Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Gramy do końca

Piotr Żelazny 10-04-2017, ostatnia aktualizacja 10-04-2017 09:27

Jagiellonia udowodniła, że jest życie bez Konstantina Vassiljeva.

Kibice Legii Warszawa
autor: Nowak Piotr
źródło: Fotorzepa
Kibice Legii Warszawa

W ten weekend ekstraklasa stała pod znakiem goli zdobywanych w ostatnich minutach. Tak było w Lubinie, w Niecieczy, a także w Lublinie, gdzie występuje Górnik Łęczna. Co więcej, za każdym razem szala zwycięstwa przechylała się na stronę gości.

Najwięcej emocji było w piątek w Lubinie. Zagłębie, które wiosny do udanych zaliczyć nie może, podejmowało lidera z Białegostoku. W tygodniu do obozu Jagiellonii dotarły hiobowe wieści. Okazało się, że najlepszy zawodnik nie tylko drużyny Michała Probierza, ale dla wielu w ogóle najlepszy zawodnik ligi – Konstantin Vassiljev – nie zagra z powodu kontuzji do końca sezonu zasadniczego.

To i tak optymistyczna wersja, pierwsze prognozy mówiły bowiem nawet o dłuższej pauzie. Ile znaczy Estończyk dla zespołu z Podlasia, nie trzeba tłumaczyć nikomu, kto interesuje się ekstraklasą. 13 goli, do tego 13 asyst. Te statystyki oznaczają, że w momencie, w którym pomocnik doznał kontuzji, miał udział aż przy 52 proc. goli strzelonych przez Jagiellonię. To wynik znacznie lepszy od kolejnych w tej klasyfikacji zawodników – Roberta Picha (45,5 proc. według Ekstrastats.pl) oraz Dariusza Formellę (40 proc.). Te liczby pokazują jednoznacznie, jak bardzo od Vassiljeva uzależniona jest Jagiellonia.

Probierz nie miał jednak wyboru i choć na każdym kroku podkreśla, że jego klub bawi się, walcząc o mistrzostwo, i presji nie odczuwa, to jednak wiadomo, iż apetyt rośnie w miarę jedzenia.

Jagiellonia przegrywała 0:1 po golu Arkadiusza Woźniaka z wyraźnego spalonego, prowadziła 2:1 po dwóch trafieniach Cilliana Sheridana, ale na kwadrans przed końcem było już 3:2 dla gospodarzy. Najpierw jednak w 78. minucie wyrównał Ivan Runje, a w drugiej minucie doliczonego czasu zwycięstwo i zachowanie pierwszej pozycji w tabeli zapewnił Arvydas Novikovas. Reprezentant Litwy zimą został pozyskany z drugoligowego niemieckiego VfL Bochum, ale nie wywalczył sobie miejsca w składzie, a gol przeciwko Zagłębiu był jego pierwszym trafieniem w barwach Jagiellonii.

Bohaterem klubu z Białegostoku był jednak Sheridan. Nie tylko zdobył dwa gole, ale też zachował się bardzo przytomnie w 92. minucie spotkania, gdy wyłożył piłkę jak na tacy Litwinowi, asystując przy zwycięskim trafieniu. Można śmiało obstawiać, że 90 proc. napastników w takiej sytuacji huknęłoby z całą mocą na bramkę, a Irlandczyk dostrzegł lepiej ustawionego Novikovasa.

W doliczonym już czasie gry mecz na swoją korzyść rozstrzygnęła też Wisła Kraków w Niecieczy. Strzelcem gola był Mateusz Zachara.

Klub z Krakowa jest tym, który najczęściej odwraca losy w końcówkach meczów. Tylko Górnik Łęczna i Legia Warszawa zdobyły równie dużo bramek w 90. minucie i doliczonym czasie gry (po pięć), ale to trafienia zawodników Białej Gwiazdy najczęściej dawały punkty. Dzięki bramkom zdobytym w 90. minucie albo później Wisła ma aż 13 punktów więcej (Patryk Małecki na 1:0 z Piastem i na 3:2 z Wisłą Płock, Paweł Brożek na 1:1 z Lechem, Petar Brlek na 2:1 znów z Piastem i teraz Zachara z Bruk-Betem).

Wisła może być już niemal pewna gry w grupie mistrzowskiej po podziale punktów. Natomiast Bruk-Bet Termalica w końcu z niej wypadł, po tym jak fatalnie rozpoczął wiosnę. Zespół z Niecieczy nie wygrał jeszcze meczu, a były asystent Czesława Michniewicza Marcin Węglowski zaczął samodzielną pracę od dwóch porażek.

W przerwie spotkania w Niecieczy wywiadu w telewizji nc+ udzielił dyrektor sportowy gospodarzy – Marcin Baszczyński. Były reprezentant Polski, mówiąc o powodach zwolnienia Michniewicza, powiedział między innymi o „dyktatorskich zapędach", a także o tym, że pierwszy szkoleniowiec nie chciał słuchać asystenta (i obecnego następcy). Bardzo to dziwne argumenty, trzeba przyznać. Jasne jest już, że to nie wyniki, ale brak porozumienia z Michniewiczem były decydujące przy decyzji o rozstaniu z trenerem.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: piotr.zelazny@rp.pl

"Rzeczpospolita"