Na swoich stronach spółka Gremi Business Communication Sp. z o.o. wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

r e k l a m a

Wielkanocne zamieszki 1940

Rafał Jabłoński 18-03-2010, ostatnia aktualizacja 25-03-2010 20:42

Przed 70 laty, pod koniec marca 1940 roku, doszło w stolicy do bicia Żydów i rabowania ich sklepów. Organizatorem zajść, przy cichej aprobacie Niemców, była polska narodowo-radykalna organizacja, której przywódców wkrótce aresztowano i rozstrzelano w Palmirach.

Kolejny sukces walki z Żydami. Mężczyzna w okularach jest już ostrzyżony; warto spojrzeć na minę człowieka z prawej strony
źródło: Żydowski Instytut Historyczny/FORUM
Kolejny sukces walki z Żydami. Mężczyzna w okularach jest już ostrzyżony; warto spojrzeć na minę człowieka z prawej strony
Na początku wojny warszawska ulica wyglądała jeszcze tak jak dawniej – tylko na rękawach pojawiły się opaski
źródło: Ośrodek Karta
Na początku wojny warszawska ulica wyglądała jeszcze tak jak dawniej – tylko na rękawach pojawiły się opaski
Warszawa 1939 rok – niemiecki żołnierz skraca Żydom brody
źródło: Żydowski Instytut Historyczny/FORUM
Warszawa 1939 rok – niemiecki żołnierz skraca Żydom brody

Wszystkie te wydarzenia stały się przyczynkiem do badań nad historią zupełnie nieznanego politycznego ugrupowania. W materii tej nie istnieją żadne dokumenty, tylko zapiski kronikarzy – Ludwika Landaua oraz Emanuela Ringelbluma. Oprócz tego kilka przekazów, spamiętanych głównie przez potomków uczestników zajść; niektóre z tych relacji ukazały się wyłącznie w Internecie. A moja wiedza na ten temat sprowadzała się w ciągu wielu lat do dwóch zdań rzuconych przez babkę: „Wiesz, pierwszego roku wojny koło Wielkiej Nocy hołota strasznie lała Żydów. I grabiła sklepy”.

Cywilizowanie starozakonnych

Ojciec przyjechał do Warszawy w styczniu 1940 roku. Opowiadał mi, że koło Dworca Południowego (zwanego wtedy Szopy) stała żandarmeria i kilku niemieckich cywilów, którzy szarpali za brody starozakonnych. Jeden z żandarmów udawał, że dźga Żyda bagnetem w brzuch. Wołał: „ihahaha”, a Żyd podskakiwał i kwiczał. Niemcy pokładali się ze śmiechu, a polska gawiedź na chodnikach rechotała.

– Tylko starozakonni kiwali głowami nad ludzką głupotą – opowiadał ojciec.

To nie żaden wyjątek. Ludwik Landau w „Kronice lat wojny i okupacji” wspominał, iż pastwienie się nad Żydami było codziennością, a uczestniczył w tym coraz częściej polski lumpenproletariat, jak wówczas nazywano meneli. Kronikarze wspominają, że każdy brodaty Żyd był dla Niemców dużą atrakcją. Strzyżenie bród połączone często z kaleczeniem ludzi ochoczo fotografowano, a nawet filmowano. Wieczorami okradano i bito Żydów, a celowali w tym już nie Niemcy, a polska hołota. 2 lutego 1940 roku Emanuel Ringelblum zanotował – „Napaści na Żydów zdarzają się na różnych ulicach (...) Napady połączone są z rabunkami”.

– Mieszkaliśmy wtedy na Hożej – wspomina emerytowany dziennikarz Jerzy Peltz. – Widziałem to tuż przed Wielkanocą, otóż ulicą Poznańską od Wilczej biegła 20-osobowa wataha; taki zwykły motłoch. Krzyczeli – „Precz z Żydami”.

22 marca (Wielki Piątek) w Warszawie zaczęły się masowe rozruchy antyżydowskie, którym przyglądali się okupanci, biorąc w nich tylko z rzadka udział. Ludwik Landau napisał dwa dni później: „Zajścia przeciwżydowskie utrzymują się i rozszerzają. Dzisiaj banda wyrostków przeważnie w wieku 14 – 15 lat obchodziła sklepy żydowskie w okolicach Marszałkowskiej, rozbijała szyby wystawowe, rabowała towary. Przechodnie zachowywali się biernie”. Po trzech dniach dodał, że bito szyby na: Franciszkańskiej, Marszałkowskiej, Powiślu i Pradze.

Ringelblum w „Kronice getta warszawskiego” zanotował, że: „Na Lesznie, placu Żelaznej Bramy grabili młodzi chuligani”. Wspomina też, że „... miały miejsce ekscesy przeciwko Żydom na wszystkich prawie ulicach żydowskich (...) na Rymarskiej, Żabiej, placu Bankowym, Granicznej (...), Grzybowskiej, Rynkowej, Żelaznej, Chłodnej, Mazowieckiej (...). W pierwszych dniach zadowalali się tłuczeniem szyb, potem zaczęli rabować”.

Obaj kronikarze napisali, że uczestnicy byli nieletni, nierzadko mieli około dziesięciu lat. „Na przodzie i na końcu takiej bandy jechał ktoś na rowerze. Wydawali oni rozkazy, utrzymywali porządek”. Jak wspominali współcześni, do band dołączali dorośli, którzy korzystając z wybitych szyb, okradali sklepy do gołych półek.

Według Ludwika Landaua, „… organizatorem tych band jest jakieś wyspecjalizowane w akcji antysemickiej stowarzyszenie »Atak«, zupełnie zresztą faworyzowane przez Niemców”. Tymczasem już 30 marca napisał, że „zaburzenia antyżydowskie przerwały się tak nagle, jak to możliwe, tylko z zajściami inscenizowanymi przez władze. Równocześnie zaczęły się aresztowania (...) z dawnej Falangi (jacyś Świetlicki i Kozłowski, organizatorzy z ramienia Niemców band antyżydowskich)”.

O zamieszkach nie wspominały (podobnie zresztą jak o późniejszym powstaniu w getcie) żadne gadzinowe pisma polskojęzyczne. Skrytykowały je tylko niektóre periodyki podziemne, ale już grubo później, co jest zrozumiałe, zważywszy na konspiracyjne ograniczenia druku.

Same niedopowiedzenia

Wielkanocne wypadki 1940 roku zostały przykryte okropieństwami okupacji. Zapomniano o nich na długi czas i przypomniano sobie na początku lat 60. XX wieku, kiedy to wydano wielotomową „Kronikę...” Ludwika Landaua.

Jednak dopiero po zmianie ustroju przyszedł czas na rzeczową analizę. Niestety, także niepełną z powodu braku dokumentów. Ustalono, iż rzeczony „Atak” był młodzieżową bojówką organizacji politycznej NOR, której pełna nazwa brzmiała prawdopodobnie: Narodowa Organizacja Radykalna. Tworzyli ją dawni członkowie przedwojennych skrajnie prawicowych ugrupowań, w rodzaju Partii Narodowo-Socjalistycznej czy też faszyzującej Falangi. Z różnych przekazów wynika, że NOR jeszcze w październiku 1939 roku dogadała się z wojskowymi władzami okupacyjnymi Warszawy. Miała mieć dwa oficjalne lokale – jeden w przedwojennej siedzibie Związku Młodej Polski, a drugi otrzymany od Niemców w dawnym mieszkaniu poety Juliana Tuwima.

Dziś część historyków uważa, że awantura antyżydowska była próbą „zasłużenia” się okupantowi i uzyskania pewnych koncesji politycznych. Problem w tym, że już pod koniec października 1939 roku administrację wojskową zaczęła zastępować cywilna, realizująca zupełnie inną politykę wobec Polaków. Dość powiedzieć, że tuż po wspomnianych zajściach gestapo masowo aresztowało ludzi w ramach akcji mordowania inteligencji. Do więzienia trafiło też trzech przywódców NOR, których w połowie czerwca 1940 rozstrzelano w Palmirach pod Warszawą.

Widmo pogromu

W dawnych wiekach awantury antyżydowskie odbywały się głównie na tle religijnym, a kończyły okresowym wypędzeniem starozakonnych. Największa miała miejsce w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia 1881 roku. Otrzymała miano pogromu podobnego do tych, jakie notowano na terenie całej carskiej Rosji.

Nieszczęście wydarzyło się podczas mszy w kościele św. Krzyża, gdzie stratowano 20 osób po tym, gdy ktoś krzyknął: „Gore!”, czyli pali się. Rzekomo miał to zrobić żydowski złodziej, złapany na gorącym uczynku. Wieść poszła w miasto. Po południu rabowano już sklepy i bito ludzi.

Pogrom nie był tak krwawy jak w Rosji – życie straciły dwie osoby, a 20 zostało rannych. Około tysiąca rodzin zostało obrabowanych. Po latach uznano, że istniejące w społeczeństwie nastroje antysemickie zostały wykorzystane przez władze rosyjskie, które mogły spacyfikować burdę po paru godzinach, tymczasem wysłały wojsko i policję dopiero po dwóch dniach. Co ciekawe, odnotowano wcześniejsze ostrzeżenia rabinatu, a nawet arcybiskupa warszawskiego przed antysemickimi prowokacjami.

Na kilkanaście lat uspokoiło się, ale klimat niesprzyjający Żydom powrócił w okresie rewolucji 1905 roku i w następnych latach. Przytoczyć można kilka gazetowych tytułów: „Czarnia sotnia operuje – próby wywołania rozruchów”, „Zajścia uliczne między Żydami a lumpenproletariatem” czy też „Rozruchy antyżydowskie na Mokotowie”, ale to już w 1918 roku.

Po kolejnych dwóch dekadach tenże klimat podgrzewała w Warszawie skrajna prawica, żądająca m.in. ograniczenia liczby żydowskich studentów na uczelniach, co kończyło się awanturami. Właśnie z tego środowiska wywodzili się organizatorzy wielkanocnego bicia starozakonnych w roku 1940.

Opinia

Tomasz Szarota, historyk, badacz historii XX wieku, profesor, publicysta, kierownik Pracowni Dziejów Polski, po 1945 roku Instytutu Historii PAN

Sprawy zajść wielkanocnych 1940 roku opisałem przed ponad dziecięciu laty i od tamtej pory nie natknąłem się na dodatkowe informacje, rozszerzające wiedzę na ten temat. Najciekawszymi byłyby te ujawniające źródła niemieckie, jak wyglądała ich inspiracja. Bo bez wątpienia była, zamieszki antysemickie miały miejsce w wielu miastach, nie tylko w Warszawie, ale m.in. w Paryżu, Antwerpii, i z dokumentów wynika, że wszędzie zalecano, jak je robić, by wyglądały na spontaniczną reakcję miejscowej ludności. Nie ulegało także wątpliwości współdziałanie skrajnej prawicy z Niemcami. Niestety dokumentacja dla Warszawy nie zachowała się.

Zajścia te były argumentem dla założenia getta, gdyż Niemcy pokazywali jacy to są wspaniali i jak zabezpieczają Żydów przed polskim antysemityzem. Właśnie w tym czasie zaczęto w Warszawie stawiać pierwsze mury wokół dzielnicy żydowskiej, choć samo getto powstało jesienią 1940. Jeśli idzie o ofiary zamieszek, to krążyły plotki o nich, ale nigdzie nie spotkałem się z informacjami, że była to prawda i że ktoś wtedy zginął.

Dodaj swoją opinię lub napisz na czytelnik@zw.com.pl

Życie Warszawy