Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Chronić ludzi i zwierzęta

Barbara Hollender 22-03-2017, ostatnia aktualizacja 22-03-2017 10:08

Niki Caro przypomniała w „Azylu" autentyczną historię, jaka wydarzyła się w wojennej Warszawie. Od piątku w kinie.

Jessica Chastain w „Azylu” wcieliła się w postać Antoniny Żabińskiej.
źródło: UIP
Jessica Chastain w „Azylu” wcieliła się w postać Antoniny Żabińskiej.

Niki Caro urodziła się w Nowej Zelandii, Jessica Chastain w Kalifornii, Daniel Bruhl – w hiszpańskiej Barcelonie, a Johan Heldenbergh w Wilrijk w Belgii. Razem opowiedzieli historię polskiego małżeństwa ratującego Żydów w czasie II wojny światowej.

Jan Żabiński, inżynier agronomii i doktor fizjologii, w okresie międzywojennym założył warszawskie zoo. Od 1929 roku był jego dyrektorem, prowadził je z żoną Antoniną, pisarką, autorką cyklu książek „Opowieści przyrodnicze". We wrześniu 1939 roku, w czasie bombardowania stolicy, bomby spadły również na ogród zoologiczny. Część zwierząt zginęła.

Jeszcze przed końcem 1939 roku Niemcy dokończyli dzieła zniszczenia: najpiękniejsze okazy wywieźli do Berlina, a inne wystrzelali. Żabiński na terenie ogrodu założył wówczas tuczarnię świń. Dostał na nią pozwolenie od Niemców, razem z przepustką do getta, skąd miał wywozić odpady z restauracji. W ciężarówce wywoził stamtąd ludzi, przykrytych śmieciami. Ukrywał ich w piwnicy własnego domu i w schowkach, w opustoszałych pomieszczeniach dla zwierząt.

W czasie wojny Żabińscy uratowali około 300 Żydów. W 1965 roku dostali od Instytutu Yad Vashem tytuł Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Antonina zmarła w 1971 roku, jej mąż trzy lata później. Ich historię przypomniała Amerykanka Diane Ackerman. Gdy w ręce wpadła jej zapomniana w Polsce książka Antoniny „Ludzie i zwierzęta", zaczęła dokumentować wojenną historię Żabińskich. W 2007 roku jej reporterska opowieść „The Zookeeper's Wife" stała się bestsellerem na rynku amerykańskim.

– Nigdy nie myślałam o nakręceniu filmu o Holokauście – mówi reżyserka Niki Caro. – Ale ta historia zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Bohaterami większości filmów wojennych są mężczyźni. „Azyl" jest opowieścią o odwadze i człowieczeństwie, o niezwykłej kobiecie, dzieciach, zwierzętach. Na planie pamiętałam zaś , że robię film o autentycznych wydarzeniach i ludziach.

Jan Żabiński był podczas wojny oficerem AK, brał udział w powstaniu warszawskim. To on szmuglował Żydów z getta. Ale Caro koncentruje swoją uwagę na jego żonie. Akcja filmu zaczyna się tuż przed wojną. W domu Żabińskich trwa przyjęcie.

Antonina, nienarzucająca się, lekko wycofana, z pewnością nie jest duszą towarzystwa. Jednak gdy małe słoniątko rodzi się półmartwe, bo przez zablokowaną trąbę nie może oddychać, to właśnie ona nadludzkim wysiłkiem przywróci mu oddech. W czasie wojny będzie próbowała chronić ukochane zwierzęta. A wreszcie uratuje dziesiątki Żydów. Bo tak powinien zachować się człowiek. Empatia staje się tu naturalnym odruchem.

W roli Antoniny Żabińskiej wystąpiła Jessica Chastain, dziś jedna z najgłośniejszych aktorek amerykańskich.

– Przeczytałam dziennik Antoniny – mówi. – Na początku jest ona niemal jak dziecko. Całkowicie zależna od męża. Jednak w czasie wojny dorasta, staje się człowiekiem, który bierze na siebie ogromną odpowiedzialność. Bezpieczeństwo, a nawet życie swoje i dziecka naraża po to, by ratować innych. Od jej córki Teresy dowiedziałam się o niej różnych rzeczy, które pomogły mi budować rolę: że Antonina nigdy nie nosiła spodni, że była trochę jak kocica, dlatego Jan nazywał ją Punią. Zrozumiałam, że w świecie pełnym agresji próbowała stworzyć wokół siebie atmosferę delikatności i piękna. Byłam w warszawskim domu Żabińskich. Widziałam fortepian, na którym grała, by sygnalizować ukrywającym się Żydom, czy mogą wyjść ze swojego schronienia. I piwnicę, w której na ścianach zostały niezwykłe rysunki – próby wyrażenia siebie, odreagowania strasznej traumy. To było bardzo przejmujące.

Dla mnie Chastain jest jednak w tym filmie denerwująca: od pierwszej do ostatniej sceny gra na jednym tonie. Jest chodzącą łagodnością. Osobą bezbarwną, nijaką. Nie czuje się w niej osobowości. Ale Caro staje po stronie swojej aktorki.

– Jessica jest w „Azylu" miękka i kobieca, bo siła może być subtelna – tłumaczy. – Kobiety na ekranie nie muszą być jak Lara Croft. Delikatność też bywa piękna i skomplikowana.

Ciekawszą postać tworzy Daniel Bruhl. Gra zakochanego w Antoninie niemieckiego zoologa Lutza Hecka, który w czasie wojny wraca do Warszawy jako nazista, oficer SS. To on likwiduje zoo. To on nadzoruje tuczarnię i odkrywa, że Żabińscy przechowują Żydów. To on wreszcie prowadzi z Antoniną grę, która kończy się brutalną próbą gwałtu.

– Lutz traci swoje człowieczeństwo, daje się porwać ideologii nazistowskiej. Ale jest również zakochanym mężczyzną, który nie może mieć obiektu swojego pożądania i uczucia. W końcu staje się dość żałosną kreaturą. To mnie zainteresowało – mówi Bruhl i dodaje, że teraz już widzowie długo nie zobaczą go w niemieckim mundurze.

Oglądając „Azyl", miałam mieszane uczucia. Z jednej strony to film szlachetny, który niejako międzynarodowa ekipa zrobiła za nas, z gwiazdorską obsadą i z Pragą grającą przedwojenną Warszawę. Z drugiej strony film Caro przypomina dziecięcą czytankę. Postacie są tu czarno-białe, a całość wygląda, jakby była przefiltrowana przez bibułkę. Niby jest dramat gwałconej żydowskiej dziewczynki, niby są wywożeni z getta Żydzi, ale wszystko to zbyt gładkie, jednowymiarowe. Ciśnie się słowo: hollywoodzkie. Dzisiaj znacznie mocniej pokazuje się okrucieństwo wojny i ludzi w nią wciągniętych.

Niko Caro broni scenariusza napisanego na podstawie książki Ackerman:

– Świat się zmienia. Jan i Antonina byli niezwykli. I to, co zrobili, zrobili z jednego prostego powodu: że tak należało postąpić. Dziś, w nie najłatwiejszych czasach, wszyscy powinniśmy zachowywać się przyzwoicie. To chyba najważniejsze przesłanie mojego filmu. ©℗

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: b.hollender@rp.pl

"Rzeczpospolita"