Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Musicalowy odlot w Romie

Jacek Cieślak 30-09-2017, ostatnia aktualizacja 30-09-2017 00:00

„Piloci", najnowsza produkcja warszawskiego Teatru Roma, będą mieli premierę 7 października.

Samolot Hurricane gra w musicalu ważną rolę
autor: Karol Mank
źródło: Teatr Roma
Samolot Hurricane gra w musicalu ważną rolę
Nina, główna bohaterka musicalu, jest gwiazdą przedwojennej Warszawy
autor: Karol Mank
źródło: Teatr Roma
Nina, główna bohaterka musicalu, jest gwiazdą przedwojennej Warszawy

Od helikoptera do hurricane'a tak można określić musicalową drogę Wojciecha Kępczyńskiego, dyrektora warszawskiej Romy, reżysera, choreografa, pedagoga. Poczynając od 1998 roku z powodzeniem wystawił musicale „Mamma Mia!", „Upiór w operze", „Les Miserables", „Deszczowa piosenka", „Miss Saigon", „Grease", „Koty" oraz „Akademię Pana Kleksa" z oryginalnym librettem. Helikopter oglądaliśmy w „Miss Saigon", hurricane'a zobaczymy w „Pilotach".

Promuje ich teledysk „Nie obiecuj nic" z przewodnim szlagierem w wykonaniu Zofii Nowakowskiej i Jana Traczyka, który ma już 200 tysięcy odsłon na YouTubie. „Jak wiatrem uskrzydleni/ Umkniemy prawom Ziemi", śpiewa główny bohater Jan i przyrzeka Ninie: „Złożę gwiazdy u twych stóp". Główna bohaterka odpowiada tytułową frazą: „Nie obiecuj nic". Jakby przeczuwała, że pojawi się ta druga.

Wyjątkowy trójkąt miłosny polega na tym, że poza Niną, piękną artystką kabaretową, oraz przystojnym i dzielnym pilotem jest jeszcze ta, która chce wszystko zrujnować i rozdzielić na zawsze kochanków: II wojna światowa.

Odważna decyzja

Wojciech Kępczyński jest znakomitym menedżerem, ale i wyjątkowym artystą. Był stypendystą rządu francuskiego w Theatre d'Orsay w czasach Jeana-Louisa Barraulta, w paryskim Theatre Bouffe du Nord uczył się od Petera Brooka, od Maurice'a Bejarta zaś w Ballet du XXe sičcle.

Aby na scenę weszli „Piloci", zejść musiała bijąca rekordy powodzenia „Mamma Mia!". Światowy przebój z hitami Abby, wypromowany również przez film z udziałem Maryl Streep i Pierce'a Brosnana, zastąpiony będzie autorskim musicalem inspirowanym losami Dywizjonu 307. To odważna operacja przypominająca podniebny korkociąg, jakim popisują się najlepsi piloci.

– Powód był prosty: wyrosłem w kulcie polskich pilotów walczących m.in. w bitwie o Anglię – powiedział nam reżyser. – To także moja rodzinna historia dwóch braci babci ze strony mamy, Jana i Maksymiliana Lewandowskich, którzy walczyli w szeregach Dywizjonu 307 Polskich Sił Powietrznych, zwanego Lwowskimi Puchaczami. Maksymilian był jednym z dowódców dywizjonu, który brał również udział w bitwie o Atlantyk i w bitwie o Niemcy. O polskich pilotach walczących na Zachodzie po wojnie mało się mówiło, a wielu z tych, którzy wrócili do kraju, trafiło do celi śmierci, w tym Stanisław Skalski. Moi dziadkowie wyjechali do Kanady i po raz pierwszy odwiedzili Polskę po 1956 roku. Pamiętam ich opowiadania. Dzięki nim poznałem innych pilotów. Życiorysy były dramatyczne, tak zawiłe, że trudno byłoby choćby częścią ich przygód obdzielić bohaterów mojego musicalu, bo wyobraźnia widzów nie wytrzymałaby tak częstych zwrotów akcji.

Ich losy były punktem wyjścia do stworzenia libretta, które będzie konglomeratem wielu biografii, motywów i pomysłów.

– Wszystko ułożyło się w musicalową fantazję, również dlatego, że głównym tworzywem widowiska nie mogą być fakty, tylko muzyka – tłumaczy Wojciech Kępczyński. – Kolejną kwestią jest scenografia, która też nie może być dosłowna. W tekstach piosenek da się za to opowiedzieć miłosną historię tancerki kabaretowej Niny i Jana, świeżo upieczonego absolwenta szkoły lotniczej w Dęblinie. Poznają się tuż przed wybuchem wojny, która staje na drodze ich miłości, bo Jan po kampanii wrześniowej wraz z kolegami z oddziału ewakuuje się przez Francję do Anglii, gdzie walczy z Niemcami. Nasze hurricane'y i spitfire'y będą miały tyle łopatek śmigieł, ile w rzeczywistości. Wiem coś o tym, bo sam chciałem zostać pilotem.

Przedwojenna Warszawa

Znamienne jest, że Wojciech Kępczyński zajął się choreografią, którą też można uznać za formę przebywania w powietrzu. I walką, tyle tylko, że nie z innymi pilotami, lecz z prawami grawitacji.

– Można tak to ująć! A różne formy awiacji zawsze były związane z moimi premierami w Teatrze Muzycznym Roma dodaje Kępczyński. – Pozwoliłem sobie zabrać całą ekipę „Mamma Mia!" na pokład embraera E-175, żeby zgodnie z librettem polecieć na jedną z greckich wysp i przygotowywać spektakl. Potem samolot w barwach naszego musicalu przez kilka miesięcy latał po całej Europie.

Teraz Wojciechowi Kępczyńskiemu, zależało przede wszystkim na pozytywnym bohaterze.

– Polscy piloci, którzy latali nad Anglią, nadawali się do tego idealnie – dodaje. – Oczywiście nie chcę, żeby to była wyłącznie historia z przeszłości. Nasi bohaterowie będą bardzo współcześni. Znamy książkę Arkadego Fiedlera „Dywizjon 303", jest klasyczny film „Bitwa o Anglię". A także znakomity „Ciemnoniebieski świat" Jana Sveraka z 2001 roku.

„Piloci" zaczynają się w Warszawie.

– Zobaczymy ją piękną i roztańczoną – zapowiada reżyser. – Tę kabaretową i tę z placem Zamkowym. Odtworzy go dla nas firma Platige Image (PI), która ma na swoim koncie wiele spektakularnych i nagradzanych produkcji. W każdym musicalu jest scena oparta na suspensie, będąca wizualnym symbolem spektaklu. Na przykład spadający żyrandol w „Upiorze w operze" czy padający deszcz w „Deszczowej piosence". Tu też pokażemy coś zaskakującego!

Scenografię przygotował Jeremi Brodnicki, Dorota Kołodyńska – kostiumy. Słowa piosenek napisał Michał Wojnarowski, kierownik literacki Romy, muzykę zaś skomponowali bracia Dawid i Jakub Lubowiczowie.

– Nie ukrywam, że w takich czasach jak nasze, gdy rozgrywa się tyle jawnych i ukrytych konfliktów, moim celem było stworzenie emocjonującej dramaturgii, która pokaże, co wojna robi z ludźmi i ich psychiką – mówi Wojciech Kępczyński. – Polscy piloci, wylatując codziennie na spotkanie wroga, mieli świadomość, że to może być ich ostatni dzień życia, a przecież byli pełni energii, młodzi. Dlatego musieli odreagować. Powtarzali jak mantrę: „Korzystaj z życia ile możesz, bo jutro może cię nie być". W związku z tym zabawa szła na całego. Brytyjskie dziewczyny kochały naszych pilotów, bo mieli fantazję, poczucie humoru, byli otwarci i sympatyczni. Bywali też po polsku niesforni. W powietrzu rozmawiali między sobą po polsku, co doprowadzało Anglików do furii. Dostawali nagany od brytyjskich przełożonych za to, że nie latają w szyku, ale robili to tylko po to, żeby zaskoczyć niemieckich pilotów, rozwalić ich, podlatując niemal do ogona messerschmittów. Wszystko to jest barwnym, niebanalnym materiałem. Dlatego chciałbym, żeby musical o polskich pilotach był bliższy Spielberga niż Sienkiewicza.

Cała sala w ogniu

Na casting zgłosiło się ponad 500 osób. Wojciech Kępczyńskich szukał artystów o świetnych głosach, jednocześnie potrafiących tańczyć klasykę i hip-hop.

– Tak jak mówił Wojciech Młynarski, aktor musicalowy musi mieć charyzmę, czyli przykuwać uwagę – powiedział dyrektor Romy. Na szczęście z castingu na casting superzdolnych ludzi jest coraz więcej. Przykro było z niektórych rezygnować.

Spektakl współtworzą innowacje technologiczne, które zastosowane będą po raz pierwszy w Polsce. Efekty pirotechniczne zostały zsynchronizowane z tym, co zobaczymy na ekranie. Odpowiada za to Edward Pałasz.

– Będzie można zobaczyć walkę powietrzną, która zakończy się rozbiciem jednego z samolotów – powiedział. Nie skłamię, deklarując, że to będą najbardziej śmiałe efekty pirotechniczne na świecie. Założenie jest takie, żeby całe okno sceny wypełniło się ogniem. Jeden z efektów wyjdzie poza linię proscenium. Obiecuję, że będzie bezpiecznie.

Choreografka Agnieszka Brańska zapowiada, że różnorodnej muzyce towarzyszyć będzie zróżnicowana choreografia. Można się spodziewać wielu gatunków, charakterystycznych dla prezentowanych czasów i konwencji znanych z estrady, kabaretu, wodewilu oraz sal tanecznych i balowych.

– Na zmianę uczesania będziemy mieli czasami 10 minut i zdążymy, bo w teatrze nie ma rzeczy niemożliwych! – deklaruje Anna Mecan, kierownik perukarni.

– Dyrektorowi zależy na tym, żeby odtworzyć atmosferę przedwojenną – mówi Andrzej Szanajch, kostiumograf do spraw mundurów i militariów. – Podchorąży nie może nosić munduru generała ani odwrotnie. Dlatego staramy się zrobić tak, jak było lege artis.

Hurricane, którego zobaczymy na scenie, został zaprojektowany przez Jeremiego Brodnickiego.

– Samolot działa stwierdza – dyrektor Kępczyński. – Za chwilę nim polecimy!

"Rzeczpospolita"