Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Przesiadka do elektrobusów

Adam Woźniak 21-02-2017, ostatnia aktualizacja 21-02-2017 08:59

Rząd chce zbudować polski rynek elektrycznych autobusów wart 2,5 mld zł. Docelowo sprzedaż miałaby sięgnąć 1000 sztuk rocznie.

Volkswagen Passat GTE to przykład hybryd z wtyczką,  których popularność na rynku systematycznie rośnie.
źródło: materiały prasowe
Volkswagen Passat GTE to przykład hybryd z wtyczką, których popularność na rynku systematycznie rośnie.
Elektryczny Solaris jest eksportowym przebojem polskiego producenta autobusów
źródło: materiały prasowe
Elektryczny Solaris jest eksportowym przebojem polskiego producenta autobusów

1000 autobusów elektrycznych za pięć lat w polskich miastach – taką wizję przedstawia Polski Fundusz Rozwoju, który w poniedziałek podpisał z 41 samorządami miast i gmin list intencyjny dotyczący współpracy w rozwijaniu elektromobilności. Porozumienie, w którym biorą udział także ministerstwa rozwoju i energii, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju oraz Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, zakłada budowę nad Wisłą rynku autobusów elektrycznych o wartości ok. 2,5 mld zł rocznie, który miałby stworzyć ok. 5 tys. nowych miejsc pracy.

Jak na razie ta perspektywa wydaje się dosyć odległa: w całej Polsce samorządy zakupiły i użytkują dopiero 23 elektryczne autobusy – dziesięć kursuje w Warszawie, sześć w Krakowie, po dwa w Inowrocławiu, Ostrołęce i Jaworznie oraz jeden w Lublinie.

Poniedziałkowe porozumienie jest elementem flagowego programu resortów rozwoju i energii, mającego rozwijać rynek samochodów elektrycznych i elektryfikować miejski transport publiczny przez zastępowanie autobusów z napędem spalinowym elektrycznym. Według wicepremiera i ministra rozwoju Mateusza Morawieckiego elektromobilność miałaby się stać „kołem zamachowym reindustrializacji polskiej gospodarki". – Dynamiczny rozwój branży e-busów to tysiące nowych, wysoko płatnych miejsc pracy dla polskich specjalistów, silny impuls innowacyjny dla gospodarki oraz zwiększenie zdolności eksportowych Polski – oznajmił w poniedziałek Morawiecki.

Podpisane porozumienie dotyczy także budowy infrastruktury ładowania aut na prąd, skoordynowanego udziału w pracach badawczo-rozwojowych czy przygotowania księgi dobrych praktyk przy wprowadzaniu w samorządach elektrycznego transportu miejskiego i samochodowego. – Chcemy być częścią światowego przemysłu pojazdów elektrycznych i stymulować powstanie nowego rynku w Polsce – powiedział Michał Kurtyka, wiceminister energii.

Chcą się przesiąść

Jak podał PFR, tylko samorządy biorące udział w podpisanym w poniedziałek porozumieniu zadeklarowały już chęć kupna 780 autobusów elektrycznych. Do liderów należy Warszawa, która kolejnych dziesięć autobusów ma otrzymać jeszcze w tym roku, a następnych dziesięć jest w trakcie przetargu. Ale na elektryfikację transportu publicznego nastawiają się także mniejsze miasta. Przykładem jest 90-tysięczne Jaworzno, które chce elektrobusami zastąpić połowę obecnej floty miejskiego przewoźnika.

W upowszechnieniu elektrycznych autobusów ma pomóc uruchomienie programu finansowania badań nad takimi pojazdami. Kluczowe znaczenie będzie także miało wykorzystanie doświadczeń polskich producentów. Polska należy do liderów w produkcji autobusów elektrycznych, a elektrobus produkowany przez Solarisa został laureatem prestiżowego konkursu „Bus of the Year 2017". – Najbliższe dwa–trzy lata będą w tym obszarze kluczowe dla naszej firmy, a pojazdy elektryczne staną się jednym z filarów naszej produkcji – zapowiedział Zbigniew Palenica, wiceprezes Solaris Bus & Coach na ubiegłotygodniowej konferencji w Warszawie.

Powróci „maluch"?

Jednak o ile program zwiększania nasycenia publicznego transportu elektrycznymi autobusami ma już realne podstawy, o tyle pomysł gwałtownego upowszechnienia elektrycznych samochodów osobowych, zapisany w „Planie rozwoju elektromobilności", wydaje się nierealny. Ministerstwo Energii założyło, że w 2025 r. w Polsce będzie jeździć milion aut elektrycznych. Wymagałoby to wykreowania ogromnego popytu na takie pojazdy. Zwłaszcza że w całym 2016 r. zarejestrowano w Polsce zaledwie 164 auta z zasilaniem wyłącznie bateryjnym.

Tymczasem minister energii Krzysztof Tchórzewski zapowiedział ogłoszenie na początku marca konkursu na projekt karoserii miejskiego samochodu elektrycznego, który miałby być produkowany w Polsce. – Będzie wsparcie dla przedsiębiorców, którzy wygrają taki konkurs – zapowiedział minister.

Samochody elektryczne sprzedają się wciąż w Polsce w śladowych ilościach, m.in. z powodu niewielkiej funkcjonalności (krótki zasięg), braku infrastruktury do ładowania i wysokich cen. Co prawda resort energii zakłada w latach 2019–2020 budowę sieci ładowarek w 32 aglomeracjach i na najważniejszych trasach. Później do samochodów elektrycznych miałaby się przesiadać administracja publiczna. Ale najbardziej niejasna jest kwestia finansowego wsparcia zakupu takich pojazdów.

W Europie Zachodniej rozwój rynku elektrycznych samochodów był i nadal jest stymulowany wysokimi dopłatami do zakupu. Przykładowo w Niemczech w ub. roku rząd zapowiedział program wspierania samochodów elektrycznych wart 1 mld euro, a od maja niemieccy kierowcy kupujący auta na prąd dostają zniżkę w wysokości 4 tys. euro na samochód zasilany wyłącznie prądem i 3 tys. euro przy zakupie auta hybrydowego typu plug-in. Mimo to ubiegłoroczna sprzedaż elektrycznych samochodów zmalała tam o 7,7 proc. w ujęciu rok do roku. Przy tym na początku roku 2016 w Niemczech zarejestrowanych było 25,5 tys. samochodów elektrycznych na łączną liczbę ok. 45 mln wszystkich aut osobowych.

Największym jak na razie europejskim rynkiem dla osobowych samochodów elektrycznych jest Norwegia, gdzie w ub. roku sprzedano 24,2 tys. sztuk. Choć odsetek posiadaczy elektrycznych samochodów jest tam największy na świecie, popyt zmalał w porównaniu z poprzednim rokiem o 6 proc.

Podyskutuj z nami na Facebooku www.fa­ce­bo­ok.com/eko­no­mia Czy wysoka cena jest najważniejszą barierą w zakupie auta elektrycznego?

Opinia

Aleksander Kierecki, redaktor naczelny portalu Infobus.pl

Podpisane porozumienie to ważne wydarzenie dla transportu publicznego w Polsce z kilku względów. Po raz pierwszy rządzący docenili rolę miejskiej komunikacji i odkryli szansę na rozwój całej gałęzi przemysłu. Do tej pory nikt nie zaproponował autobusowej branży tak systemowych rozwiązań. To jakościowa zmiana, zważywszy na dynamiczny skręt całego świata w kierunku elektromobilności. Największą siłą programu e-Bus jest jego interdyscyplinarność. Zaangażowanie w program dostawców energii, producentów i przede wszystkich finalnych odbiorców dobrze rokuje na przyszłość. Tym bardziej że teraz wiele miast korzysta z unijnych funduszy, które mogą pomóc w budowie infrastruktury.

 

Liczą się także udogodnienia na ulicach

O popycie na samochody elektryczne decydować będą nie tylko ich możliwości techniczne i cena, ale także wiele innych bonusów związanych z użytkowaniem takiego auta. To przede wszystkim różne udogodnienia niedostępne dla posiadaczy samochodów z napędem tradycyjnym, jak zwolnienia z opłat drogowych, możliwość wjazdu do zamkniętych stref w centrach miast, darmowe parkowanie czy jazda po pasach przeznaczonych dla autobusów. Najszybciej sprawdziły się w bogatej Norwegii, której władze oprócz gigantycznych zniżek na zakup aut zafundowały ich posiadaczom darmowe ładowanie baterii i jeszcze dofinansowywały budowę prywatnych stacji ładowania w domach. W rezultacie dziś w centrum Oslo trudno znaleźć wolną ładowarkę, a trzy czwarte samochodów jadących po buspasach to elektryczne osobówki.

W Polsce udogodnienia także zaczynają się pojawiać. Posiadacze samochodów elektrycznych mogą jeździć warszawskim Traktem Królewskim (trzeba najpierw złożyć wniosek o identyfikator), a we Wrocławiu bezpłatnie korzystają ze stacji szybkiego ładowania i są zwolnieni z opłat za parkowanie. Opłat parkingowych nie muszą także ponosić m.in. w Gdańsku, Toruniu i w Katowicach.

"Rzeczpospolita"