Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Dolcan wraca do Ząbek

Maciej Białek 06-11-2008, ostatnia aktualizacja 07-11-2008 15:33

Trudno być sponsorem w I lidze. Dysproporcje między nami a ekstraklasą są ogromne, ale... damy radę. Wiosną zagramy u siebie – mówi na półmetku rozgrywek właściciel Dolcanu. Ze Sławomirem Dolińskim rozmawia Maciej Białek.

autor: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa

Drużyny ekstraklasy dostają co sezon za prawa telewizyjne łącznie 120 mln zł, a kluby I ligi – 30 tysięcy. Władze Pruszkowa pomagają Zniczowi, Płocka – Wiśle. Pan, jako jeden z niewielu właścicieli klubów I ligi, sam utrzymuje klub. Nie ma pan dość?

Sławomir Doliński: Na szczęście jakoś dajemy radę. Mam dużą firmę, więc piłkarze mogą spać spokojnie. Mimo kryzysu na rynku budowlanym powinniśmy sobie poradzić. Inna sprawa, że rzeczywiście ciężko być sponsorem w I
lidze. Ta klasa rozgrywkowa jest pozostawiona sama sobie. Dysproporcje między nami a ekstraklasą są ogromne.


Ile wynosi budżet Dolcanu. Mieścicie się w granicach 3 mln zł?

Właściwie tak. Te 3 mln to taki maksymalny pułap, łącznie ze wszystkimi premiami dla zawodników.


Czyli nie zarabiają kokosów?

Mamy system motywacyjny. Premie zależą od wyników. Podstawa jest niewielka, ale jeśli drużyna wygrywa, piłkarz na pewno nie będzie narzekał. Gdy słyszę, że jakiś zawodnik żąda u mnie kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie, ogarnia mnie śmiech. Może w innych drużynach zawodnicy tyle mają, ale... na papierze. Czekają po kilka miesięcy na wypłatę.
U mnie nie ma żadnych opóźnień. Jesteśmy solidni.

Warto sponsorować klub I ligi? Ma to przełożenie na pana interesy?

Bezpośredniego raczej nie, bo klient nie kupi ode mnie mieszkania tylko dlatego, że gramy w I lidze. Ale nie ukrywam, że łatwiej prowadzi się rozmowy. Zwłaszcza teraz, gdy rozszerzyliśmy działalność na całą Polskę. Często słyszę pytanie: „To pana drużyna gra na zapleczu ekstraklasy?“. Od razu rozmowa wygląda inaczej...

Na półmetku rundy jesiennej Dolcan zajmuje 16. miejsce. Rozczarowanie?

Nie, drużyna gra nieźle. Mamy po prostu pecha, na dodatek brakuje nam snajpera. Nie rozdzieramy szat. Do 10. miejsca tracimy tylko trzy punkty. Zimą postaramy się wzmocnić i walczyć o utrzymanie. Podkreślam jednak – nie za wszelką cenę.

Chyba dobrze. Ci, którzy utrzymywali się za wszelką cenę, byli lub będą we Wrocławiu...

My chcemy sprowadzić trzech zawodników i spróbować utrzymać się w sportowej rywalizacji. Niedawno testowaliśmy kilku Litwinów, ale okazali się za słabi. Sprawdzamy dalej.

Jest wam dodatkowo trudniej, ponieważ mecze „u siebie“ gracie w Nowym Dworze Mazowieckim. Kiedy wrócicie do Ząbek?

Prawdopodobnie od pierwszego wiosennego meczu. Już dogadaliśmy się z miastem. My postawimy kontener klubowy, a burmistrz obiecał nam trybuny przenośne i monitoring. To oczywiście tymczasowe rozwiązanie, ale niezbędne do otrzymania licencji. Przygotowujemy już projekt nowej trybuny na dwa tysiące miejsc. Jeśli otrzymamy pozwolenie, powstanie w ciągu 12 – 15 miesięcy. Ale to nie takie proste. Wiadomo, jak długo w Polsce trwają procedury budowlane.

Kto sfinansuje tę trybunę? Pan?

Były takie pomysły, ale nie ma mowy. To w końcu obiekt miejski, który będzie służył wielu pokoleniom. Wiem, że w budżecie zabezpieczono na ten cel 6 mln zł.

O tym, jak trudno grać na wynajmowanym boisku, świadczą wyniki. Na wyjazdach zdobyliście dziewięć punktów, a w Nowym Dworze – tylko osiem.

Tam w ogóle nie ma atmosfery. Przychodzi garstka ludzi. Niewiele więcej niż 50 ochroniarzy, których musimy zatrudnić. Może gdybyśmy grali w Pruszkowie lub na Polonii, byłoby inaczej. Jednak nie udało się nam wynająć tych obiektów.

Ile płacicie każdorazowo za ten w Nowym Dworze?

5,5 tys. zł. To naprawdę korzystna cena. Wszystko dzięki burmistrzowi Nowego Dworu Jackowi Kowalskiemu, który poszedł nam na rękę.

To dziwne, że w Ząbkach nie może pan liczyć na przychylność.

O burmistrzu Ząbek nie powiem złego słowa. Stara się nam pomagać, ale co innego radni. Od 15 lat finansuję miejscowy klub. W tym czasie rada miasta zmieniła się chyba cztery razy, ale nigdy mi nie pomogła. Sukcesy naszej drużyny dla niektórych ludzi są solą w oku. Chyba by woleli, żebyśmy nie grali w I lidze. Nie rozumiem tego, przecież sport to świetna promocja miasta. Wiedzą o tym np. w Pruszkowie. Stadion, hala, tor kolarski... A u nas?


Ostatnio zaangażował się pan w działalność PZPN. Podczas zjazdu był pan w komisji liczącej głosy. Zaskoczył pana wybór Grzegorza Laty na prezesa?

Nie, to było niemal pewne już przed zjazdem. Trudno się dziwić. Nowy prezes już od roku prowadził kampanię, był nawet u nas. Jako jedyny. Czy to dobry wybór? Dla klubów I ligi nie ma znaczenia, kto będzie prezesem. Najważniejsze, aby nasza organizacja (Piłkarska Liga Polska – przyp. red.) jak najszybciej się usamodzielniła. Na razie trudno być optymistą...


*trudny wyjazd

Dzisiejszy, wyjazdowy mecz Dolcanu z Zagłębiem Lubin (godz. 18) rozpocznie rundę rewanżową. W pierwszym spotkaniu w Nowym Dworze Maz. podopieczni Marcina Sasala przegrali 3:4, ale sędzia nie uznał wyrównującej bramki Macieja Tataja. W Polkowicach (tam mecze rozgrywa Zagłębie) będzie jednak bardzo ciężko. Lubinianie są liderem I ligi, a u siebie przegrali tylko raz – z Flotą Świnoujście 0:1.

—kaszaj

Życie Warszawy