Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Dziwne dzieje Norblina

Rafał Jabłoński 18-06-2009, ostatnia aktualizacja 25-06-2009 20:15

Lekką ręką miasto pozbyło się unikalnego zabytku XIX-wiecznej kultury technicznej. Między nieźle zachowanymi halami walcowni Norblina powstać ma osiedle.

*Rozebranie komina w Norblinie stało się podwójnie symboliczne – stara fabryka nie wznowi już produkcji, nawet dla celów dydaktycznych. A nowa – ulokowana koło Huty Warszawa  – splajtowała
autor: Jakub Ostałowski
źródło: Fotorzepa
*Rozebranie komina w Norblinie stało się podwójnie symboliczne – stara fabryka nie wznowi już produkcji, nawet dla celów dydaktycznych. A nowa – ulokowana koło Huty Warszawa – splajtowała
 *Powiew przeszłości - wnętrze  mosiężnego carskiego guzika wojskowego z napisem cyrylicą – br. Buch.
autor: Waldemar Kompała
źródło: Fotorzepa
*Powiew przeszłości - wnętrze mosiężnego carskiego guzika wojskowego z napisem cyrylicą – br. Buch.
*Resztki prasy z przedwojennego Norblina. Uratowane spod gruzów po prowizorycznym remoncie służyły rzemieślnikom przy ulicy Łuckiej
autor: Jakub Ostałowski
źródło: Fotorzepa
*Resztki prasy z przedwojennego Norblina. Uratowane spod gruzów po prowizorycznym remoncie służyły rzemieślnikom przy ulicy Łuckiej

Tak jak kiedyś fabryka ta była wizytówką Warszawy, tak potem stała się kłopotem, a dziś jest wstydem. Firma zaliczana była do dziesięciu największych stołecznych zakładów. Przed I wojną światową zatrudniała 600 osób, przed drugą – dwa razy tyle. Ale po wyzwoleniu już się nie podniosła z upadku.

„Dziś Walcownia Metali Warszawa jest prawdziwym skansenem technicznym, od dawna bowiem nie unowocześniano fabryki, wychodząc z założenia, że lata zakładu (...) są policzone” – napisał w „Kurierze Polskim” wyżej podpisany. Był marzec 1974 r. i zaczęto wtedy mówić, że jeszcze rok, dwa i walcownia przeniesiona zostanie w rejon Huty Warszawa. A ulica Prosta, przy której stały budynki uniemożliwiające poszerzenie drugiej jezdni, nareszcie będzie prosta.

Coś mnie podkusiło i poszedłem na tę Prostą róg Żelaznej. To było naprawdę powalające na kolana miejsce. W halach żywcem wyjętych z XIX-wiecznej fabryki unosiły się dymy znikające gdzieś pod sufitem, w przyćmionym blasku świetlików. W oddali buchały płomienie z odlewanych właśnie metali, a na wielkich stołach ciągarki, przed 100 laty będące ostatnim krzykiem techniki, przemieniały mosiężne pręty w drut. Brakowało tylko postaci, które w tymże 1974 roku pojawiły się na ekranie Wajdowskiej „Ziemi obiecanej”.

Artykuł „Norblin – techniczny skansen” trafił do ówczesnego urzędu konserwatorskiego i, jak mnie poinformowano, zaczęto tam zastanawiać się nad utrzymaniem tego obiektu jako zabytku. Z tymże zastrzeżeniem, iż południowa część fabryki, odbudowana po wojnie, miała pójść pod młot, dzięki czemu ulica Prosta stałaby się taka, jaka jest jej nazwa. Kiedy po sześciu latach mury opustoszały, Prostej jednak nie wyprostowano, a fabrykę przekazano Muzeum Techniki. Dla dobra zabytku zdecydowano się na zablokowanie arterii w centrum miasta, a ostatnio sprzedano te budynki prywatnej firmie. Nie jestem pewien, czy nie stało się wtedy źle, bo gdyby teren był mniejszy i siłą rzeczy mniej atrakcyjny, to po latach tak ochoczo nie rzuciliby się na niego deweloperzy.

Małżeństwo, sprzedaż i pociski

Prawie 150 lat temu w Warszawie działały trzy interesujące fabryczki. Norblin (potomek słynnego grafika) zajmował się platerami, bracia Buch robili „w mosiądzu”, a Teodor Werner wytwarzał produkty srebrne. Tak na marginesie wyjaśnijmy, co to takiego plater. Otóż była to technika skuwania na gorąco blach (np. srebrnych z mosiężnymi), a potem walcowania tego na zimno i wytłaczania różnych przedmiotów. Klient dostawał wtedy srebrne z wierzchu sztućce, znacznie tańsze od całkowicie srebrnych. Na tej właśnie metodzie Norblin zrobił wielkie pieniądze.

Córka Norblina wyszła za mąż za Wernera, a w latach 80. zaprzeszłego wieku połączona firma nabyła zakłady braci Buch, które mieściły się właśnie przy Prostej. I powstała spółka o międzynarodowej sławie – Norblin, Bracia Buch i T. Werner. Tu mała biznesowa ciekawostka – małżeństwo oraz potomkowie Norblina wykupili od taty firmę po nader korzystnej cenie. A po kilku latach resztę dostali w spadku.

Co ciekawe, każdy z połączonych zakładów kontynuował swą specjalizację. Ponieważ nie istniała już granica celna między Kongresówką a Rosją, handel szedł na całego. Przedstawicielstwa znajdowały się w wielu rosyjskich miastach, a nawet w jeszcze odleglejszym Teheranie.

Norblin całymi latami robił przedmioty, które sprzedawały się nie tylko w Polsce. Ale produkował też dla wojska – przed I wojną mosiężne guziki (Bracia Buch) i wyposażenie z metali kolorowych, a w okresie międzywojennym głównie łuski karabinowe. Uważa się, że firma elaborowała też amunicję, to znaczy łączyła pociski z łuskami, wypełniając je prochem, o czym świadczą specjalne oznaczenia.

Wszystko kwitło do 1915 roku, kiedy to wycofujący się Rosjanie ewakuowali fabrykę. Według jednej relacji – nic do odradzającej się Polski nie wróciło, według innej – tylko kilka maszyn. W każdym razie Norblin zdołał odbudować się, ale tylko do 1939 roku, kiedy to bomby i pociski artyleryjskie spadły na budynki położone bliżej Łuckiej. Powstanie dokończyło dzieła zniszczenia, a po wojnie byle jak odremontowano hale. Tę partaninę można dziś zobaczyć tuż przy torze tramwajowym ulicy Prostej.

Ostatnie spojrzenie

Na początku lat 80. walcownia przeniosła się w rejon Huty Warszawa i powróciła do nazwy – Norblin. Następnie została przejęta przez Universal i splajtowała. Wyprzedaż norblinowskiego majątku trwa do dziś. Przy Prostej pozostały stare hale z dawnym wyposażeniem, które jeszcze kilka lat temu nadawało się do użytku. Muzeum Techniki próbowało w celach dydaktycznych uruchamiać na krótko odlewnię i pozostałe urządzenia, ale wywołało to protest ekologów. I trzeba było zrezygnować z niezwykle ciekawego pomysłu. Rozebrano też wysoki komin i Norblin nigdy już niczego nie odleje ani nie wywalcuje.

Potem w sprawie budynków przy Prostej urzędnicy podjęli kilka dziwnych decyzji, które latami będą złośliwie komentowane. Muzeum zostało stamtąd wyrzucone, a teren przejęła firma deweloperska. Z czasem kupił to fundusz inwestycyjny, a teraz kolejna spółka zamierza wybudować tam małe osiedle, bo dużego pomiędzy dawnymi halami się nie da postawić.

Kto wie, czy to już nie ostatnie miesiące fabryki Norblin, Bracia Buch i T. Werner w jej dawnym kształcie. Niestety wejść dziś tam nie sposób, bo właściciel wystawił czujne warty; zajrzeć można tylko przez bramę.

Dodaj swoją opinię lub napisz na czytelnik@zw.com.pl

Życie Warszawy