Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Jechać ostrożnie

Piotr Żelazny 28-03-2017, ostatnia aktualizacja 28-03-2017 16:09

Prezes PZPN o drodze na mundial, rzutach wolnych Lewandowskiego i braku Krychowiaka.

autor: Piotr Nowak
źródło: Fotorzepa

Rzeczpospolita: Ma pan swój ulubiony stadion w Rosji, na którym chciałby pan zobaczyć reprezentację Polski?

Zbigniew Boniek: W futbolu każdy może mówić co chce, w gębie każdy jest mocny. Nikt nikomu nie ma prawa zabronić snucia planów, śnić na jawie i się chełpić. Prawda jest jednak taka, że dopiero odpowiednia liczba punktów w tabeli gwarantuje wyjazd na mistrzostwa świata. I my tylu punktów jeszcze nie mamy. Oczywiście nie ma też co silić się na przesadną skromność. Jasne – droga do Rosji po meczu w Podgoricy znacznie się skróciła. Ale wie pan, jak to jest z nieuważnym kierowcą? Jeśli nie będzie odpowiednio skoncentrowany, zaraz będzie miał wypadek. Nawet jeśli droga wydaje się łatwa. Dlatego będziemy starali się zminimalizować ryzyko wypadku i pojedziemy bardzo ostrożnie.

Ale przyzna pan, że już jest z górki?

W piłce nożnej nigdy nie jest z górki. Znamy nasze plusy, znamy też minusy. Zbytnio rozluźnieni możemy mieć kłopoty z każdym rywalem, odpowiednio skoncentrowani możemy walczyć z najlepszymi. Ale reprezentacja to jednak drużyna, która nie ma tego syndromu widocznego w wielu obszarach w polskiej piłce. My wciąż chcemy więcej niż mamy. Jasne, doceniamy to, co osiągnęliśmy, ale zawsze jesteśmy chciwi. No i skupiamy się tylko na sobie. Nie żyjemy ani problemami, ani osiągnięciami innych. Nie zaglądamy sąsiadom do ogródka.

Mówi pan, że znacie swoje plusy i minusy, jakie są zatem te minusy do wyeliminowania?

To już my dobrze wiemy i tym wszystkim się wewnętrznie zajmujemy.

W Podgoricy momentami można było odnieść wrażenie, że piłkarze nie do końca mieli kontrolę nad tym, co się działo na boisku...

Akurat z tym zupełnie się nie zgodzę. Właśnie przez zdecydowaną większość tego spotkania kontrolowaliśmy je w pełni. Mieliśmy doskonałe szanse na strzelenie drugiego gola, gdy prowadziliśmy 1:0, ale niestety ich nie wykorzystaliśmy i bramkę straciliśmy. Wtedy faktycznie na dziesięć minut wkradł się lekki bałagan, ale to też normalna rzecz w meczach piłkarskich, że traci się impet. Także z tezą, że nie kontrolowaliśmy meczu, się nie zgodzę, natomiast brakowało czegoś innego.

Czego?

Właśnie jakby nas ta kontrola uśpiła. Brakowało czasem przyspieszenia, podania stwarzającego sytuację. Zbyt długo graliśmy wszerz boiska z lewej do prawej, gdy prowadziliśmy. Ale to wszystko takie gadanie. Gdyby w trzeciej minucie Kamil Grosicki wykorzystał świetną sytuację albo chwilę później po rzucie rożnym Kamil Glik, to pewnie ten mecz skończyłby się wynikiem 4:0 dla nas, a media dziś piałyby z zachwytu. Ale spokojnie, my wiemy, że nie jesteśmy jeszcze tak dobrzy, jak byście o nas pisali po 4:0, ale wiemy też, że nie jesteśmy tak słabi, jak dziś niektórzy twierdzą po 2:1 w Podgoricy. Owszem – rywal był przeciętny, nadrabiał ambicją i walecznością, ale to bardzo ważne zwycięstwo. Czasem łatwiej gra się z lepszym przeciwnikiem, który nie koncentruje się wyłącznie na defensywie i przeszkadzaniu.

Robert Lewandowski bije kolejne rekordy. Dziesiąty mecz eliminacyjny z rzędu, w którym strzela gola...

To jeden z najlepszych napastników świata i wielkie szczęście, że go mamy po swojej stronie. W Podgoricy zdobył gola z rzutu wolnego, bardzo fajnie, bo już dawno w ten sposób reprezentacja nie strzeliła bramki. Szkoda, że nie wykorzystał świetnej okazji w drugiej połowie, ale to się zdarza. Natomiast śmieszy mnie, że już dziś słyszę narzekania, co to będzie, jak Roberta zabraknie. Trzeba to powiedzieć sobie raz na zawsze – Lewandowski nie jest efektem żadnego systemu szkolenia. To czysty geniusz, a tacy trafiają się raz na kilka pokoleń.

W dodatku Lewandowski postanowił, że zostanie jeszcze ekspertem od wolnych. Już kilka razy udało mu się w Bayernie, teraz w kadrze.

Jestem przekonany, że jeszcze niejedną bramkę ze stałego fragmentu zdobędzie, bo widzę, ile on tych rzutów wolnych wykonuje na treningach, jak wielką wagę do tego przykłada.

Brak Krychowiaka był odczuwalny?

Grzegorz jest dla nas bardzo ważnym zawodnikiem i jego nieobecność będzie zawsze odczuwalna. Natomiast Adam Nawałka jest świetnym taktykiem i bardzo dobrze ustawił drużynę w Podgoricy. Dziurę po Grzegorzu załatał Krzysztof Mączyński, który większą część meczu spędził ustawiony między stoperami i stamtąd rozpoczynał ataki. Nie odczuliśmy więc tak bardzo braku Krychowiaka. Podkreślam jednak, że chcemy mieć Grzegorza w każdym meczu.

Mączyński spisał się świetnie, natomiast w końcówce obudził się Piotr Zieliński, którego fantastyczne podanie dało wygraną.

Co to znaczy, że się obudził w końcówce? Piotr rozegrał dobre spotkanie, to nie był tylko jeden dobry moment. Zieliński nie jest typem zawodnika, który przez 90 minut będzie miał piłkę i kreował grę. To jakieś nieporozumienie. Czytam te opinie, że rozegrał „bezbarwny mecz", i nie mogę w to uwierzyć. Poza tym Piotrek jest wciąż bardzo młody i się rozwija. Ale w Podgoricy to było jego udane spotkanie.

Martwi pana, że Kamil Glik nie zagra z Rumunią?

Martwi, ale teraz nie mógł zagrać Krychowiak i też sobie poradziliśmy. Siłą tej reprezentacji jest to, że nie zależy ona od pojedynczych piłkarzy. Jest silna jako drużyna. Zdarzy się pewnie że i Robert Lewandowski nie będzie mógł zagrać i jego też będziemy musieli umieć zastąpić.

"Rzeczpospolita"