Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Zejść z karuzeli

Piotr Żelazny 08-11-2017, ostatnia aktualizacja 08-11-2017 09:52

Robert Lewandowski wciąż nie jest pewny występu w piątkowym meczu z Urugwajem. Kapitan reprezentacji narzeka na przemęczenie.

Robert Lewandowski: – Zdrowia nie oszukasz. Jeśli będzie jakiekolwiek ryzyko powiększenia urazu, to oczywiście nie zagram.
autor: Bartłomiej Zborowski
źródło: Fotorzepa
Robert Lewandowski: – Zdrowia nie oszukasz. Jeśli będzie jakiekolwiek ryzyko powiększenia urazu, to oczywiście nie zagram.

Robert Lewandowski przekonuje, że decyzja odnośnie do jego gry w meczu z Urugwajem jeszcze nie została podjęta i czy wybiegnie na murawę Stadionu Narodowego w piątek, okaże się dopiero w dniu spotkania. – Zdrowia nie oszukasz. Wiadomo, że jeśli będzie jakiekolwiek ryzyko powiększenia urazu, to oczywiście nie zagram. Nie ma sensu się narażać – mówił kapitan reprezentacji.

Informacje na temat jego zdrowia są sprzeczne. Kontuzji doznał tydzień temu podczas ligowego spotkania Bayernu z RB Lipsk. Najpierw strzelił gola, a kilkadziesiąt sekund później pokazał, że nie da rady dokończyć spotkania. Zmieniony został minutę przed gwizdkiem na przerwę. Tydzień później wrócił do gry, ale znaki zapytania pozostały.

20 meczów

Lewandowski po spotkaniu z RB w rozmowie z niemieckimi mediami mówił, jak bardzo jest zmęczony, jak bardzo potrzebuje odpoczynku i że uraz w tym spotkaniu był sygnałem ostrzegawczym. Nie doszło do zerwania ani nawet naderwania mięśnia, od początku mówiono o kontuzji wynikającej z przemęczenia.

Gwiazdor Bayernu dostał więc wolne w wyjazdowym meczu Ligi Mistrzów z Celtikiem Glasgow, który odbywał się trzy dni po spotkaniu Bundesligi.

Od początku tego sezonu Lewandowski zagrał już w 20 meczach w klubie i w reprezentacji. Tylko trzy razy nie były to występy od pierwszej do ostatniej minuty meczu. W ligowym spotkaniu z Schalke zszedł w 65. minucie, gdy było już 2:0 dla Bayernu i Carlo Ancelotii pozwolił mu odsapnąć, szczególnie że to Polak zdobył pierwszą bramkę meczu.

W Pucharze Niemiec przeciwko Chemnitzer FC Lewandowski został zdjęty w 63. minucie, gdy było już 3:0 dla Bawarczyków, awans do następnej rundy był rozstrzygnięty, a Polak dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. W końcu we wspomnianym meczu ligowym z Lipskiem sam zażądał zmiany w 44. minucie (znów po golu). W pozostałych 17 meczach przebywał na boisku przez pełne 90 minut – a w spotkaniu pucharowym z Lipskiem (trzy dni przed urazem) aż 120 minut, gdyż potrzebna była dogrywka.

W sumie Lewandowski w tym sezonie był już na murawie: 1463 minuty w koszulce Bayernu oraz 360 minut w biało-czerwonych strojach reprezentacji. Razem 1823 minuty, czyli ponad 30 godzin.

Wśród czołowych piłkarzy świata tylko Leo Messi był dłużej na boisku – 1890 minut. Argentyńczyk znany jest z tego, że chce grać w każdym meczu, od początku do końca, i chory jest tylko wówczas, gdy musi zejść z murawy albo trener chce dać mu odpocząć.

Gdy Alejandro Sabella przejmował reprezentację Argentyny, spotkał się z Josepem Guardiolą, by ten wyjaśnił mu, jak należy postępować z Messim, by ten był równie skuteczny w kadrze, jak w Barcelonie. Usłyszał bardzo konkretne i krótkie uwagi, a najważniejsza brzmiała: „Nigdy, przenigdy, nie ściągaj go z boiska".

Co trzy dni

Wszyscy pozostali – czy to Cristiano Ronaldo (1336 minut), czy Neymar (1452) i rywalizujący z Polakiem o koronę króla strzelców Bundesligi Pierre-Emerick Aubameyang (1075) – grali mniej od Lewandowskiego. Podobnie jak napastnicy reprezentacji Urugwaju – Edinson Cavani (1712 minut) i Luis Suarez (1605), który poprosił selekcjonera, by nie musiał grać w meczu z Polską.

Zdecydowaną większość tych meczów kapitan reprezentacji rozegrał w cyklu trzydniowym. Wejście w sezon miał delikatne – między meczem o Superpuchar Niemiec a spotkaniem w pierwszej rundzie DFB Pokal miał siedem dni przerwy, następnie osiem dni odpoczynku i inauguracja Bundesligi. A później zaczęła się karuzela – 16 spotkań z rzędu, w których tylko raz zdarzył się sześciodniowy odstęp między kolejnymi spotkaniami. Pozostałe mecze musiał rozgrywać co 72 godziny.

Lewandowski mówił we wtorek na konferencji: – Decyzja, czy zagram, faktycznie zapadnie tuż przed spotkaniem. Wszyscy gramy często na środkach przeciwbólowych, ale są sytuacje, gdy nawet one nie pomagają.

W sztabie reprezentacji mówią, że w klubie Lewandowski nie będzie miał szans na wyleczenie tego urazu do końca. Tam jest wiecznie niezbędny, nie ma zastępcy, musi grać. Tylko na zgrupowaniu i tylko przed meczem towarzyskim można spróbować doprowadzić go do zdrowia. Jeśli nie będzie odczuwał bólu – zagra z Urugwajem. Podczas zgrupowania przed meczem będzie głównie odpoczywał i trenował w indywidualnym trybie.

Szczęście w nieszczęściu

A jeśli nie będzie mógł zagrać? Cóż, szczęście w nieszczęściu. Wszyscy kibice i eksperci zawsze tego najbardziej się obawiali – jak zespół Nawałki będzie wyglądał bez piłkarza, od którego najwięcej zależy, któremu jest całkowicie podporządkowany, który jest jego najlepszym strzelcem i kapitanem. Gdyby nie zagrał, w końcu moglibyśmy się o tym przekonać, i to bez przykrych konsekwencji.

Adam Nawałka naprawdę nie musi sprawdzać w meczu towarzyskim, co daje kadrze Lewandowski. Wszyscy to wiedzą i być może warto sprawdzić, jak wygląda świat bez niego. ©℗

"Rzeczpospolita"