Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Papryczki zagrają nad Wisłą

Jacek Cieślak 11-07-2017, ostatnia aktualizacja 10-07-2017 08:32

Red Hot Chili Peppers wystąpią na Stadionie Cracovii 25 lipca. To część „The Getaway Tour".

Chad Smith, Anthony Kiedis, Josh Klinghoffer (z tyłu) i Flea. W takim składzie zespół nagrał najnowszy album i wystąpi na Cracovii
źródło: Live Nation Polska
Chad Smith, Anthony Kiedis, Josh Klinghoffer (z tyłu) i Flea. W takim składzie zespół nagrał najnowszy album i wystąpi na Cracovii

Zespół zaplanował pierwszy tego lata koncert w Europie w Lizbonie na Super Bock Super Rock Festival. Występ na stadionie Cravovii będzie siódmy w kolejności. Otwierać go będzie grupa Knower.

Zaśpiewaj na płycie

Co najmniej dwie rzeczy mogą podziałać inspirująco na uczestników krakowskiego koncertu, oczywiście poza samym faktem, że każde spotkanie z Papryczkami jest wyjątkowe. Po pierwsze, grupa rejestruje każdy występ obecnego tournée, profesjonalnie miksuje i produkuje, a potem udostępnia do pobrania na swojej stronie internetowej. Wszyscy więc, którzy wezmą udział w koncercie, będą mogli usłyszeć wykonania, jakich byli świadkami na żywo, a być może usłyszeć swój śpiew w tym momentach, kiedy mikrofon Anthony'ego Kiedisa będzie skierowany w stronę publiczności. Nagrania nie są tanie, bo cena wynosi 1,19 dolara, ale pamiątka to wyjątkowa.

Po drugie, w kwietniu zespół wypuścił czwartego singla z najnowszej płyty „The Gataway" – „Goodbye Angels", który był kręcony podczas koncertu w amerykańskiej Atlancie. Bohaterami teledysku, poza zespołem, są fani. Oglądamy ich przed stadionem, gdy piją piwo i palą, szczuci psem przez policjanta. Wtedy pojawia się piękna dziewczyna o urodzie przypominającej Florence. Jak się potem okaże, łączy ją z Anthonym Kiedisem pasja do jazdy na rowerze. Ona przyjechała na koncert na dwóch kółkach, on zaś na rowerze jeździ po korytarzach stadionu. Mijają się, ona bezwzględnie wpada mu w oko. Ale to nie jest wideoklip o romansie fanki i idola, lecz o samotności i chwilowej ucieczce od rzeczywistości. Bohaterka przed wejściem na płytę obiektu przebiera się w sukienkę i wspaniale tańczy przed sceną. W tle miga nam pocałunek starszej pary. Jej po skończeniu show płynie z oka łza. Jest sama, magiczna chwila się skończyła. Kto wie – może i występ w Krakowie będzie filmowany, a któryś z uczestników stanie się bohaterem kolejnego wideoklipu.

Wszystko dla fanów

„The Getaway Tour" zostało zaplanowane na 18 miesięcy. Rozpoczęło się rok temu. Tylko w minionym roku zespół dał 40 koncertów, uzyskując dochód 46,2 mln dolarów. Na początku było nerwowo, ponieważ wokalista Anthony Kiedis musiał zrezygnować z koncertu 14 maja z powodu bólu żołądka. Jak się okazało, był to klasyczny wirus. Podczas pierwszej odsłony globalnego tournée muzycy wystąpili na Open'erze w Gdyni. Jednocześnie trwał mecz Polska–Portugalia, a Flea śpiewał „Polska! Biało-czerwoni".

– Bardzo się cieszymy, że mamy do zagrania nowe piosenki, bo dla muzyka zawsze jest to ekscytujące – powiedział niedawno Anthony Kiedis. – To esencja naszego życia. Cieszę się tym bardziej, że wstąpiła w nas nowa energia, nagraliśmy drugą płytę z naszym nowym gitarzystą Joshem.

Jak zwykle szczery był basista Flea.

– Przed każdym koncertem pojawia się pytanie: czy jeśli ponownie zagram „Give It Away", to odpadną mi z nudów pewne części ciała, które mam między nogami? Tak, to jest zagadnienie, które mnie nurtuje, bo grałem i słyszałem tę piosenkę z milion razy i nigdy nie jestem pewien, czy znajdę energię na kolejne, pełne witalności wykonanie. Ale w końcu wszystko jest związane ze spotkaniem z fanami. A oni chcą usłyszeć „Give It Away" kolejny raz. Gramy dla nich.

Grupa robi podczas koncertów ukłon w stronę swoje byłego członka – Dave'a Navarro, który zastąpił Johna Frusciantego podczas nagrania płyty „One Hot Minute". Najpierw zespół wypuścił do internetu niepublikowaną wcześniej piosenkę „Circle of the Noose" nagraną z Navarro. A potem wprowadził do repertuaru występów przebój ze wspomnianego albumu – „Aeroplane", niegrany na żywo od 1997 roku.

To z pewnością nie będzie ostatni koncert Papryczek w Polsce.

– Zamierzam do końca życia grać i komponować muzykę – powiedział wokalista Anthony Kiedis w jednym z ostatnio opublikowanych wywiadów. – Nie mogę sobie wyobrazić, bym mógł robić coś innego. Mój stan umysłu jest następujący: chciałbym napisać piosenkę dziś, a na jutro mam podobne plany. To są rzeczy, które mnie satysfakcjonują. Dzieje się tak, ponieważ muzyka jest niewyczerpanym bogactwem. Jest jeszcze tyle motywów do napisania i zaśpiewania.

Chociaż nie wiemy jeszcze, jakie będą te nowe piosenki, Kiedis ujawnił producenta następnej płyty:

– W studiu spotkamy się z pewnością z Danger Mouse, tak jak poprzednio – powiedział wokalista. – Po takim doświadczeniu, jakim było nagranie płyty „The Getaway", świetnie będzie spotkać się z producentem, który tak bardzo odświeża nasze brzmienie i muzykę. Jesteśmy to winni sobie i naszym fanom. Nigdy nie wiadomo, co z takiego spotkania wyniknie i to jest pobudzające.

„The Getaway" zapewnił zespołowi stabilną pozycję, przy spadającej sprzedaży CD, lokując się w pierwszej dziesiątce największych bestsellerów 2017 roku. Na świecie sprzedał się w ponad milionie egzemplarzy i łączy się z najnowszym etapem działalności grupy, rozpoczętym w 2011 roku.

Po odejściu gitarzysty Johna Frusciantego Papryczki zaczęły grać kompozycję, która miała być pożegnaniem: nagranie Brendana Mullena, bliskiego przyjaciela grupy, właściciela Masque, słynnego klubu punkowego w Los Angeles. Red Hoci, którzy niejeden już dramat związany ze śmiercią bliskich osób przeszli razem – tym razem zagrali z Joshem Klinghofferem, asystentem Frusciantego, a także gitarzystą towarzyszącym im na koncertach. Był na miejscu, przyłączył się do improwizacji, współtworząc „Brendan's Death Song", a potem wymyślił również tytuł albumu „I'm With You" – „Jestem z wami". Problem personalny rozwiązał się sam: Papryczki straciły Mullena i Frusciantego, ale zyskały nowego członka zespołu.

–  Nie było lepszego muzyka na ziemi, który mógł się nam przytrafić – powiedział basista Flea magazynowi „Rolling Stone". – Josh nie dorównuje wirtuozerią Frusciantemu, ale trzyma w ryzach naszą muzykę, gra też na perkusji i fortepianie.

Klasycy przyszłości

Flea nie ukrywa, że Frusciante był sercem RHCP i napędzał jego muzyczny krwiobieg. Do dziś za przełomowe, największe osiągnięcie zespołu uważa się drugą nagraną z jego udziałem płytę „Blood Sugar Sex Magik" (1991). Alternatywnej grupie udało się wynegocjować kontrakt na trzy płyty wart 6 mln dolarów. To wtedy muzycy RHCP, na początku nie widząc sensu nagrania ballady „Under the Bridge", w końcu zdecydowali się zarejestrować piosenkę, która okazała się ich największym hitem. W rezultacie płyta sprzedała się w 13 mln egzemplarzy. To Frusciantemu się nie podobało. Wstydził się globalnej sławy i bojkotował stadionowe koncerty, grając w kącie sceny.

Następnego albumu z kolegami już nie nagrał. Jego wielkie ćpanie trwało przez połowę lat 90. Wziął udział dopiero w sesji „Californication" (1999). Piosenki stały się surowsze i przepojone smutkiem. Co było dla niektórych wielkim zaskoczeniem, album sprzedał się w 15 mln egzemplarzy, windując pozycję Papryczek na listach przebojów. Potem Frusciante firmował jeszcze fenomenalny podwójny album „Stadium Arcadium" z 2006 roku i odszedł, by zająć się nagrywaniem eksperymentalnych gitarowych płyt. Bez niego krew w muzycznym krwiobiegu płynie wolniej, ale w pewnym wieku zbyt szybki puls i nazbyt wysokie ciśnienie mogą prowadzić do zawału, a nawet do przedwczesnej śmierci.

– Dzięki Bogu za przemianę, bo moje doświadczenie podpowiada, że zawsze, kiedy się dryfuje, wcześniej czy później dochodzi do katastrofy – komentował Anthony Kiedis. – Dzięki zmianie składu znowu zaczęliśmy komponować piękną i wspaniałą muzykę.

– Mamy nowy zespół, tylko nazwa jest stara – uznał Chad Smith, perkusista. Muzyka z „The Getaway" brzmiała w okresie premierowym zaskakująco. Dziś to już klasyka.

Ale najbardziej z przemiany zespołu cieszy się Flea, który po odejściu Frusciantego również myślał o opuszczeniu grupy. Tymczasem, gdy dołączył do nich Josh, pokryty tatuażami basista zapisał się na Wydział Teorii Muzyki i Kompozycji Uniwersytetu Południowej Kalifornii.

– Moją pracą domową była m.in. analiza fug Bacha, co bardzo pomogło mi w komponowaniu piosenek z użyciem fortepianu – chwalił się Flea.

Po pięćdziesiątce nawet punkowcy stają się klasykami. ©℗

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: j.cieslak@rp.pl

"Rzeczpospolita"