Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Magia słowa poza kontrolą

mz, Dominika Węcławek 17-01-2008, ostatnia aktualizacja 17-01-2008 18:21

Bolesław Leśmian – mały człowiek z wielką wyobraźnią – 70 lat po swojej śmierci odżywa w świecie popkultury. Przeniknął do komiksu, muzyki, gier RPG, a nawet odrębnego kręgu kulturowego.

źródło: Nieznane

„Między niebem a piekłem, pośród słynnych bezdroży, co je lotem starannie mija duch boży, stoi stara karczma, w której widma opojów święcą tryumfy szałów swych pijackich znojów” – to pierwsze słowa piosenki „Psychoteka” zespołu Żywiołak. Są niemal identyczne z początkowymi strofami wiersza „Karczma” Bolesława Leśmiana. Jak się bowiem okazuje, twórczość tego artysty fascynuje i inspiruje dziś wielu młodych twórców.Grafoman i jego kochanki

Taka sytuacja zapewne nie mieściłaby się w głowach współczesnych Leśmianowi krytyków, a już na pewno kolegów po piórze. Za życia bowiem niektórzy uznawali go za nieszkodliwego dziwaka, czy jak zauważa badacz literatury młodopolskiej Artur Hutnikiewicz, niemal grafomana, który na siłę wymyślał neologizmy, by wersy rymowały się ze sobą.Inni, jak choćby Skamandryci, potrafili otwarcie żartować sobie nie tyle z twórczości Leśmiana, co z jego powierzchowności. Niski, wynoszący niewiele ponad 1,5 metra wzrost i orli nos bawiły nie tylko rezydentów pięterka w Ziemiańskiej. O tym, jak postrzegano Leśmiana, wiele mówi słynna karykatura Edwarda Głowackiego, przedstawiającą poetę jako pokurczonego człowieczka z orlim nosem, siedzącego na własnych dłoniach w zbyt wielkim fotelu. Jedynie kobiety zdawały się doceniać artystę za życia. Doszło do tego, że w wieku czterdziestu lat miał równocześnie żonę i dwie kochanki. Do jednej z nich Dory Lebenthal adresował kipiące uwielbieniem słowa z „Malinowego chruśniaku”. O ile jednak czar iłżańskiego ogródka, w którym skrywali się kochankowie, przeminął wraz ze szpetną przebudową domu na zboczu zamkowej góry, o tyle zbiór erotyków Leśmiana zachwyca do dziś. Kto raz zagłębił się w gąszcz tych wersów, nie mógł nie odczuć pokusy, by chociaż odrobinę uszczknąć dla swojej wybranki serca. Garściami z Leśmiana czerpią dziś jednak przede wszystkim miłośnicy nadprzyrodzonego świata, który powołał on do życia.Psychodeliczna Świteź

Stołeczny zespół Żywiołak, grający, jak sam to określa, biometal, wydał niedawno maxisingiel „Muzyka psychodelicznej Świtezi” (wyd. Karrot Kommando). Połowę utworów stanowią na nim interpretacje tekstów Leśmiana. Pulsujący rytm wybijany na barabanie, do tego bogactwo ludowych instrumentów – między innymi lira korbowa – zaaranżowanych tak, że wprawiają słuchacza w trans, sprawiając, iż momentalnie zaczyna on współodczuwać klimat opowieści żywcem wyjętych z tekstów poety bądź przynajmniej nim przesyconych.– Ja tak naprawdę jeszcze do niedawna nie potrafiłem tworzyć tekstów. Myślę, że to właśnie Leśmian spowodował, że sam zacząłem pisać. Nie jestem pasjonatem poezji – mało we mnie chyba wrażliwości w tym temacie. Jestem raczej takim folkowym punkiem – wyznaje Robert Jaworski, jeden z założycieli Żywiołaka, autor większości tekstów. Tym, co muzyków z warszawskiego zespołu fascynuje w Leśmianie najbardziej są odniesienia do demonologii ludowej oraz olbrzymia dawka „słowianizowania”.– Pojęcie to wymyślił mój kolega, autor naszego utworu „Czarodzielnica”, zgorzelski poeta nowej generacji, który czerpie również z Leśmiana. „Słowianizowanie” jest terminem nawiązującym do folkloru słowiańskiego – tłumaczy Jaworski. Dusiołki, Topielce, Południce, Wiły oraz inne zarówno tradycyjnie ludowe, jak i wymyślone przez Leśmiana stwory przyciągają także miłośników RPG (Role Playing Games, czyli gier z podziałem na role), którzy dzielą się w internecie wszystkimi możliwymi informacjami na temat demonów – o tym, jak powstają, jakie stwarzają zagrożenie, ale także jak się przed nimi bronić. Nic dziwnego, poeta dokonał nieświadomie syntezy elementów dla fantastów ponadczasowych, łącząc np. mroczny klimat nieśmiertelnego E.A. Poego z orientalną magią „Baśni tysiąca i jednej nocy”. Buty Tajemnika

Nie tylko gracze RPG opowiadają dziś sobie Leśmianowe klechdy. Magda Lena Górska, związana z Grupą Artystyczną Studnia O., wraz z Serge’em Tamasem, muzykiem z Gwadelupy, na pierwszej edycji Festiwalu Opowiadaczy postanowiła ożywić historię Jana Tajemnika, który wszedł w układ z diabłem. Ta sama legenda zainspirowała rysowniczkę Aleksandrę Spanowicz do stworzenia komiksu „Buty” (wyd. Timof i Cisi Wspólnicy).– O dziwo nie trafiłam na tekst „Jan Tajemnik” w zbiorze dzieł Leśmianowskich, lecz wśród opowiadań ludowych. I już nie mogłam się od niego uwolnić. Taką widocznie ma moc – opowiada artystka.– Mój obraz w trakcie pracy, a trwała ona dość długo, nawet z kilkuletnimi przerwami, zaczął żyć własnym życiem – dodaje Spanowicz, podkreślając jeszcze, że jej adaptacja jest dosyć luźna i stanowi swoistą grę z mistrzem. Mimo to komiks pozostaje utrzymany w duchu leśmianowskim. Urzeka sposób, w jaki artystka oddała oniryczny charakter rzeczywistości wykreowanej przez poetę. Jawa miesza się tu ze snem, światy przenikają się wzajemnie i nigdy nie wiadomo, co jest czym. Obok wiejskich pejzaży pojawiają się tu znienacka sklepowe regały i wózki na zakupy, raz jesteśmy w publicznej łaźni z prysznicami, raz w posępnym zamczysku. Jan Tajemnik, który marzy o butach, rozmawia z diabłem przez telefon, spotyka go w spelunie. Barwy są chłodne, ciemne, niekiedy tylko przełamywane czerwienią. Całość zaś jest przepięknie wydana... w opakowaniu przypominającym pudełko na tytułowe „Buty”.Poeta dawno uwolniony

Narastająca fascynacja Leśmianem zbiegła się z przejściem jego dzieł do domeny publicznej. Chociaż zaledwie kilka dni temu podczas Święta Radości Wolnych Lektur celebrowaliśmy uwolnienie Leśmiana, artyści i użytkownicy internetu wyzwolili go już dawno temu.„Come out from the forest, a purblind fallish twight” – tak na jednym z portali przetłumaczono na angielski pierwsze wersy poematu „Wyszło z boru ślepawe, zjesieniałe zmrocze”. Przekładów poety jest tam znacznie więcej – od „Dusiołka”, który raz nazywany jest „The Worror”, innym razem zaś „Jim Cubus”, po „W malinowym chruśniaku” tłumaczonym jako „Raspis Sticket”. Zapewne zarówno ci samozwańczy tłumacze, jak i inni artyści nie zdawali sobie sprawy, iż nie płacąc za prawa autorskie do wykorzystania tekstów Leśmiana, jeszcze 31 grudnia mogli zostać pociągnięci do odpowiedzialności prawnej. Jak widać, prawdziwych fascynatów nic nie powstrzymywało. Dziś dochodzi do tego, że łatwiej jest odnaleźć wirtualne wersje poematów mistrza niż książkowe wydanie jego „Klechd domowych”. W warszawskich księgarniach to towar nie do dostania.     

__Archiwum__