Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Nostalgia bez kiczu

Marcin Kube 04-04-2018, ostatnia aktualizacja 04-04-2018 10:40

Nagroda im. Marka Nowakowskiego wydaje się stworzona dla tegorocznego laureata Pawła Sołtysa, pisarza i muzyka znanego jako Pablopavo.

Paweł Sołtys (1978) znany też jako Pablopavo. Muzyk, autor tekstów i równie utalentowany prozaik. Członek zespołu Vavamuffin, miłośnik warszawskiej Legii i talentu Kazimierza Deyny
autor: Monika Sołtys
źródło: Wyd. Czarne
Paweł Sołtys (1978) znany też jako Pablopavo. Muzyk, autor tekstów i równie utalentowany prozaik. Członek zespołu Vavamuffin, miłośnik warszawskiej Legii i talentu Kazimierza Deyny
Paweł Sołtys Mikrotyki  Wydawnictwo Czarne,  Wołowiec 2017
źródło: materiały prasowe
Paweł Sołtys Mikrotyki Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2017

Dużo się mówi ostatnio o modzie na opowiadania. Trochę na wyrost, bo po pierwsze nowele nigdy nie wyszły z mody, a po drugie zawsze były niemodne. Fakt, że dużo drukuje się w ostatnim czasie opowiadań i nie boją się tego nawet bestsellerowi prozaicy, choćby Szczepan Twardoch czy Olga Tokarczuk. Nie warto jednak wpadać w pułapkę myślenia życzeniowego i trzeba powtórzyć: opowiadania to nisza. Jeżeli pisarstwo z reguły jest zajęciem niezbyt dochodowym, to wydawanie opowiadań stanowi działalność wybitnie deficytową, by nie rzec hobbystyczną, o ile autor nie ma wsparcia instytucjonalnego czy stypendialnego.

Nowa nagroda

Dlatego dobrze się stało, że Biblioteka Narodowa w ubiegłym roku postanowiła ufundować Nagrodę im. Marka Nowakowskiego, trzy lata po śmierci prozaika, który właśnie z krótkiej formy słynął. Nagroda 100 tys. zł ufundowana przez prywatnego sponsora to góra pieniędzy dla kogoś, kto próbuje wyżyć z literatury.

Jury złożone jest z cenionych znawców literatury, podchodzących do sztuki pisarskiej raczej tradycyjnie, co oznacza tyle, że trudniej jest im zawrócić w głowie nowinkami. Bardziej niż aktualną tematykę cenią język oraz styl. Takie podejście zdaje się pokrywać z myśleniem samego patrona nagrody.

Pierwszym laureatem nagrody w ubiegłym roku był Wojciech Chmielewski. Pisarz i krytyk literacki, który przez kilka lat drukował teksty o książkach w naszym „Plusie Minusie". Podobnie zresztą jak sam Nowakowski, który przed 2005 r. publikował w „Rzeczpospolitej" premierowe opowiadania z cyklu „Nekropolis". Chmielewski świetnie pasował na zwycięzcę tego konkursu. Poza tym że jest znamienitym nowelistą, to sam patron nie szczędził młodemu koledze pochwał. Chmielewski z kolei traktował go jak mistrza.

We wtorkowy wieczór nagroda została wręczona po raz drugi. Zdobył ją Paweł Sołtys – muzyk, autor piosenek i świeżo upieczony prozaik, znany może nawet lepiej niż pod własnym nazwiskiem jako Pablopavo. Jego opowiadania zebrane w tomie „Mikrotyki" ukazały się pod koniec 2017 r. Krytycy zgodnie uznali, że jest to jedna z najważniejszych książek roku. Na pewno nie zaszkodziła Sołtysowi muzyczna sława, ale też nie dostał świetnych recenzji na piękne oczy, jak to się czasem zdarza.

Muzykę nagrywa od 2000 r. Rozgłos zdobył wraz z zespołem Vavamuffin, który zrobił zamieszanie albumem „Vabang!" w 2005 r. Cztery lata później Pablopavo zaczął nagrywać solowe płyty lub w duetach i tercetach z innymi muzykami. Ma ich już siedem na koncie. Ostatnia to „Ladinola" z marca 2017 r., z którą właśnie koncertuje. Kto chciałby zobaczyć, jak na żywo prezentuje się ten grajek (sam tak o sobie mówi), to w kwietniu będą koncerty m.in. w Krakowie, we Wrocławiu i w Kutnie.

Z początku zanurzony był w nurcie reggae i jego odmianach. Z czasem krystalizował się jego autorski styl osadzony pomiędzy warszawskim kolorytem Pragi i Czerniakowa a uliczną piosenką spod znaku dawnego Maleńczuka. Taki nadwiślański blues.

„Mikrotyki" to debiutancka książka Sołtysa, choć niektóre z opowiadań miały wcześniej premierę w literackich czasopismach. To 23 krótkie formy mieszczące się na 140 stronach. Do przeczytania w dwa wieczory, ale trochę szkoda tak szybko je połknąć. Warto się w nich zanurzyć, pooddychać tą prozą, przeczytać dwa razy, powtórzyć w głowie szczególnie zgrabne zdania, porównania i metafory.

Nie są to kompozycyjne perełki, ale to nie zarzut. Nowele Sołtysa nie przypominają klasycznych opowiadań rozumianych jako powieść w miniaturze, literacka błyskotka zakończona zgrabną puentą. „Mikrotyki" takie nie są. Bardziej przypominają nowelodziennik z mocnym wydźwiękiem osobistym.

Narracja w pierwszej osobie, ale przede wszystkim liczne detale oraz wątki, o których wiemy z piosenek, a także wywiadów muzyka, wyraźnie wskazują, że jest to proza wspomnieniowa, mocno osadzona w rodzinnych historiach i własnych przeżyciach.

Mamy tu zatem dzieciństwo i młodość rozgrywające się na przełomie lat 80. i 90., rozciągnięte w poprzek Wisły pomiędzy domem dziadków na praskim Grochowie a mieszkaniem rodziców na Stegnach. Rzuca się w oczy troska o detale scenografii schyłku PRL-u i postacie z drugiego planu. Narrator wspomina dzieciaki, z którymi dorastał, i kreśli portrety dorosłych, z którymi spędził dzieciństwo. Rekonstruuje mimochodem pejzaż zmieniającej się Warszawy.

Niektóre z opowiadań są jakby urwane w pół zdania. Bardziej z zasugerowaną puentą aniżeli dopowiedzianą wprost. Powracają dwie emocjonalne dominanty: smutek i nostalgia, ale na szczęście Sołtys nie dociska do samego końca, przez co unika ckliwości i ucieka od schematu smutnego faceta opowiadającego smutne historie. Nostalgia jest przełamana codziennymi sprawami, a narratora ze smutku wyrywają zwyczajne obowiązki. Proza życia nie pozwala zanurzyć się w kiczowaty zachwyt nad własną wrażliwością.

Hołd z cytatów

Sołtysa łączy z Nowakowskim uważność na ludzi nieważnych. Ciekawość i brak uprzedzeń wobec bohaterów wykolejonych. Obserwacja niepodszyta protekcjonalnością ani też banalnym współczuciem. Zbliża ich sympatia do kotów, godziny spędzone w knajpach o kiepskiej renomie. No i Warszawa. Łączy ich też piosenka „Sobota" z albumu „Tylko", którą Pablopavo nagrał w 2014 r., w roku śmierci Nowakowskiego. W refrenie nuci: „I tylko już nie ma tego, który by to dobrze spisał. Książę się w noc, w powidok się książę wypisał."

Subtelny hołd utkany z cytatów. Bez dosłowności, zrozumiały dla wtajemniczonych. Gdyby ta nagroda nie istniała, to trzeba by ją dla „Mikrotyków" Pawła Sołtysa wymyślić. ©℗

"Rzeczpospolita"