Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Wiosna gorąca

Janusz Pindera 09-03-2017, ostatnia aktualizacja 09-03-2017 08:28

Krzysztof Włodarczyk i Krzysztof Głowacki wierzą, że w tym roku odzyskają mistrzowskie pasy. Na ring wróci też Tomasz Adamek.

Andrzej Fonfara znokautował w Nowym Jorku byłego mistrza świata Chada Dawsona.
źródło: AFP
Andrzej Fonfara znokautował w Nowym Jorku byłego mistrza świata Chada Dawsona.

Ostatnio pojawiła się informacja, że mistrz świata organizacji IBF w wadze junior ciężkiej Rosjanin Murat Gassijew chciałby walczyć z Głowackim w USA. Mówił o tym Fiodor Łapin, trener ostatniego polskiego mistrza świata, który na amerykańskim rynku dwukrotnie pokazał się przecież z jak najlepszej strony. Najpierw znokautował Marco Hucka i zdobył pas WBO, a później obronił w starciu ze Stevem Cunninghamem, mając go cztery razy na deskach. W ubiegłym roku stracił jednak tytuł, przegrywając w Polsce ze znakomitym Ukraińcem Ołeksandrem Usykiem.

Głowacki, który wrócił już do treningów po operacji ręki, bardzo chętnie zmierzyłby się z urodzonym w Osetii Gassijewem, ale jego promotor Andrzej Wasilewski, jeden z właścicieli grupy Sferis KnockOut Promotions, szybko ucina spekulacje.

– Nic o takiej propozycji nie słyszałem, więc nie ukrywam, że jestem zdziwiony – mówi „Rz".

Zdaniem Wasilewskiego czynione są jednak starania, by Głowacki oraz inny z naszych byłych mistrzów, Krzysztof Włodarczyk, walczyli w tym roku o utracone pasy.

„Diablo" musi jednak najpierw wygrać 20 maja w Poznaniu eliminacyjny pojedynek z Niemcem Noelem Gevorem. Dopiero wtedy będzie mógł myśleć o Gassijewie.

Chyba że pojawi się szansa walki o pas WBC. Wszystko wskazuje bowiem na to, że urzędujący mistrz – Anglik Tony Bellew, z niego zrezygnuje, a wówczas 1 kwietnia założy go Marco Huck lub Łotysz Mairis Briedis, którzy w takiej sytuacji stoczyliby mistrzowski pojedynek. A wtedy ze zwycięzcą mógłby walczyć Włodarczyk.

Jest jednak pewien problem, bo w rankingu tej organizacji przed Polakiem znajduje się jeszcze Rosjanin Dmitrij Kudriaszow. A to oznacza, że potrzebne będą nie tylko mocne pięści, ale i zdolności dyplomatyczne promotora. Wasilewski nie ukrywa, że zależy mu szczególnie na doprowadzeniu do takiej walki Włodarczyka, bo czas biegnie szybko, a „Diablo" w tym roku skończy 36 lat. Ale od razu dodaje, że jeśli tylko pojawi się ciekawa propozycja dla Głowackiego, to drugi z naszych byłych mistrzów z pewnością dostanie szansę.

Wciąż nie wiadomo też, kiedy i gdzie wróci na ring po długiej przerwie trenujący w Teksasie Artur Szpilka. Wszystko wskazuje na to, że planowana na 29 kwietnia walka na Long Island w Nowym Jorku z innym Polakiem mieszkającym w USA, Adamem Kownackim, jest nieaktualna.

– Wciąż szukamy rywala dla Szpilki na ten termin, ale na razie nikogo nie mamy – przyznaje Wasilewski.

Czyżby więc miał nim zostać Krzysztof Zimnoch, który niedawno udanie zrewanżował się w Szczecinie Mike'owi Mollo? Kto wie, może zobaczymy taki pojedynek pod koniec lipca w Ergo Arenie w Gdańsku, hala jest zarezerwowana.

Bokserskich planów z udziałem naszych mistrzów pięści jest oczywiście znacznie więcej. Najpierw Mariusz Wach zmierzy się 18 marca w Lipsku z Niemcem Erkanem Teperem i jeśli wygra, będzie mógł walczyć o tytuł mistrza Europy wagi ciężkiej. W kwietniu w Zakopanem pokaże się Maciej Sulęcki, który już dziś gotów byłby wyzwać do ringu najlepszych w wagach średniej lub junior średniej. W pierwszej połowie maja na dwóch galach, w Ełku i Częstochowie, pokażą się bokserzy promowani przez Mariusza Grabowskiego i Andrzeja Gmitruka, a później być może raz jeszcze swojej szansy poszuka najbardziej utytułowany polski pięściarz zawodowy Tomasz Adamek. W ostatniej rozmowie telefonicznej mieszkający w New Jersey „Góral" mówił „Rz", że nie może żyć bez boksu i chciałby znów spróbować.

Adamek wprawdzie najlepsze lata ma już za sobą, ale jeśli zdecyduje się na powrót, to na pewno nie przejdzie on bez echa. Były mistrz świata dwóch kategorii (półciężkiej i junior ciężkiej) oraz czołowy pięściarz wagi ciężkiej całą swoją karierą solidnie sobie na to zapracował.

Jest jeszcze Andrzej Fonfara, który nokautując ostatnio w Nowym Jorku byłego mistrza Chada Dawsona, powrócił do wielkiej gry. Fonfara, chłopak z Białobrzegów, boksu uczył się w Polsce, ale od lat mieszka w Chicago. Dwa lata temu stoczył bardzo dobrą, choć przegraną, walkę z uznanym mistrzem WBC wagi półciężkiej Adonisem Stevensonem, miał go nawet na deskach, później zmusił do poddania Julio Cesara Chaveza Jr. i po obfitującym w niezliczone wymiany ciosów pojedynku pokonał byłego czempiona tej kategorii Nathana Cleverly'ego. Naprawdę był już blisko szczytu i milionowych honorariów, ale jak to w boksie bywa, jeden cios zmienił wszystko. W ubiegłym roku został sensacyjnie znokautowany już w pierwszym starciu przez Joe Smitha Jr. i spadł w sportową przepaść.

Już się jednak z niej wydobywa. Z nowym szkoleniowcem w narożniku Virgilem Hunterem (trenerem Andre Warda) znów marzy o wielkich rzeczach. Z Dawsonem w Barclays Center na Brooklynie przegrywał u wszystkich sędziów, ale go znokautował w ostatniej, dziesiątej, rundzie i wszystko przed nim. Pod koniec lipca w Las Vegas stoczy wielki pojedynek, takie są pierwsze poufne informacje. A z tego wynika, że nie tylko wiosna, ale i lato będzie gorące.

"Rzeczpospolita"