi szybko kupić. Zdarza się, że klient natychmiast decyduje się na nieruchomość ze względu na jej cechy szczególne, które mają dla niego dużą wartość. – Transakcje z ceną powyżej ofertowej nie należą do rzadkości – mówi Joanna Lebiedź. – Często dzieje się tak wtedy, gdy cena wywoławcza jest na rynkowym poziomie. Po tak wycenione lokale ustawia się często kolejka chętnych i dochodzi do podbijania ceny – dodaje.

Poza folderem

Na inwestycje w nieruchomości zwraca też uwagę Maciej Górka, analityk portalu Domiporta.pl. – Coraz większe grupy inwestorów zniechęcone zyskami z lokat, a zachęcone kilkuprocentową rentownością z najmu, inwestują kapitał w ten właśnie sposób - mówi Górka. – Rośnie zainteresowanie mieszkaniami o powierzchni 30–55 mkw. Najbardziej popularne są dobrze zlokalizowane lokale z rynku wtórnego, które nie wymagają gruntownych remontów – zauważa. Ale i deweloperzy nie mogą narzekać na sprzedaż. Nowe lokale są kupowane także w pakietach.

– Na rynku wtórnym coraz trudniej o odpowiednie na inwestycje mieszkania. Deweloperzy dobrze wykorzystują swoją szansę, budując lokale z myślą o inwestorach – opowiada Maciej Górka. – Nie udostępniają ich w oficjalnych folderach reklamowych, ale dopiero na prywatnych spotkaniach.

Karolina Jaworska, analityk Wrocławskiej Giełdy Nieruchomości, zwraca uwagę, że na rynku wtórnym transakcje odbywają się głównie za gotówkę. Takie zakupy stanowią 55 proc. – Zdarza się, że jedno mieszkanie chce kupić kilku inwestorów z pieniędzmi w ręce – potwierdza Karolina Jaworska. Dodaje, że na rynku wrocławskim nie zdarzają się jednak transakcje „wirtualne" – bez oglądania nieruchomości. – Tak było w latach 2007–2008, kiedy ceny rosły niemal z tygodnia na tydzień. Podaż była mała, a popyt duży – wspomina.

"Rzeczpospolita"