Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Mamy brązowy medal

Janusz Pindera 04-10-2009, ostatnia aktualizacja 05-10-2009 21:35

Polki w meczu o brązowy medal nie dały Niemkom szans. Wygrały 3:0 i mogą być z siebie dumne. W finale reprezentacja Włoch pokonała Holandię.

autor: Piotr Nowak
źródło: Fotorzepa
autor: Marian Zubrzycki
źródło: Fotorzepa
autor: Piotr Nowak
źródło: Fotorzepa

Zobacz radość Polek

To był krótki koncert przed wspaniałą publicznością. Blisko 14 tysięcy ludzi w łódzkiej Atlas Arenie obejrzało jednostronne widowisko, w którym od początku do końca pierwszoplanowe role grały Polki. Zaczęły i kończyły mecz w tym samym składzie, w którym awansowały do strefy medalowej – z Mileną Sadurek na rozegraniu, z Katarzyną Gajgał i Agnieszką Bednarek-Kaszą na środku, z Aleksandrą Jagieło i Anną Barańską (przyjęcie z atakiem), Joanną Kaczor (atak) i Mariolą Zenik jako libero.

Niemki liczyły przede wszystkim na znakomitą środkową Christiane Fuerst i Margarete Kozuch. – Małgosia jest w tej drużynie szefem – mówił jej ojciec, Mirosław Kożuch, przed laty siatkarz Startu Gdynia. Urodzona w Hamburgu Małgorzata grała dobrze, ale Polki w tym spotkaniu praktycznie nie popełniały błędów. Pierwszego seta wygrały 25:16, drugiego 25:19 i dopiero w trzecim napotkały opór ze strony Niemek (20:19 i 23:23), który jednak przełamały. Ostatnie 2 punkty zdobyła potężnymi atakami kapitan polskiego zespołu Anna Barańska. A później oglądaliśmy już taniec szczęścia drużyny, która osiągnęła w tych mistrzostwach więcej, niż ktokolwiek mógł przypuszczać.

W sobotę był półfinał i czwarty w tym roku mecz z Holandią. Nie przyniósł on Polkom szczęśliwego zakończenia, przegrały 1:3.

Na początku pierwszego seta, choć kłopoty z przyjęciem bardzo trudnej zagrywki rywalek miała nasza libero Mariola Zenik, wymiana ciosów z obu stron trwała w najlepsze. Po autowym ataku gwiazdy holenderskiego zespołu – Manon Flier – Polki miały punkt przewagi (6:5). Chwilę później po skutecznej zagrywce Aleksandry Jagieło prowadziły 7:5 i nic nie wskazywało na to, że już wkrótce nastąpi długa zapaść naszej drużyny. Od stanu 8:7 Polki przestały być równorzędnym rywalem Holenderek. Do końca tego seta zdobyły już tylko 3 punkty. W drugiej partii było niewiele lepiej. Holenderki wygrały ją 25:15.

Ci, którzy po dwóch szybko przegranych setach przekreślili już szanse Polek na dłuższą grę w tym spotkaniu, musieli zmienić zdanie. Polki przypomniały sobie widocznie wygrane spotkanie z Rosją, bo zaczęły grać równie skutecznie jak w środę. Od stanu 6:5 nie oddały prowadzenia już do końca. Skuteczność odzyskały Kaczor (15 pkt, najwięcej w polskim zespole) i Barańska (14 pkt). Nie pomagały atomowe ataki mierzącej 191 cm Flier i jeszcze wyższej (194 cm) Chaine Staelens. Ostatni punkt zdobyła Kaczor i nasze siatkarki mogły się cieszyć z pierwszego wygranego seta z tym przeciwnikiem.

Nadzieje na tie-break i zwycięstwo rozwiane zostały wraz z ostatnim atakiem środkowej Caroline Vensink, ale gdy Polki prowadziły 16:14, rywalkom wcale nie było do śmiechu. Nasze siatkarki biły się o każdy punkt jak o życie i wszystko w tym meczu było jeszcze możliwe. Holenderki uciekły na bezpieczną odległość dopiero w końcówce tej partii, wykorzystując błędy naszego zespołu. Najpierw Barańska zaserwowała w aut i było 20:18 dla rywalek, po chwili w wyniku nieporozumienia między rozgrywającą Mileną Sadurek i środkową Agnieszką Bednarek Holandia prowadziła już 21:18. Ale Polki nie zamierzały się poddać. Walczyły do końca, ale z tak dobrze dysponowanym przeciwnikiem nie były w stanie wygrać.

Życie Warszawy