Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Młody malarz w dojrzałym wieku

Monika Kuc 26-04-2018, ostatnia aktualizacja 26-04-2018 11:04

Wybitny reżyser Jerzy Skolimowski świętuje 80. urodziny. Z tej okazji pokazał swe gigantyczne obrazy.

„XII”, 2003, akryl na płótnie
źródło: Galeria Opera/TW-ON
„XII”, 2003, akryl na płótnie

Wystawa w Salach Redutowych Teatru Wielkiego w Warszawie nie powinna właściwie zaskakiwać. Skolimowski jest twórcą wielu talentów: reżyserem, aktorem, scenarzystą, poetą. I stosunkowo od niedawna właśnie malarzem, choć twierdzi, że rysował od dzieciństwa.

Malowanie obrazów o gigantycznych formatach to rozdział w jego życiu dużo późniejszy. Jedno z pierwszych takich dzieł, inspirowanych japońską kaligrafią powstało w latach 90. pod wpływem podróży z Los Angeles do Japonii i wrażeń z bezsennych nocy, wypełnianych wędrówkami po ulicach miasta.

Wernisażowy debiut Skolimowskiego odbył się w 1996 roku w Turynie i niemal wszystkie wystawione wówczas obrazy zostały sprzedane poza autoportretem, który powstał na planie filmu „Wiosenne wody" pod wpływem konfliktu z producentem i aktorami: Nastassją Kinski i Timothym Huttonem. W jego tytule „Unfinished Skolimowski", jak opowiadał reżyser, była ukryta gra słów „że niby oni mnie jeszcze nie wykończyli, a ja jeszcze nie wykończyłem obrazu".

Od tamtej pory pokazywał swe prace z sukcesem w różnych miejscach świata: w Los Angeles, Paryżu, Berlinie, Wenecji. A kupowali je m.in. sławni ludzie kina, Jack Nicholson, Dennis Hopper, Leonardo DiCaprio.

„W przeciwieństwie do pracy nad filmem, w malarstwie wszystko mi wolno. Żadnych ograniczeń, żadnych zobowiązań, żadnego przymusu. Robię, co chcę, i na szczęście miewam satysfakcje z wyników" – deklaruje Jerzy Skolimowski w katalogu urodzinowej wystawy w Warszawie.

Portret w drzazgach

Wystawa zaczyna się od najnowszego „Portretu w drzazgach" na granicy abstrakcji, powstałego w 2017 roku. Wyłania się z niego męska sylwetka z rozedrganych śladów farby na jakby odrapanym, spękanym tynku, co upodabnia obraz do graffiti.

Wszystko w jego malarstwie ma początek w spontanicznym geście. Skolimowski twierdzi, że „obraz właściwie sam się maluje" i rzadko ujawnia, co go inspirowało. Choć w jego pracach uderzają skrywane emocje, nawiązania do przeżyć, pejzaży, ludzi czy dzieł sztuki, np. odwzorowania Piety. Ten motyw oglądamy w dwóch wyjątkowo elegijno-refleksyjnych dziełach.

Częściej akryle artysty są dynamiczne, jak „Burza", ale nie jesteśmy pewni, czy to odwołanie do zjawisk natury, czy do bitewnego starcia, bo zatarł kształty i motywy, ale czarno-biała kompozycja iskrzy napięciem.

Biało-czerwona abstrakcja może z kolei kojarzyć się z wielką manifestacją pod sztandarami, gdy płótna bez tytułu – z rozpryskami białej i żółtej farby na czarnym tle – z obrazem kosmicznych zjawisk, choć nie można wykluczyć, że to tylko gra form i światła.

W bliskich abstrakcji kompozycjach nieraz powracają odwołania do natury: gór, wody, lasu. Zaprzyjaźniony ze Skolimowskim amerykański reżyser i malarz Julian Schnabel, oglądając kiedyś jego obrazy zauważył: „Wyglądały jak prace abstrakcyjne. Jednak po bliższym przyjrzeniu się, uświadomiłem sobie, że zawsze są związane z postaciami i krajobrazami".

U Skolimowskiego silny jest nurt metaforyczny, nieraz udramatyzowany w stylu dzikiej nowej ekspresji. Zagadkowym dziełem pozostaje jedyny metaforyczno-realistyczny obraz na wystawie z męskimi postaciami w różnym wieku, z bandażem czy bandaną opasującą głowy. Niewykluczone, że to wcielenia samego autora, a zarazem metafora losu.

Malarski temat bywa w sztuce Skolimowskiego ważny, ale i błahy, jak kleksy czarnej farby, przypominające owady, czy skojarzenia kolorowych plam z dworskim rytuałami na uroczystościach Elżbiety II w cyklu „Sceny z życia królowej".

Skala i kompozycja

Liczy się siła oddziaływania na widza poprzez skalę i kompozycję. Artysta maluje nowocześnie, nie tylko pędzlami, ale wszystkim, co znajdzie pod ręką, chlapiąc i wylewając farbę jak w action painting.

Andrzej Wajda powiedział kilkanaście lat temu: „Jerzy Skolimowski budził mój podziw od zawsze. Najpierw, kiedy w 1960 roku napisał z Jerzym Andrzejewskim scenariusz filmu »Niewinni czarodzieje« i zagrał w nim jako aktor. Później, kiedy obejrzałem po raz pierwszy jego film »Ręce do góry«, jeden z najoryginalniejszych w polskim kinie. I ostatnio, kiedy pokazał kilkanaście prac malarskich. Pewny byłem zawsze, że aby malować, artysta musi posiadać swój własny temat i osobistą, przez siebie tylko obmyśloną technikę, co zdobyć można w zetknięciu z tą sztuką w młodości, kiedy tworzy się nasz osobisty, indywidualny stosunek do świata. Oglądając prace Jerzego Skolimowskiego zobaczyłem nagle, że można wypowiedzieć siebie, mając nieprzejednaną wolę wyrażenia się w tym rodzaju sztuki: również w wieku dojrzałym".

Skolimowski jest twórcą m.in.: „Startu" (1967, Złoty Niedźwiedź w Berlinie), „Krzyku" (1978, nagroda specjalna jury w Cannes), „Fuchy" (1982, nagroda za najlepszy scenariusz w Cannes), „Czterech nocy z Anną" (2008, nagroda specjalna jury w Tokio), „Essential Killing" (2010, Grand Prix jury w Wenecji). W 2016 r. w Wenecji uhonorowany został Złotym Lwem za całokształt twórczości. Reżyser zdecydowanie jednak zaprzecza, żeby kino miało wpływ na jego malarstwo. ©℗

"Rzeczpospolita"