Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Dom spółdzielców w dawnej alei arystokracji

Jerzy Ziomecki 23-04-2018, ostatnia aktualizacja 23-04-2018 10:44

Mokotowska 51/53 w Warszawie.

Budynek powstał na planie litery U i jest wybitnym przykładem akademickiego klasycyzmu. Nawiązuje do estetyki starożytnej Grecji i Rzymu.
autor: Robert Gardziński
źródło: Rzeczpospolita
Budynek powstał na planie litery U i jest wybitnym przykładem akademickiego klasycyzmu. Nawiązuje do estetyki starożytnej Grecji i Rzymu.

Dom mieszkalny pod adresem Mokotowska 51/53 został wybudowany w 1925 roku przez Pierwsze Warszawskie Towarzystwo Spółdzielczej Budowy Własnych Mieszkań. Towarzystwo założone przez lekarzy i adwokatów, przekształcone w Spółdzielnię Mieszkaniową Dom, rzeczywiście było jedną z pierwszych tego typu kooperatyw w stolicy. Wcześniej kamienice powstawały na zlecenie pojedynczych inwestorów. Ruch spółdzielczy w II Rzeczypospolitej zmienił ten stan rzeczy, choć niektóre plany krzyżował wielki kryzys. Pionierska spółdzielnia mieszkaniowa w Warszawie powstała 1 lipca 1923 roku, w jej skład weszło 54 członków, w tym 21 kobiet.

Pierwszym celem nowej spółdzielni było zebranie funduszy potrzebnych na zakup działki w centrum miasta. Wybór padł na ulicę Mokotowską, już wtedy jedną z najdroższych i najbardziej reprezentacyjnych ulic Śródmieścia. Do końca XIX wieku była to ekskluzywna aleja arystokratów i wielkiej burżuazji, swoje posiadłości mieli tu książęta Radziwiłłowie, Woronieccy, Lubomirscy. Z początkiem XX wieku rozpoczął się proces demokratyzacji Mokotowskiej, zaczęła tutaj przeważać zamożna klasa średnia. Spółdzielnia odkupiła działkę od księcia Lubomirskiego. Kamień węgielny pod budynek położono już 23 listopada 1923 roku, co pokazuje, że działano szybko i sprawnie.

Autorem projektu kamienicy został prof. Marian Lalewicz, dziekan i prorektor Politechniki Warszawskiej. Z dokumentów wynika, że bywał tu nawet kierownikiem budowy. Wybudowana na planie litery U pięciopiętrowa kamienica stanowi wybitny przykład akademickiego klasycyzmu. Specjalnością Lalewicza i jego znakiem rozpoznawczym był styl architektoniczny nawiązujący do ideałów estetyki starożytnej Grecji i Rzymu. Artysta kształcił się w Petersburgu, gdzie pozostawił po sobie trwały ślad, projektując m.in. neoklasyczny gmach Banku Syberyjskiego przy Newskim Prospekcie czy luksusowy dom towarowy firmy futrzarskiej dla nuworyszy.

Rachunkowość związaną z powstawaniem kamienicy przy Mokotowskiej 51/53 prowadzono w złotych polskich, co przy szalejącej inflacji było przedsięwzięciem dość ryzykownym. Na podstawie zachowanych rozliczeń można dziś oszacować, ile kosztowała ta jedna z najdroższych kamienic przedwojennej Warszawy. Najwięcej pieniędzy pochłonęły oczywiście roboty murarskie – 830 tys. zł. Prace tynkowe wiązały się z wydatkiem 200 tys. zł, droższe były prace stolarskie: 230 tys. zł. Pokaźne środki zainwestowano w centralne ogrzewanie: 170 tys. zł, oraz w instalacje elektryczne i gazowe: w sumie 100 tys. zł. Koszt całego obiektu przekroczył 2,4 mln zł.

Apartamenty ze stryszkiem

„Mieszkania zależnie od ich wielkości posiadają pokoiki dla służby na jedno lub dwa łóżka. W mieszkaniach urządzono możliwie jak największą ilość szaf ściennych, schowanek, spiżarek oraz pawlaczów" – informowała broszurka z lat 30. „Posadzki w pokojach, przedpokojach i pasażach ułożono z klepki dębowej, a w łazienkach – ksylolitowe. (...) Strychy są podzielone przegrodami siatkowymi w ten sposób, że każde z mieszkań posiada swój stryszek". W kamienicy przy Mokotowskiej znalazło się 66 apartamentów, większość z nich o powierzchni powyżej 100 mkw., posiadających pięć pokoi i więcej, co w sumie dawało 305 pomieszczeń w całym budynku.

Monumentalna kamienica przy Mokotowskiej przeznaczona była dla 200 osób. Do mieszkań prowadziły cztery frontowe klatki schodowe z nowoczesną windą, wykończone z dbałością o artystyczne detale, przy użyciu kosztownych materiałów z Włoch i Francji. Wysokość każdego piętra to 3,45 m. „Nadmienić jeszcze należy, że większość właścicieli lokali nie poprzestała na typowym wykończeniu, lecz na własny koszt, za pośrednictwem Spółdzielni, wykonała w swych lokalach roboty dodatkowe o charakterze bardzo komfortowym" – czytamy w broszurce wydanej z okazji 10-lecia założenia Spółdzielni Mieszkaniowej Dom.

W kamienicy przy Mokotowskiej 51/53 w latach 20. i 30 XX wieku mieszkali lub mieli swoje kancelarie najbardziej wzięci adwokaci: Zygmunt Jaczewski, Jerzy Krysiński, Aleksander Korybut-Daszkiewicz. A także znakomici lekarze, specjaliści w zakresie chorób wewnętrznych oraz „dyskretnych", jak eufemistycznie nazywano wówczas choroby weneryczne. W tych ostatnich specjalizowali się doktorzy Leon Horbowski-Zaranek i Feliks Rostowski. Z kolei pani Rostowska była pierwszą Polką, która zabiegi kosmetyczne dla kobiet oparła na rzetelnych, naukowych podstawach. Jako jedna z pierwszych w Europie unowocześniła produkcję środków higienicznych i pielęgnacyjnych.

W czasach świetności II RP w sąsiedniej kamienicy pod numerem 55 mieściła się siedziba Warszawskiego Chrześcijańskiego Towarzystwa Ochrony Kobiet. W domu pod numerem 50 w pewnym okresie mieszkał Józef Piłsudski. Mieszkańcy Mokotowskiej 51/53 mieli kilka kroków do placu Zbawiciela, nazywanego Rotundą, ze względu na swój okrągły kształt. Okolica była prestiżowa i wielkomiejska. Choć jeszcze sto lat wcześniej w klinie ulic Marszałkowskiej i Mokotowskiej istniało wielohektarowe gospodarstwo ogrodnicze ze szkółkami drzew owocowych oraz cieplarnią na winogrona. Najchętniej odwiedzanymi kawiarniami w okolicy była Wiedeńska i Czesławówka.

Gwiazda filmowa

Szczęśliwe życie warszawskich elit przerwał wybuch wojny. W 1944 roku dom przy Mokotowskiej 51/53 miał spalone dachy, zniszczone ogrodzenie, a główne skrzydło budynku straciło zwieńczenie. Prof. Marian Lalewicz został rozstrzelany w sierpniu 1944 w egzekucji przy ulicy Dzikiej.

Po zakończeniu wojny na Mokotowskiej rozpoczęły się prace remontowe i rekonstrukcyjne. Do kamienicy Lalewicza dobudowano dodatkowe, piąte skrzydło (na miejscu rozebranej kamienicy przy Mokotowskiej 49). W latach PRL neoklasyczna kamienica z 1925 roku wielokrotnie pokazywana była w filmach próbujących odtworzyć ducha przedwojennej Polski: „Dziewczęta z Nowolipek" czy „Awantura o Basię". Ale nie tylko, bo budynek „zagrał" również w „Stawce większej niż życie" i w „07 zgłoś się".

Ze względu na swą historię, lokalizację oraz nowych lokatorów (wśród nich wielu prominentnych urzędników) budynek przez dziesięciolecia był utrzymywany w dobrym stanie. Notable zamieszkujący warszawską rezydencję docenili kamienicę, która do dziś ma otwarty od ulicy dziedziniec z bocznymi skrzydłami i efektowną bramę wjazdową. Dom powstał w epoce, gdy szukano sposobu na uniknięcie budowania kamienic z mrocznymi podwórkami-studniami. W przypadku Mokotowskiej 51/53 tego błędu nie popełniono.

W 1981 roku przeprowadzono niewielki remont frontowej elewacji. Czas jednak nieuchronnie powodował dalsze zniszczenia murów i tynku. Dopiero w 2017 roku wspólnota mieszkaniowa wystąpiła o dotację do urzędu miasta na przeprowadzenie prac remontowych. Miasto udzieliło dofinansowania w wysokości 345 000 zł, co stanowiło 60 proc. całkowitych kosztów. Odnowiona w tym roku kamienica znowu wygląda jak świeżo wybudowana, mimo pewnych drobnych odstępstw od wersji oryginalnej z 1925 roku. Uczestnicy weekendowych spacerów „Warszawskie Konserwacje", organizowanych w kwietniu przez warszawski ratusz, twierdzą, że dom po odnowieniu zachwyca. Ulica Mokotowska jako całość założenia urbanistycznego jest wpisana do rejestru zabytków.

Historia zapisana w murach

W maju „Rzeczpospolita" już po raz drugi zaprasza do Gdyni na Real Esatate Impactor. W tym roku tematem głównym konferencji będzie tożsamość miast. Bez niej trudno zabiegać dziś m.in. o przychylność inwestorów, którzy są niezbędni dla rozwoju metropolii XXI wieku. Pielęgnowanie tożsamości nierozerwalnie łączy się z dbaniem o autentyczność i historię. Ta zapisana jest chociażby w tysiącach pięknych kamienic rozsianych w najróżniejszych miejscach Polski. Stąd nasz cykl o kamienicach z duszą.

"Rzeczpospolita"