Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Wiosenni kolędnicy z pijanym kogutkiem

Karolina Kowalska 04-04-2017, ostatnia aktualizacja 04-04-2017 09:29

Po Niedzieli Wielkanocnej pojawiały się wiosenne grupy kolędników, strojem i rekwizytami nawiązujące do odradzającej się przyrody – mówi Robert Piotrowski etnograf.

źródło: materiały prasowe

Rz: Wystawa „Wielkanoc na Mazowszu" co roku ściąga do Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu rzesze zwiedzających. Co im pokazujecie?

Robert Piotrowski: Jak co roku w chałupkach skansenu przedstawiamy chronologicznie czynności związane z Wielkim Postem, Niedzielą Palmową i samą Wielkanocą. Jest drewniany kogutek obwożony przez wiosennych kolędników od domu do domu i dwór z tradycyjnie zastawionym szlacheckim stołem – z tortami, marcepanami i błamkuchami, jak nazywano sękacze, które od Kresów Wschodnich po Wielkopolskę uważane były za typowe szlacheckie ciasto wielkanocne. Jest też miejsce spotkań gospodyń, które wykonywały palemki.

Sierpeckie palemki nie są tak wysokie jak te kurpiowskie.

Palmy w tej części Mazowsza są bardzo pierwotne, skromne i niewielkie – najwyżej 50-centymetrowe. Tradycja ich wyrabiania zachowała się do dzisiaj także dzięki Muzeum, które co roku organizuje konkurs nie tylko na palmę najładniejszą, ale też najbardziej tradycyjną. Wykonana z gałązek wierzbowych z dodatkiem widlaka, gałązki borówki i trzciny wodnej, w połowie XIX w. zyskała rękojeść z bibuły – białej, bladożółtej lub bladoróżowej – i ozdoby z kolorowych kwiatuszków. Na początku XX w. takie palemki wykonywano hurtowo – dwie, trzy gospodynie zbierały się w jednej izbie i produkowały jak najwięcej palemek, by potem sprzedawać je pod kościołami w Bieżuniu, Sierpcu czy Drobinie. Samą symbolikę palemki można rozpatrywać wielopłaszczyznowo – od upamiętnienia wjazdu Jezusa do Jerozolimy po nawiązanie do tradycji dawnych Słowian, którzy okresy przejściowe – równonoce – obchodzili bardzo uroczyście.

Co jeszcze zachowało się z ich czasów?

Choćby symbolika jajka jako nowego życia, ale także sprzątanie. Na wiosnę malowano i sprzątano chałupy nie tylko ze względów higienicznych. Wielkie wiosenne porządki miały też wymiar metafizyczny – wymiatając nieczystości pod słońce lub w lewo, wyganiano złe duchy. Chodziło o oczyszczenie rzeczywistości, w której przebywamy.

Oczyszczano się również poprzez post?

Tak, zwłaszcza że dawniej na Mazowszu podchodzono do niego niezwykle rygorystycznie. Post polegał głównie na rezygnacji z mięsa, a w biednych domach – z omasty, skwarek, a nawet tłuszczu zwierzęcego, na którym smażono np. placki z ziemniaków. Niektóre rodziny powstrzymywały się także od spożywania alkoholu, choć mawiało się, że „alkohol to nie mięso".

Ścisły post rekompensowano sobie na Wielkanoc?

Na pewno w bogatszych domach. W biedniejszych niekoniecznie. Niedawno robiłem wywiady z mieszkankami okolic Sierpca, które wspominały, że na Wielkanoc w latach 50. i 60. mogły najwyżej pomarzyć o kaszance. W domach szlacheckich w święconym, a następnie na stole, lądowały jednak prawdziwe rarytasy. Wyrabiano specjały, jakich wiejskie gospodynie nie znały lub nie miały narzędzi do ich wykonania – marcepany, torty czy wspomnianego sękacza. Koszyczki, a wcześniej kopianki i misy ze święconym z domów wiejskich i szlacheckich różniły się zawartością. Biedni wkładali do nich często tylko jajka, twaróg, kawałek chleba i ćwikłę, mieszkańcy dworu – mięsa i rarytasy. Stół ze święconym umieszczano zresztą w północnej części dworu, gdzie było zimniej, tak by się nie zmarnowało i przetrwało do kolejnej niedzieli. Przez cały tydzień podejmowano bowiem członków rodziny i znajomych.

Ale to chyba na wsi świętowano weselej?

Po Niedzieli Wielkanocnej pojawiały się wiosenne grupy kolędników, strojem i rekwizytami nawiązujące do odradzającej się przyrody i pełne podtekstów erotycznych. Młode dziewczęta chodziły z gaikiem – młodą gałązką sosny lub świerku, przyozdobioną kolorowymi pisankami i wstążeczkami, symbolizującą kobiecą sferę płodności związaną z ziemią i nowym życiem. Młodzieńcy zaś chodzili z kogutkiem, który nawiązywał bezpośrednio do męskiej symboliki erotycznej.

Żywym?

Dawniej tak. Wożono go na wozie od domu do domu, a żeby siedział spokojnie, otumaniano go, zanurzając mu dziób w spirytusie. Stopniowo żywego kogutka zastępowano drewnianym, z którym nie było takich kłopotów. W naszym muzeum mamy oryginalnego drewnianego kogutka na zielonym wozie. Podczas obwożenia macha skrzydełkami. Musiał się podobać gospodarzom, którzy na kolędników czekali z poczęstunkiem – jajkami, gotowymi i surowymi i czymś do przekąszenia. Kolędnicy śpiewali wesolutkie przyśpiewki nawiązujące do wiosny oraz radosnej części Wielkanocy – zwycięstwa Chrystusa nad Szatanem. Albo składali życzenia: „Do tego domu wstępujemy, zdrowia szczęścia winszujemy, wszystkiego dobrego, od Boga miłego, Alleuja!". ©℗

Robert Piotrowski – etnograf, kierownik działu etnograficznego Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu

"Rzeczpospolita"