Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Optymizmu ubyło

Stefan Szczepłek 23-02-2017, ostatnia aktualizacja 23-02-2017 08:40

Po remisie 0:0 w Warszawie bardzo trudna sytuacja mistrza Polski.

Pierwszy mecz w Warszawie: Tomasz Jodłowiec i Kenny Tete.
autor: Piotr Nowak
źródło: Rzeczpospolita
Pierwszy mecz w Warszawie: Tomasz Jodłowiec i Kenny Tete.

Polskie drużyny w europejskich pucharach zwykle w Holandii przegrywały, chociaż w roku 2008 zdarzyło się nieoczekiwane zwycięstwo Lecha nad Feyenoordem 1:0 w fazie grupowej Pucharu UEFA. Drużyna prowadzona przez Franciszka Smudę awansowała dzięki temu do rundy pucharowej.

Najlepsza Legia w historii, ta z przełomu lat 60. i 70., w półfinale rozgrywek o Puchar Mistrzów zremisowała z Feyenoordem na Łazienkowskiej 0:0, czyli tak jak teraz z Ajaksem. Do rewanżu przygotowywała się bardzo profesjonalnie, więc wyruszyła w podróż do Rotterdamu już tydzień przed meczem.

Zamierzała spędzić kilka dni w Berlinie, goszczona przez wojskowy klub Vorwaerts, który w poprzedniej kolejce rozgrywek został przez Feyenoord wyeliminowany, wiedział więc o nim wszystko. I tak się stało. Tyle że dwaj piłkarze Legii zostali na Okęciu przyłapani na przemycie około 3 tysięcy dolarów. Od tej pory nie tylko winowajcy, ale i ich koledzy myśleli o konsekwencjach tego śmiesznego dziś, ale wtedy poważnego, przestępstwa celno-dewizowego, a nie o meczu. Przegrali 0:2.

Dziś legioniści nie muszą myśleć o niczym poza rewanżem. Wynik 0:0 oczywiście stawia w dużo lepszej sytuacji Ajax. Wystarczy mu zwycięstwo 1:0. Ale jeśli Legia strzeli bramkę, a może to zrobić, Holendrzy będą musieli zdobyć dwie.

Te kalkulacje, oczywiste po pierwszym meczu, nabierają trochę innego znaczenia po kilku kolejnych dniach. Po powrocie z Warszawy Ajax rozegrał szósty w tym roku mecz ligowy i odniósł szóste zwycięstwo (1:0 na wyjeździe z Vitesse, bramka Davy Klaassena). Wystąpił w bardzo podobnym składzie jak przy Łazienkowskiej. Zamiast prawego obrońcy Kenny'ego Tete (ukarany czerwoną kartką z Legią by nie zagrał) wystąpił Joel Veltman, a lewego obrońcę Daleya Sinkgravena zastąpił Jairo Riedewald.

Veltman to ten piłkarz, który w meczu ligowym ze Spartą, nie bacząc na kontuzję partnera, pobiegł z piłką i został okrzyknięty największym oszustem ligi holenderskiej. W Warszawie nie grał, teraz go najpewniej zobaczymy.

Więcej szczęścia w spotkaniu z Vitesse miał też Justin Kluivert, 17-letni syn słynnego przed laty napastnika Ajaksu i Holandii Patricka Kluiverta. Wszedł z ławki i grał przez pół godziny. W Warszawie przebywał na boisku zaledwie przez 13 minut. Trener Peter Bosz wprowadził go w drugiej połowie, ale po czerwonej kartce dla Tete zastąpił obrońcą Heiko Westermannem. Inny rezerwowy ze spotkania w Warszawie, kolumbijski napastnik Mateo Cassierra, wszedł na ostatnią minutę gry za Kaspera Dolberga.

Duńczyk jest wraz z Klaassenem najlepszym strzelcem Ajaksu, ale w tym roku zdobył tylko dwie bramki w sześciu meczach. Tyle samo co Klaassen. Marokańczyk Hakim Ziyech i Duńczyk Lasse Schoene strzelili po trzy. Na Amsterdam Arena Ajax wygrał w tym roku dwukrotnie i nie stracił bramki: z ADO Haga 3:0 i Spartą Rotterdam 2:0. Z punktu widzenia Ajaksu i jego kibiców w czwartek ta passa powinna być przedłużona.

Sytuacja Legii jest zupełnie inna. Do ubiegłego czwartku wydawało się, że wszystko w klubie przebiega normalnie. Wprawdzie remis na swoim stadionie w rozgrywkach europejskich to nie sukces, jednak Legia potrafiła zneutralizować przewagi gości i jest pierwszą polską drużyną, która urwała punkt Ajaksowi. Tyle że sama nie potrafiła zdobyć gola.

Zaraz po pierwszym meczu o optymizm było łatwiej, ale po ligowej porażce z Ruchem jest go znacznie mniej. Legia przegrała gładko 1:3 i zagrała najsłabiej w momencie, kiedy wydawało się, że jest na dobrej drodze do odrobienia ligowych strat.

Pytania: czy to chwilowa słabość, zrozumiała między meczami pucharowymi, zlekceważenie najsłabszej drużyny ekstraklasy czy początek kryzysu, pozostają na razie bez odpowiedzi. Wydaje się, że na Łazienkowskiej wszystko toczy się swoim rytmem i kryzysu nie ma. Jacek Magiera uspokaja, mówiąc, że takie porażki też uczą. Ale jeśli obrońcy Legii zagrają w Amsterdamie tak źle jak przeciw Ruchowi, a ich koledzy z formacji ofensywnych będą równie nieskuteczni, to Legia przegra 0:5. Tym bardziej że strzelec jedynej bramki z Ruchem i bodaj najlepszy dziś legionista Miroslav Radović w Amsterdamie wystąpić nie może.

Magiera zabrał do Holandii m.in. Jakuba Rzeźniczaka, który jeszcze w tym sezonie nie grał, nigeryjskiego napastnika Daniela Chimę Chukwu, który nie zna się z partnerami, 17-letniego pomocnika Sebastiana Szymańskiego, który miał prawo spalić się w spotkaniu z Ruchem, oraz czeskiego napastnika Tomasa Necida, który słyszy o sobie, że nie zastąpił Nemanji Nikolicia. Bo, po prawdzie – na razie nie zastąpił.

Jak z tego widać, Ajax jest w lepszej sytuacji, co nie znaczy, że Legia szans nie ma.

Transmisja o 19.00 w TVP1 i Eurosporcie 1.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: s.szczeplek@rp.pl

"Rzeczpospolita"