Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Gitarowe sławy i królowie parkietu

Jacek Cieślak 02-04-2017, ostatnia aktualizacja 02-04-2017 00:00

Kings of Leon, Years & Years, Imagine Dragons, Martin Garrix będą gwiazdami Orange Warsaw Festiwal na Torze Służewieckim 2–3 czerwca.

Years & Years powstało w Londynie w 2010. Jeszcze nie grali w Polsce.
źródło: Alter Art
Years & Years powstało w Londynie w 2010. Jeszcze nie grali w Polsce.
Kings of Leon przyjadą do Warszawy nie pierwszy raz, ale ich koncerty zawsze są sensacją.
źródło: Alter Art
Kings of Leon przyjadą do Warszawy nie pierwszy raz, ale ich koncerty zawsze są sensacją.
Imagine Dragons rozpoczęli swoją karierę w Las Vegas. Przypomina ruletkę, w której Amerykanom sprzyja szczęście.
źródło: Alter Art
Imagine Dragons rozpoczęli swoją karierę w Las Vegas. Przypomina ruletkę, w której Amerykanom sprzyja szczęście.

Megagwiazdą największego warszawskiego festiwalu, który zadomowił się na Torze Służewieckim, będzie Kings of Leon. Grupa ma już na koncie siedem albumów, które rozeszły się w 20 mln egzemplarzy. Trzeba pamiętać, że spora część kariery Amerykanów przypadła na czas rewolucji cyfrowej, dlatego lepszą miarą ich popularności jest frekwencja, jaką mogą się pochwalić na koncertach. A od dawna już zapełniają hale i stadiony. Tak samo jest w Polsce, gdzie od lat stanowią atrakcję festiwali.

Obyło się bez bójek

Najnowsza płyta Amerykanów to „WALLS". Przez chwilę mogło się wydawać, że siódmy, wydany w październiku album, przełamał tradycję wcześniejszych, pięciosylabowych tytułów. Tytuł okazał się jednak akronimem słów „We Are Like Love Songs". Pięciu!

Grupa zapowiedziała, że po latach przerwy będzie nagrywać w Los Angeles.

– Po latach podróży postaramy się zmienić scenerię – mówił perkusista Nathan Followill. – Nasze pierwsze dwa albumy zostały nagrane w Los Angeles, więc wrócimy tam, żeby sprawdzić, czy to miasto jeszcze nas inspiruje.

W podtekście tej wypowiedzi były, rzecz jasna, ekscesy, z jakich słynął zespół.

- To, że czasami widzą nas z piwem w ręku, to nic nie znaczy – mówił Celeb Followil. – Od dawna dbamy o trzeźwość umysłów.

– Trzeźwość w naszym przypadku oznacza trzydniową abstynencję – tłumaczył Nathan.

– Mogę całkiem otwarcie powiedzieć, że zespół namawiał mnie do szczerości – mówił Celeb o nowej płycie w wywiadzie dla „New Musical Express". – Proszono mnie, żebym się nie ograniczał w pisaniu prawdy, bez względu na to, co się stanie w przyszłości. Myślę, że płyta, która powstała, jest podsumowaniem tego, co w nas tliło się przez dekadę, co zbierało się, aby zostało teraz zagrane i wypowiedziane.

Szczerość się opłacała. Album debiutował w Stanach Zjednoczonych na pierwszym miejscu listy przebojów „Billboard", sprzedając się w pierwszym tygodniu w 78 tysiącach egzemplarzy. Najważniejsza dla muzyków informacja była następująca: tylko 10 tysięcy płyt rozeszło się w postaci cyfrowej, ponieważ najwierniejsi fani wciąż chcą mieć piosenki w tradycyjnie wydanej postaci – na krążku.

– Działo się to, o czym może marzyć młody zespół, taki jak my – mówił Nathan w wywiadzie dla „Rolling Stone". – Weszliśmy do studia, gdzie bawiliśmy się znakomicie. Na pewno pomogła nam krótka przerwa, jaką sobie zrobiliśmy w kontaktach. Inaczej podczas naszych dyskusji w ruch idą pięści. Na szczęście teraz szczerość nam nie przeszkodziła. Oczywiście to Celeb napisał większość tekstów, ale po raz pierwszy w znaczący sposób pomagaliśmy mu. Można powiedzieć, że tworzyliśmy piosenki rodzinnie. Wzięliśmy też nauczkę z poprzednich sesji nagraniowych. Zawsze, gdy staraliśmy się na siłę stworzyć przebój – w studiu panowała fatalna atmosfera. Teraz staraliśmy się nie stresować.

Po raz pierwszy grupa pracowała z producentem znanym z nagrań Florence And The Machine – Markusem Dravsem.

– Zdarzało się, że nagrywaliśmy piosenkę po kilka razy, tymczasem Markus cisnął nas dalej, mówiąc, że jeszcze nie daliśmy z siebie wszystkiego – opowiadał Nathan. – A na koniec dodawał: „W takim razie pierwsza wersja była najlepsza. Myślałem, że coś jeszcze z was wycisnę. Ale nie tym razem". Kiedyś moglibyśmy poważnie się wkurzyć. Na szczęście czas, kiedy dochodziło do bójek, jest za nami. Teraz częściej używamy mózgów.

Kings of Leon występowali w Polsce dwa razy na Open'erze (2009 i 2013) i na Orange Warsaw Festival (2014). Debiutowali albumem „Youth and Young Manhood", którego tytuł został zaczerpnięty z prozy Ernesta Hemingwaya.

Ich życie to przykład, że na buntowników często wyrastają młodzi ludzie poddani restrykcyjnemu wychowaniu. Szczególna grupa to dzieci pastorów: gdy już się wyzwolą z rodzinnych więzów, tworzą bezkompromisowe piosenki. Taka jest historia Tori Amos, a także Kings of Leon. Grupie przewodzą bracia Followill: Nathan, Caleb i Matthew, których ojciec był nawiedzonym kaznodzieją, potem zbłądził, a ostatecznie rozwiódł się z żoną i porzucił rodzinę.

Może to dzięki jego krętym życiowym ścieżkom minimalistyczna, niedbale zaaranżowana, ale energetyczna i przebojowa jest muzyka nowych królów rocka. Trafnie musi wyrażać zagubienie młodych ludzi, skoro Kings of Leon stali się najważniejszym gitarowym kwartetem. Cieszą się podobną popularnością co Muse i Linkin Park, zachowując jednak tradycyjne brzmienie, stroniąc od komputerów, muzyki klubowej i rapu.

Przełomowym osiągnięciem była trzecia płyta „Because of the Times" z 2007 r., klasycznie rockowy album. Wydany rok później „Only by the Night" był bardziej popowy, tak jakby bezkompromisowi rockowcy z Nashville chcieli pójść śladem wystylizowanych chłopaków z The Strokes.

2 czerwca Kings of Leon ponownie spotkają się z polską publicznością jako główna gwiazda pierwszego dnia Orange Warsaw Festival 2017.

Idole z Las Vegas

3 czerwca zagrają Imagine Dragons. Grupa założona w Las Vegas, która do tej pory sprzedała 9 mln albumów, już na początku rozbiła bank z muzycznym kasynie świata. Wszystko było w tamtych dniach jak w ruletce. Zespół zastąpił w programie lokalnego festiwalu grupę, której lider zachorował. Dostali dzięki temu szansę na zaprezentowanie się przed widownią liczącą 25 tysięcy osób. Nagroda przyszła szybko – pod koniec 2011 roku podpisali kontrakt płytowy i ustabilizowali skład, który tworzą Dan Reynolds, Daniel Wayne Sermon, Ben McKee i Daniel Platzman.

Zanim ich pierwszy przebój „Radioactive" ukazał się na debiutanckim albumie „Night Visions" – fani usłyszeli go na EP-ce „Continued Silence". To wystarczyło, by stał się światowym hitem. Od tego czasu muzycy często testowali klasę nagrań przed umieszczeniem ich na płycie długogrającej. To sprawia, że do szerokiej światowej publiczności trafia tylko to, co najlepsze. Tak powstał właśnie album „Night Visions".

Magazyn „Rolling Stone" nazwał „Radioactive" największym rockowym przebojem 2013 roku. Nagranie, które zostało nagrodzone Grammy, a w czasie gali wykonane z raperem Kendrickiem Lamarem, nie wypadło z pierwszej setki listy Billboardu przez blisko 90 tygodni, zaś na liście rockowej było numerem 1 przez 23 tygodnie. Do dziś singiel „Radioactive" kupiło na świecie 30 mln fanów. A przecież fani nucą także inne piosenki pochodzące z debiutanckiej płyty: „Demons" i „It's Time".

Premiera drugiego albumu „Smoke + Mirrors" odbyła się w lutym 2015 roku, a zapowiedział ją singiel „I Bet My Life". Nie przebiła sukcesu debiutu, ale też mało się kto tego spodziewał. Przecież wynik, jaki osiągnęła pod koniec 2016 roku – 1,2 mln sprzedanych egzemplarzy, dla wielu współczesnych gwiazd bywa nieosiągalny.

Years & Years debiutowali albumem „Communion", który był doskonałą mieszanką popu, r&b i elektroniki, ale podanej w odświeżający sposób – w stylu lat 90. Tajną siłą zespołu okazały się jednak popowe melodie. „Communion" ukazało się latem 2015 roku i zadebiutowało na pierwszym miejscu UK Top 40. Płyta okazała się wkrótce najszybciej sprzedającym się debiutem roku na Wyspach Brytyjskich. Kupiło ją ponad milion fanów. Polacy też zrobili to, co w ich możliwościach, i album sprzedany w nakładzie 20 tysięcy egzemplarzy pokrył się platyną.

Debiutancka płyta została zapamiętana przez fanów dzięki takim przebojom, jak „King", „Shine", „Take Shelter", „Desire". Ale to tylko część nagrań, które zbudowały popularność Years & Years. Od zeszłego roku na listę marzeń fanów został dopisany kolejny hit – „Meteorite" – pochodzący ze ścieżki dźwiękowej do filmu „Bridget Jones's Baby". Grupa nie grała go jeszcze w Polsce. Warsaw Orange Festival będzie pierwszą okazją.

Didżej milioner

Gwiazdą warszawskiego festiwalu będzie też Martin Garrix. Holender nie skończył jeszcze 21 lat, a już jest jedną z najważniejszych postaci elektroniki na parkietach świata. Pierwszy spektakularny sukces odniósł w wieku lat 17 kiedy na rynku pojawił się jego singiel „Animals". Blisko miliard wyświetleń klipu na YouTube było wystarczającą przepustką do sławy.

W 2016 roku został uznany za najważniejszego didżeja na świecie. Już wcześniej jego rosnący potencjał odnotowywał „Forbes" śledzący finansowy aspekt karier gwiazd. Show Garrixa zakończy pierwszy dzień Orange Warsaw Festival 2017. ©℗

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: j.cieslak@rp.pl

"Rzeczpospolita"