Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Akademicy szukają wartości

Barbara Hollender 24-01-2018, ostatnia aktualizacja 24-01-2018 17:25

Nominacje dla ważnych, ciekawych filmów. I wielki sukces polsko-brytyjskiego „Twojego Vincenta".

„Twój Vincent” ma już Europejską Nagrodę Filmową, nominację do Złotego Globu i szansę na Oscara.
źródło: Rzeczpospolita
„Twój Vincent” ma już Europejską Nagrodę Filmową, nominację do Złotego Globu i szansę na Oscara.

„Kształt wody" Guillermo del Toro z 13 szansami na Oscara, za nim: „Dunkierka" Christophera Nolana z ośmioma nominacjami i „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri" Martina Mac Donagha z siedmioma.

Tegoroczna rywalizacja oscarowa odbywa się w cieniu niełatwych wydarzeń politycznych i społecznych. A także w atmosferze skandali obyczajowych, które dotknęły świat kina i rozszerzyły się na zataczającą coraz szersze kręgi akcję #metoo.

Baśń o Ameryce

Artyści nie pozostają wobec tych niepokojów obojętni. Komentują rzeczywistość. Wprost, w mocnych dziełach realistycznych albo w obrazach, które stają się metaforami. I walka o Oscary będzie zapewne starciem między tymi dwiema postawami.

Na razie wygrywa baśń. „Kształt wody" to opowieść osadzona w Ameryce lat 60. XX w. W jej tle jest polityka i zimna wojna, ale najważniejsi są dla Guillermo del Toro ludzie. Inni, wykluczeni, którzy też mają prawo do zachowania własnej godności. I do miłości.

– Ci, którzy dzisiaj rzucili hasło powrotu do wielkiej Ameryki, myślą o latach 60., gdy kraj był pełen nadziei i obietnic na przyszłość – mówi del Toro. – Tymczasem tamten czas był też czasem rasizmu i problemów społecznych. Podobnych, jakie mamy dzisiaj. I dlatego chcę opowiadać o miłości, a nie strachu.

Najpoważniejszym kontrkandydatem dla tej opcji wydaje się znakomity film Martina McDonagha „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri". To historia kobiety, która po wielu miesiącach próbuje walczyć, by policjanci próbowali znaleźć zabójcę jej córki. Ale to również film o prowincjonalnej Ameryce. McDonagh sportretował świat, który nie jest oazą spokoju ze schludnymi domkami. W codziennym życiu czuje się nietolerancję, niechęć do inności, rasizm. Obowiązuje prawo siły. Na każdym kroku wychodzą wzajemne niechęci.

Wśród nominowanych w kategorii najlepszy film, jest również „Czwarta władza". Steven Spielberg przywołał tu starcie właścicielki „Washington Post" z administracją Richarda Nixona. To hołd złożony jednej z najważniejszych wartości demokracji: wolności słowa i niezależności prasy.

Jest też w tym zestawie„Dunkierka" Christophera Nolana, historia ewakuacji wojsk brytyjskich otoczonych przez siły niemieckie w okolicach Dunkierki. Film nie o bohaterstwie, lecz o tragizmie wojny, śmierci, piekle, o potwornym strachu i woli życia – instynktownej, niemal zwierzęcej. To film ostrzeżenie.

Te nominacje świadczą o tym, że akademicy nie pozostają obojętni na niepokoje świata. Zmienia się też geografia filmowa. Oscary przestają być własnością wielkich studiów. To już nie jest wyłącznie wyścig po promocję (czytaj: pieniądze). Od kilku lat członkowie Akademii szukają dzieł wartościowych i często niebanalnych, idących pod prąd, głosują na kino niezależne.

Wśród tytułów nominowanych do głównej nagrody znalazły się też m.in. „Lady Bird" Grety Gerwig, „Tamte dni, tamte noce" Luki Guadagnino czy „Nić widmo" Andersona. Wszystkie te filmy razem wzięte zarobiły w kasach amerykańskich kin mniej niż „Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi" w jeden weekend otwarcia. Ale za to ich twórcy mówią o inności, niełatwym dojrzewaniu albo – jak Guadagnino – o miłości: wielkim urzeczeniu sobą dwóch mężczyzn.

Netflix na liście

Wśród nominacji zwraca też uwagę obecność w kilku kategoriach filmu „Mudbound", wyprodukowanego przez Netflix. Choć organizatorzy wielkich festiwali, przede wszystkim canneńskiego, wymagają, by filmy ubiegające się o Złotą Plamę miały potem dystrybucję kinową, Netfliksu nie da się lekceważyć. Ta firma przyciąga wybitnych artystów i finansuje nietuzinkowe, ambitne produkcje.

W kategoriach aktorskich najciekawszy będzie zapewne pojedynek między genialnym Danielem Day-Lewisem („Nić widmo)" i Garym Oldmanem w roli Winstona Churchilla („Czas mroku"). Wśród pań wszystkie aktorki, łącznie z Meryl Streep, zostawia daleko w tyle Frances McDormand, która stworzyła niezwykłą kreację w „Trzech billboardach...".

Wśród filmów nieangielskojęzycznych zwraca uwagę brak niedawnego laureata Złotego Globu, „W ułamku sekundy" Fatiha Akina. Szansę na Oscara zachowały trzy inne filmy europejskie: „Niemiłość" Andrieja Zwiagincewa, „The Square" Rubena Ostlunda, „Dusza i ciało" Ildikó Enyedi (wszystkie opowiadające o zagubieniu współczesnego mieszkańca Zachodu) oraz piękny film o prawie do miłości i inności „Fantastyczna kobieta" Argentyńczyka Sebastiana Lelio i znakomita „Zniewaga" Libańczyka Ziada Doueriego. To kolejna opowieść o podzielonym świecie.

Namalowana opowieść

Kolejny – po Europejskiej Nagrodzie Filmowej i nominacji do Złotego Globu – wielki sukces odniosła pełnometrażowa animacja „Twój Vincent" Doroty Kobieli i Hugh Welchmana, próbująca wyjaśnić zagadkę śmierci i ostatnich dni van Gogha, ale też zbliżyć się do jego geniuszu. Twórcy zrealizowali pierwszy na świecie film „namalowany" farbą olejną, na dodatek w stylu obrazów van Gogha. 125 malarzy z całego świata przygotowało 65 tys. malowanych klatek. Rywalizację o Złoty Glob polsko-brytyjska para przegrała z animacją „Coco" Lee Unkricha, której twórcy przywołują meksykańską tradycję Dnia Zmarłych. Teraz konkurencja zaczyna się od nowa. Za „Coco" stoją ogromne pieniądze i wpływy Pixara, ale „Twój Vincent" nie jest bez szans.

A jak zakończy się rywalizacja w najważniejszych kategoriach? Przekonamy się 4 marca. Mam wrażenie, że wygra opcja realistyczna. Ale jedno jest pewne: dzisiaj nikt już nie może mówić o Oscarach z pogardą. Członkowie Amerykańskiej Akademii Filmowej szukają kina wartościowego i niesztampowego. Portretującego nasz niespokojny świat.

"Rzeczpospolita"