Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Przełomowa płyta Radiohead

Jacek Cieślak 26-06-2017, ostatnia aktualizacja 26-06-2017 00:00

„OK Computer" z 1997 r. był dla obecnych 40-latków tak ważny jak dla hipisów dokonania Pink Floyd.

Lider Radiohead, Thom Yorke, podczas koncertu na Best Kept Secret Festival w Hilvarenbeek, w Holandii, 18 czerwca, 2017 r.
źródło: epa/pap
Lider Radiohead, Thom Yorke, podczas koncertu na Best Kept Secret Festival w Hilvarenbeek, w Holandii, 18 czerwca, 2017 r.
Radiohead, OK Computer, Oknotok 1997–2017, XL Recordings/Sonic Records, 2CD, 2017
źródło: Rzeczpospolita
Radiohead, OK Computer, Oknotok 1997–2017, XL Recordings/Sonic Records, 2CD, 2017

Wznowienie albumu nazwanego elektroniczno-gitarowym bluesem na pożegnanie XX wieku i przywitanie nowego cybertysiąclecia ukaże się 23 czerwca pod tytułem „OKNOTOK". Pojawi się w odświeżonej wersji, poszerzonej o niewydane dotąd nagrania: „I Promise", „Lift", „Man of War" i osiem piosenek ze strony B singli. A już 28 czerwca grupa zagra niektóre kompozycje na gdyńskim Open'erze.

„OK Computer" jest ważny, bo stał się zapisem depresji wczesnej doby komputeryzacji – technologicznej rewolucji, która uruchomiła neoliberalny turbokapitalizm. Z perspektywy dzisiejszej muzyki elektronicznej trudno powiedzieć, że płyta Radiohead jest komputerowa, ale portretuje samotność w świecie opasanym komputerową i internetową siecią.

W tekstach wokalista Thom Yorke wyraził rozziew między analogową jeszcze świadomością człowieka a rzeczywistością rozpędzającą się jak transmisja terabajtów informacji. Mówił o próbie sfotografowania współczesnego pędu anachronicznym polaroidem. Powstaje rozmazany obraz, tak jak na okładce, bo nie nadążamy z przetwarzeniem danych. Jednocześnie można pomyśleć, że świat nie jest oglądany przez emocjonalne ludzkie oko, lecz przez pryzmat kamery z chłodem typowym dla elektronicznych motywów.

Laboratorium nagraniowe

Grupa nie chciała odcinać kuponów od drugiego albumu „The Bends" (1995) i planowała nagranie piosenek będących jego przeciwieństwem. Silna pozycja na rynku pozwoliła uzyskać od EMI zaliczkę 100 tysięcy funtów, przeznaczoną na zakup sprzętu i wynajęcie zabytkowego St. Catherine's Court w Bath. Obiekt ten należący do Jane Seymour – filmowej dziewczyny Bonda – zamieniony został w eksperymentalne laboratorium nagraniowe.

Jonny Greenwood planował komponować w stylu awangardowej płyty „Bitches Brew" Milesa Davisa. Teksty Yorke'a okazały się spełnionymi przepowiedniami. „Airbag" inspirowane „Tybetańską księgą śmierci" to zapowiedź kolejnej światowej wojny.

„Paranoid Android" łączy natomiast strukturę „Happinnes Is a Warm Gun" The Beatles i „Bohemian Rhapsody" Queen. Piętnuje chore ambicje, które sprawiają „że wyglądasz brzydko", czego nie ukryją modne gadżety od Gucciego.

W obrazach „Subterranean Homesick Alien" z aluzją do Boba Dylana można dopatrzyć się zarówno tłumów uchodźców, jak i dronów używanych do podglądania ludzi. Obsesję inwigilacji i kontroli wyraża najpełniej „Karma Police".

„Fitter Happier", gdzie słyszymy syntetyczny głos z komputera Macintosh, drwi z „anoreksji" kapitalistów, którzy odchudzają swoje firmy, proponując pracownikom samozatrudnienie. Ale szydzi też ze stosowania prozacu czy viagry, by lepiej wypaść w oczach tych, którym chcemy się sprzedać.

„Climbing up the Walls" można uznać za obraz komputerowych włamań, ale i prześladowań za pomocą sieci, których dopuszczają się internauci zwani trollami. Tworząc aranżacje, Jonny Greenwood zainspirował się „Trenem – ofiarom Hiroszimy" Krzysztofa Pendereckiego, co w przyszłości zaowocowało ich wspólnym albumem i koncertami.

Ikona alternatywy

Początkowo trudno było przypuszczać, że Radiohead dokona przełomu i stanie się dzisiejszą ikoną alternatywy z dorobkiem 30 mln sprzedanych albumów. Gdy zespół przyjechał na pierwszy koncert w Polsce, do Sopotu w 1994 roku, był jedną z wielu grup zaliczanych do fali britpopu. Muzycy wywozili z Polski kartony papierosów, bo były tańsze niż w Anglii.

W filmie „Meeting People Is Easy", dokumentującym tournée z przełomu lat 1997/1998 widzimy, jak wokalista Thome Yorke staje się globalną gwiazdą, ale do modnego nowojorskiej klubu bramkarz go nie wpuszcza. Podczas wizyty w Poznaniu w 2009 roku miał już do dyspozycji przenośne pomieszczenie, gdzie oddawał się medytacji i posilał wegetariańskim menu.

Zrealizował przesłanie zawarte w scenie „Meeting People Is Easy", gdy umieścił na oknie hotelu na Manhattanie notkę: „Nie jestem tutaj, a to, co się dzieje wokół nie dzieje się naprawdę".

To idealny przykład wyobcowania, ale i podróży do wnętrza świadomości, jaką odbywał zespół na kolejnych płytach. A jednocześnie tworzenia własnej niszy. Skutkiem tego było odcięcie się od tradycyjnych form produkowania i sprzedawania muzyki: zerwanie kontraktu z EMI i rozprowadzanie muzyki w Internecie, nawet za symboliczne „co łaska"

Paradoks jubileuszu

Ale gdy jesteśmy przy rocznicy, nie da się ukryć, że przywilejem ludzi młodych jest świętowanie urodzin lub narodzin, rocznice zaś to raczej domena tych, którzy czują presję czasu i szukają radości we wspomnieniach. Obchodzenie 20-lecia premiery albumu przez zespół uznawany za alternatywny ma w sobie coś paradoksalnego, groteskowego, wręcz sklerotycznego. Takich sytuacji obawiał się Kurt Cobain z Nirvany, popełniając samobójstwo w młodym wieku, podkreślił, że jest wybrańcem bogów.

Radiohead to wybrańcy ambitnych fanów, ich atutem zaś jest ciągła muzyczna zmiana, która zaczęła się właśnie od „OK Computer". Łatwo wszakże zauważyć, jak zmienia się również fonografia. Album „The Dark Side of the Moon" Pink Floyd wydany w 1973 roku, opisujący posthipisowską depresję, sprzedał się w 50 mln egzemplarzy. „OK Komputer" kupiło 4,5 mln fanów.

A może to oznacza, że Radiohead nie sprzedali się tak jak Floydzi i nie stali się stadionowym molochem?

Polską kodę do płyty stanowi teledysk „I Promise" nakręcony przez Michała Marczaka, reżysera filmu fabularnego „Wszystkie nieprzespane noce". Mamy wrażenie, że autobusem przez nocną Warszawę jedzie kilka przysypiających osób. Tymczasem jedna z głów okazuje się maską cyborga. Czy tak będzie wyglądał kres naszych ziemskich podroży?

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: j.cieslak@rp.pl

"Rzeczpospolita"