Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Wszyscy warszawiacy potrafią tańczyć

.Jacek Marczyński 13-07-2017, ostatnia aktualizacja 13-07-2017 10:31

To najgoręcej oklaskiwany spektakl ostatnich miesięcy, co jest zaskoczeniem, bo wystąpili w nim zwykli mieszkańcy stolicy.

„Gala” rozpoczęła tegoroczny Festiwal Ciało/Umysł.
autor: Marta Ankiersztejn
źródło: Ciało/Umysł
„Gala” rozpoczęła tegoroczny Festiwal Ciało/Umysł.

Wielu twórców wyznaje hasło: tańczyć każdy może. Do takich deklaracji, wzmacnianych często intelektualną podbudową, podchodzę wszakże z dużą rezerwą. Z przekonania, że ciało każdego człowieka może być w tańcu tworzywem dla dzieła sztuki, powstają z reguły spektakle, które satysfakcjonują ich autorów i wykonawców, nie zaś widzów.

Jérôme Bel też jest wyznawcą tej zasady. Słynny francuski choreograf, nazywany tanecznym minimalistą, od dawna też niweluje granice między artystami i odbiorcami sztuki, między profesjonalistami a dyletantami, między tym, co jest sukcesem, a tym, co przynosi porażkę na scenie. Ma jednak też dozę autoironii i dystansu wobec głoszonych przez siebie haseł, o czym świadczy „Gala". Jej pokazy w Nowym Teatrze inaugurują tegoroczny Festiwal Ciało/Umysł.

„Galę" po raz pierwszy zrealizował w 2015 roku, potem powtórzył w innych miastach świata, zawsze według tej samej zasady co w Warszawie. Wybiera 20 wykonawców. Są wśród nich profesjonalni tancerze (także o klasycznej technice baletowej), ale zdecydowana większość to ludzie, niemający żadnych doświadczeń z tańcem i występami.

Warszawska grupa „Gali" jest barwna i różnorodna: wiekowo (od lat dziesięciu do mniej więcej sześćdziesięciu) i kulturowo, bo to nie tylko Polacy. Sylwetki przynajmniej połowy zespołu nie zgadzają się z potocznymi tanecznymi kanonami, ale nadwaga wykonawcy nie stanowi dla Bela żadnej przeszkody.

Francuz, choć burzy konwencje, szanuje reguły teatru. Spektakl zatytułowany „Gala" jest przykładem dobrze skonstruowanej rewii, a poszczególne numery zostały tak zaplanowane, by dramaturgia wieczoru umiejętnie narastała.

Na początku wszyscy muszą więc wykonać baletowe piruety i skoki, potem zatańczyć „Michaelem Jacksonem" oraz połączyć się w pary w walcu. Potem dochodzi szereg innych pomysłów, w tym improwizacja własna. Wreszcie następuje taniec zbiorowy, w którym kolejni członkowie grupy stają się choreografami dla reszty.

Większość zadań stanowi dla wykonawców ogromną przeszkodę, jednak „Gala" nie jest spektaklem o ludzkiej nieporadności, choć ta – jak zwykle – najbardziej śmieszy widzów. Przesłanie spektaklu jest wszakże znacznie głębsze. Jérôme Bel uświadamia nam, że każdy może odkryć swój rodzaj ruchu, w którym wyrazi się w pełni.

Czterdziestolatek z brzuszkiem, który nie radzi sobie z baletowym skokiem, staje się zupełnie innym człowiekiem w tańcu punkrockowym. Czarnoskóry mężczyzna nie umie tańczyć walca, a arabskiej dziewczynie obca jest estetyka klasycznego baletu. Kiedy muszą coś wymyślić dla innych i odwołują się do lepiej im znanych wzorców kulturowych, nagle na scenie przechodzą metamorfozę.

Nic więc dziwnego, że wszyscy wykonawcy „Gali" zostali przez publiczność przyjęci entuzjastycznie. Tym spektaklem dali widzom wiarę w to, że każdy z nas skrywa w sobie jakieś taneczne piękno.    

"Rzeczpospolita"